Siedem meczów bez porażki. Kryzys Arki Gdynia ostatecznie zażegnany?

Ilością stuprocentowych okazji, jakie Arka stworzyła sobie w meczu z KS Polkowice, można by obdzielić kilka spotkań, a może i całą rundę. Liczy się jednak efekt końcowy, czyli trzecie z rzędu zwycięstwo. Tak udaną passę Arka miała ostatni raz blisko trzy lata temu.
Arkę w tym meczu interesowało tylko zwycięstwo. I nic dziwnego, gdynianie przystępowali do niego opromienieni passą sześciu kolejnych meczów bez porażki, a naprzeciw nich stawał kopciuszek z Polkowic, który dopiero w poprzedniej kolejce opuścił ostatnie miejsce w tabeli. W dodatku polkowiczanie na wyjazdach spisują się w tym sezonie najgorzej ze wszystkich pierwszoligowców. Przed konfrontacją z Arką w ośmiu meczach przegrali aż siedem razy, jedyny punkcik uciułali na początku sierpnia, w zremisowanym 1:1 meczu z Dolcanem Ząbki. Bilans bramkowy 2:17 także mówił sam za siebie. W Gdyni zapowiadało się więc ostre strzelanie.

Gdy goście wybiegli na murawę stadionu przy Olimpijskiej ubrani w biało-zielone koszulki, wielu kibicom przypomniały się majowe derby z Lechią Gdańsk, jeszcze na poziomie ekstraklasy. Ale o tym, że sobotnich rywali gdynian łączy z Lechią, przynajmniej tą z zeszłego sezonu, tylko kolor koszulek, przekonaliśmy się już po kilku minutach meczu. Gracze Polkowic od pierwszych sekund wybijali piłkę na oślep i już w drugiej minucie pozwolili Arce objąć prowadzenie. Najpierw przez linię obrony przedarł się Jakub Kowalski, który pomimo faulu zdołał zagrać do Bartosza Flisa, ten odegrał do Petra Benata i Czechowi pozostało zmieścić tylko piłkę pod poprzeczką.

Gdynianie wcale nie zamierzali jednak poprzestać na jednobramkowym prowadzeniu. W 20. minucie fantastyczną okazję na podwyższenie prowadzenia zmarnował Janusz Surdykowski, który biegnąc na bramkę Sebastiana Szymańskiego miał przed sobą już tylko jednego obrońcę gości, ale zamiast odegrać piłkę do Flisa, bądź po prostu pociągnąć piłkę pod pole karne, zdecydował się na nonsensowny strzał z dystansu. Ku zdziwieniu wszystkich, a także samego strzelca, bramkarz gości nie wyłapał łatwego strzału, tylko wybił piłkę przed siebie. Dopadł do niej Flis i z kilku metrów nie trafił w pustą bramkę. - Wystarczyło dostawić nogę, zamiast walić z całej siły! - złościł się po meczu trener Arki Petr Nemec.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


W 37. minucie powinno być 2:0. Najpierw strzał głową Benata po dośrodkowaniu Kowalskiego odbił przed siebie Szymański, a dobitka Piotra Kuklisa wylądowała na poprzeczce bramki gości. Długowłosy pomocnik zrehabilitował się jednak pięć minut później, gdy po przytomnym zagraniu w pole karne Kowalskiego ofiarnym wślizgiem wepchnął piłkę do bramki Polkowic. Arka schodziła więc do szatni z dwubramkowym prowadzeniem, a zwycięstwo wydawało się pewne.

Jednak to, co stało się z gdyńską drużyną w drugiej połowie, nie mieściło się w głowach nawet najbardziej zagorzałych kibiców. Arka zamiast dobić rywala, zaczęła się z nim lekceważąco bawić. Kolejni piłkarze z uśmiechem na ustach marnowali kolejne sytuacje, aż nadeszła 62. minuta. Zostawiony zupełnie bez opieki Mateusz Bartków nie miał kłopotów z pokonaniem Juszczyka i zrobiło się tylko 2:1.

Dziesięć minut później mogło być jeszcze mniej przyjemnie. Marcin Radzewicz katastrofalnym błędem sprokurował sytuację Grzegorzowi Podstawkowi, który jednak z dogodnej pozycji strzelił prosto w Juszczyka.

Nerwówka trwała do końca spotkania. Ślamazarne ataki Arki obrońcy Polkowic rozbijali kilkadziesiąt metrów przed swoją bramką, a Polkowice bynajmniej nie rzucały się do huraganowych ataków. I choć gdynianom bez większych kłopotów udało się dowieźć zwycięstwo do końca, to styl w jakim go odnieśli pozostawiał duży niesmak.

- Oni myśleli, że ta trzecia bramka to sama im wpadnie - denerwował się Nemec po meczu. - A to tak nie działa. Zamiast stać i czekać, trzeba biegać i próbować. Najedliśmy się tylko stresu, zupełnie niepotrzebnie.

Arka Gdynia - KS Polkowice 2:1 (2:0).

Bramki: Benat (2.), Kuklis (41.) - Bartków (62.)

Arka: Juszczyk - Krajanowski, Mazurkiewicz, Jarun, Radzewicz - Kuklis (65. Niedziela), Jarzębowski, Benat, Kowalski - Flis (74. Szwoch), Surdykowski (79. Ivanovski).

Polkowice: Szymański - K. Janus, Nowak, Peroński, Kocot - Bryła (46. Bartków), Ałdaś (80. A.Janus), Salamoński, Podstawek, Piotrowski - Więzik.

Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 5060.

Więcej o: