Piłkarz Pogoni Szczecin Bartosz Ława przed meczem z Arką Gdynia: Wygramy to spotkanie!

- Do spotkania z Arką podchodzę spokojnie, ale w Szczecinie panuje przed tym meczem wielka mobilizacja. Na trybunach ma być 10 tys. ludzi. Takiej frekwencji nie było tu od lat - mówi przed meczem Pogoni Szczecin z Arką Gdynia, jej były kapitan Bartosz Ława. Początek spotkania o godz19.45. Relacja na trojmiasto.sport.pl
Rozmowa z Bartoszem Ławą, byłym kapitanem Arki, obecnie piłkarzem Pogoni Szczecin

Maciej Korolczuk: Od czasu odejścia z Arki, w której rozegrał pan ponad 150 meczów i strzelił 17 goli w ekstraklasie, to pana pierwszy mecz przeciw żółto-niebieskim. Serce mocniej zabije?

Bartosz Ława: Podchodzę do tego spokojnie, jestem na tyle doświadczonym zawodnikiem, że nie poddaję się takim emocjom. Bardziej by mnie to ruszyło, gdyby ten mecz odbywał się w Gdyni, na nowym stadionie, na którym nie było mi dane zagrać.

Będzie do tego okazja wiosną. Być może będzie to mecz decydujący o awansie do ekstraklasy.

- Oby do tego czasu już wszystko było jasne. Tzn. że i Pogoń i Arka były pewne tego awansu.

Pogoń jest już gotowa na powrót do elity?

- Konkretny cel będzie nam postawiony dopiero po zakończeniu rundy jesiennej. W tej chwili jesteśmy na 2. miejscu, mamy punkt straty do lidera, więc nie wyobrażam sobie, by cel był inny niż zajęcie 1. lub 2. miejsca.

W Szczecinie przed meczem z Arką panuje wielka mobilizacja.

- Koledzy w szatni podchodzą do tego meczu, jak do każdego innego, ale rzeczywiście widać szczególne poruszenie wśród kibiców. W Szczecinie mecz jest określany jako "mecz roku", bo takiej firmy jak Arka w tym roku tutaj jeszcze nie było i nie będzie. Na trybunach spodziewana jest największa frekwencja od lat.

Chciałoby się powiedzieć wreszcie, bo w tym sezonie wasze mecze ogląda garstka widzów.

- Nie wiem, z czego to wynika. Mimo dobrych wyników i przede wszystkim zwycięstw na własnym boisku, do tej pory kibice nie przychodzili na nasz stadion. Z tego co widzę, powoli zaczynają się przekonywać, że warto chodzić na Pogoń. Po trosze to zasługa naszej dobrej gry, po trosze działu marketingu, który się szybko rozwija. Już na ostatni mecz z Zawiszą przyszło prawie 6 tys. widzów. Do czasów, gdy na stadionie było po 20 tys. widzów, jeszcze nam trochę brakuje, ale na mecz z Arką spodziewanych jest około 10 tys. kibiców. To będzie przedsmak ekstraklasy.

Pogoń u siebie nie zwykła w tym sezonie tracić punktów. Wygraliście siedem meczów, przegraliście tylko raz - sensacyjnie z Dolcanem Ząbki.

- Akurat ze względu na żółte kartki w tym jednym meczu nie grałem. Mieliśmy słabszy dzień, nie potrafiliśmy dowieźć prowadzenia do końca meczu. Czasem się to zdarza.

Arka początek sezonu miała fatalny. Teraz śrubuje serię 10 meczów bez porażki, wygrała cztery mecze z rzędu.

- My też jesteśmy w gazie. Ostatniego meczu nie wygraliśmy tylko na własne życzenie. Oddając na bramkę Wisły 21 strzałów, wywieźliśmy z Płocka tylko jeden punkt! Dodatkowo nie straciliśmy bramki od 450 minut, więc biorąc pod uwagę fakt, że Arka strzela wiele bramek i chce dogonić czołówkę, szykuje się hitowy mecz.

Najsilniejszą formacją Arki jest obecnie druga linia. Dla pana, jako byłego kapitana gdyńskiej drużyny i środkowego pomocnika to dodatkowe wyzwanie.

- Powiem szczerze, że aż tak szczegółowo nie śledziłem meczów Arki, bardziej analizowałem same wyniki. Na pewno nie obawiam się konfrontacji z Tomaszem Jarzębowskim czy Petrem Benatem. Pogoń linię pomocy ma nie gorszą, być może nawet najlepszą w I lidze.

Przed meczem Arka traci do Pogoni pięć punktów. Po sobotnim meczu Arka będzie tracić do was tylko dwa, nadal pięć czy aż osiem?

- Z przykrością muszę stwierdzić, że osiem.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »