Na półmetku Arka na dwójkę z plusem. SOS w drugiej linii

Dziewięć meczów rundy jesiennej wystarczyło, by trener Petr Nemec przekonał się, że o ile w linii pomocy ilość piłkarzy jest wystarczająca, o tyle jakość pozostawia wiele do życzenia.
Jest ich siedmiu: Piotr Kuklis (7 meczów w I lidze / 2 gole), Mateusz Siebert (6/0), Paweł Czoska (6/0), Marcin Budziński (5/0), Piotr Kasperkiewicz (5/0), Michał Płotka (4/0), Petr Benat (3/1). Gdyby komfort pracy trenera Nemeca liczyć w ilości piłkarza na metr kwadratowy środkowej strefy boiska, Czech w I lidze byłby niekwestionowanym liderem. Żaden z jego kolegów po fachu przy ustalaniu wyjściowego składu nie może pozwolić sobie na podobny luksus. Na papierze Nemec ma kłopot bogactwa. Chce grać czwórką pomocników i w środku potrzebuje dwóch ludzi od czarnej roboty? Sięga po Kuklisa i Płotkę (patrz: mecz z Wartą Poznań 0:0). Jeden defensywny plus rozgrywający? Nemec stawia na Czoskę i Kasperkiewicza (porażka z Sandecją Nowy Sącz 0:3). Trzeba grać dwoma defensywnymi i jednym playmakerem? Czech wypuszcza na boisko Sieberta, Kuklisa i Budzińskiego (przegrany mecz z Ruchem Radzionków 1:3). Kłopot bogactwa? Tylko na papierze.

Kasperkiewicz jak Busquets

Po środowym zwycięstwie z Dolcanem Ząbki Nemec miał minę, jakby ten mecz przegrał. Nie pochwalił żadnego ze swoich piłkarzy, uznając - i słusznie - że nie ma za co ich chwalić. W każdych warunkach, bez względu na kryzys formy, wynikającą z niego rotację pierwszym składem czy konflikt między kibicami a zarządem klubu - Arka miała obowiązek ten mecz wygrać. Na najbardziej newralgicznej pozycji Nemec postawił na przypominającego posturą Sergio Busquetsa (ale tylko posturą i pozycją na boisku) - Kasperkiewicza. Krzywdy mu nie zrobił, ale doprawdy trudno uwierzyć, że piłkarz tej klasy ma Arce zapewnić awans do ekstraklasy. Obok niego hasał rodak Nemeca, strzelec pierwszej bramki Benat. 31-letni pomocnik rozegrał w pierwszej "11" drugi mecz z rzędu i wydaje się, że to jedyny piłkarz, co do którego Nemec nie powinien mieć większych wątpliwości. W porównaniu do pozostałych środkowych pomocników Benat gra futbol wybitny.

Pobudka dla Budzika i Sieberta

Pozostali mocno zawodzą. Budziński wciąż jest cieniem zawodnika, który potrafił dyrygować drugą linią Arki wśród piłkarzy wybitniejszych od siebie. Gdy miał u boku Bartosza Ławę, a później Miroslava Bożoka przebłyski ponadprzeciętnych umiejętności zdarzały mu się nawet przy zwykłym kopnięciu piłki. Dziś wychowanek Mamr Giżycko - jeśli w ogóle wychodzi na boisko - drepcze w miejscu, zupełnie jak jego kariera, którą ratować powinien w tempie ekspresowym.

W podobnej sytuacji znalazł się Siebert. Profesurę, jaką prezentował w defensywie w meczach ekstraklasy, można dziś obejrzeć jedynie na wideo. Nemec wie, że od takich piłkarzy, jak Siebert i Budziński czy odsunięty od składu Płotka, trzeba wymagać więcej. Zdając sobie sprawę, że tylko w ten sposób wyegzekwuje od nich to, czego teraz na gwałt potrzebuje. Drużyna bez silnej drugiej linii nie ma prawa myśleć o miejscu dającym awans. Arka przekonała się o tym nie dalej niż w poprzednim sezonie. Wówczas także największe problemy miała z wydajnością drugiej linii, która przez własną słabość odcinała tlen napastnikom. Bez podań do napastników (bez względu czy tę rolę pełnił Tadas Labukas, Mirko Ivanovski czy obaj naraz) Arka spadła z ligi z zawstydzającym bilansem bramek (22 gole w 30 meczach).

Serce i płuca w obronie

Tymczasem dziś serce i płuca zespołu biegają... na prawej stronie obrony. Na lidera wyrósł po cichu Damian Krajanowski, piłkarz, którego kariera piłkarska zaczęła się przypadkiem. Gdyby nie powołanie do wojska i amatorska gra w III-ligowej Flocie Świnoujście, dziś o Gdyni myślałby pewnie w kategoriach letnich wakacji, a nie profesjonalnej gry w piłkę. Skromny, pozbawiony gwiazdorskich manier (których w Gdyni wciąż pod dostatkiem), sumiennie wywiązujący się ze swoich obowiązków. Niepisaną zasadę każdego szanującego się defensora ma wypisaną na twarzy. Masz piłkę? Oddaj! Jesteś obrońcą - zdaje się mówić w każdej interwencji.

Bojaźń widzę, bojaźń!

Niestety, dla Arki z podobnej zasady wychodzą także jej pomocnicy. Nemec tak, jak od początku sezonu miesza składem jak w kotle, tak narzeka na brak piłkarza, który pociągnąłby za sobą resztę drużyny. Pomocnicy zamiast kreować grę, chowają się jeden za drugim, zamiast brać na siebie ciężar gry, biegają beztrosko po boisku, licząc zupełnie bezpodstawnie na swą domniemaną wielkość, która nieraz ich zgubiła (mówił o tym sam Nemec po łomocie od anonimowego dla większości gdyńskich kibiców Ruchu Radzionków). Wreszcie - co znaczy pomoc pomocników (jak sama nazwa wskazuje - na boisku mają oni pomagać kolegom w strzelaniu bramek), przekonali się oni sami w ostatnim meczu z Dolcanem. Współpraca Kowalskiego z Kuklisem i Fabianem Słowińskim dała Arce dwa z trzech goli.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »