Sport.pl

Arka Gdynia: Jesienią stali u wrót piekła, wiosną czas na żniwa

Przed piłkarzami Arki Gdynia w tym roku jeszcze trzy wiosenne kolejki, ale rundę jesienną trener Petr Nemec może już sobie odhaczyć. Kto w gdyńskim zespole zasłużył na miano bohatera, a kto powinien obawiać się o swój kontrakt? Trojmiasto.sport.pl podsumowuje jesień żółto-niebieskich.
Drużyna Nemeca w 17 meczach zdobyła 24 punkty. Do lidera Pogoni Szczecin traci osiem punktów, z kolei nad strefą spadkową zapas żółto-niebieskich wynosi zaledwie punktów sześć.

Żółto-niebiescy sezon rozpoczęli fatalnie. Na pierwsze zwycięstwo czekali do 5. kolejki, kiedy do Gdyni przyjechała najsłabsza drużyna I ligi Olimpia Elbląg. Później zdobywanie punktów przychodziło im z nie mniejszym trudem. Arka raziła nieskutecznością, na boisku jej poczynaniami rządził nieopisany chaos, a nad głową Nemeca, który rozpaczliwie szukał jedenastu piłkarzy, którzy zrozumieją jego filozofię, z meczu na mecz zbierały się coraz czarniejsze chmury. Spokój Czecha wyglądał jak zaklinanie rzeczywistości, a ta z tygodnia na tydzień wyglądała jednoznacznie. Czołówka uciekała Arce po każdej kolejce. Kiedy do Gdyni przyjechał lider Zawisza Bydgoszcz, przepaść nad zajmującą 14. miejsce Arką wynosiła już 16 punktów. Aż nastąpił cud. Piłkarze Nemeca zdemolowali rywali 5:2, od czego zaczęło się ich wyjście z mroku. Passa meczów bez porażki urosła do 10. W tym czasie Arka wygrała cztery mecze z rzędu, awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski, a trener Nemec mógł odetchnąć z ulgą. Jego idea wypaliła, a Arka w świetnym stylu wróciła z piłkarskich zaświatów.

Najlepszy mecz

Klasowa drużyna rodzi się w bólach, a męki Arki trwały dwanaście długich tygodni. Przełomowym meczem dla tej rundy było właśnie spotkanie z Zawiszą, w którym Nemec i jego piłkarze przekonali się, że w futbolu - oprócz ciągłych porażek - można też spektakularnie wygrywać. To w zwycięskim meczu z liderem zrodziła się drużyna, którą oglądać będziemy co najmniej do zimowej przerwy. Drużyna grająca futbol ofensywny, ale i rozważny, uporządkowany, ale i niepozbawiony polotu i improwizacji. I co najważniejsze skuteczny. Od meczu z Zawiszą Arka wygrała cztery z pięciu meczów w lidze, strzelając w nich 14 goli. W międzyczasie wyeliminowała z Pucharu Polski faworyzowaną Polonię Warszawa.

Najgorszy mecz

Końcem Nemeca w Arce i Arki w I lidze mógł być przegrany w Gdyni mecz z Ruchem Radzionków (1:3). Gospodarze zagrali wówczas skandalicznie słabo. Mecz oddali bez walki, dali ograć się anonimowej drużynie, która przez ogromne problemy finansowe dosłownie i w przenośni każdego dnia walczy o przeżycie.

Najważniejszy mecz

Jesienią Arka na ciężką próbę była wystawiana niemal w każdym spotkaniu, ale na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza dwa mecze.

Pierwszy: z Wisłą w Płocku, gdzie Arka przerwała trwającą ponad półtora roku passę meczów bez zwycięstwa na wyjeździe. Zwycięstwo tym ważniejsze, że odniesione tuż po łomocie sprawionym Zawiszy. Arka podtrzymała wrażenie zespołu nieprzypadkowego, świadomego własnej siły.

Drugi: zwycięstwo z KS Polkowice, które nastąpiło po meczu z... Wisłą. Arka przystępowała do niego już w roli murowanego faworyta. Każdy inny wynik, niż zwycięstwo Arki byłoby uznane za sensację. Presja spętała im nogi, ale po trzech meczach mieli komplet dziewięciu punktów.

Piłkarz kluczowy

Jakub Kowalski. Motor napędowy w ofensywie, bez którego trudno sobie dziś wyobrazić drugą linię żółto-niebieskich. Gdyby nie jego asysty, Arka miałaby dziś kilka punktów mniej. Jeśli wiosną jego forma się ustabilizuje na wysokim poziomie, Arka może mieć z niego wiele pociechy. Od czasów Joela Tshibamby to najbardziej trafiony transfer gdyńskiego klubu.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Największe rozczarowanie

Po rewolucji kadrowej, jaka odbyła się przy Olimpijskiej po spadku z ekstraklasy, to oni mieli dzielić i rządzić tak szatnią, jak i na boisku. Mateusz Siebert, Wojciech Wilczyński, Michał Płotka i Marcin Budziński z powodzeniem radzili sobie w elicie, a całkowicie pogubili się w I lidze. Wkład w sukcesy Arki Sieberta i Płotki był znikomy, ale przez urazy nieco usprawiedliwiony. Z kolei jak pokazała seria meczów bez porażki, w której żadnego udziału nie miał ani odsunięty od zespołu Wilczyński, ani pozostający kompletnie bez formy Budziński, wyszło drużynie na dobre. Nemec i jego drużyna poradzili sobie bez całej czwórki i dziś wydaje się, że dla każdego z nich sukcesem będzie, jeśli przy Olimpijskiej przetrwają zimę.

Największe zaskoczenie

Na miano niespodzianki rundy jesiennej zasłużył w Arce cały zastęp piłkarzy. Od serca i płuc zespołu Damiana Krajanowskiego, przez wyciągniętego z kapelusza rodaka Nemeca Petra Benata i cudownie uzdrowionego, przeżywającego w Gdyni drugą młodość Tomasza Jarzębowskiego, aż po Marcina Radzewicza i Piotra Kuklisa, dla których Czech znalazł nowe pozycje, na których obaj radzą sobie nadspodziewanie dobrze. Łańcuszek kończy duet techników: wspomniany wcześniej Kowalski i wtórujący mu w ataku i drugiej linii Bartosz Flis. Jak na jedną drużynę i jedną rundę - dorobek czarodzieja Nemeca całkiem imponujący.

Praca trenera

Jak podkreślali eksperci przyglądający się temu, co przy Olimpijskiej dzieje się na co dzień, warunki kadrowe, w jakich przyszło pracować Nemecowi po przyjściu do Gdyni, były ekstremalne, a praca niewdzięczna. Kibice i media natychmiast wymagały wyników, a materiał, z jakiego przyszło Nemecowi budować całkiem nowy zespół, rozłaził mu się w rękach. Początkowo wybory personalne i częstotliwość zmian w składzie powodowały efekt pracy po omacku, całkowicie przypadkowej i nielogicznej (casus krytykowanego Kuklisa, którego Nemec wystawiał konsekwentnie w każdym meczu od pierwszych minut).

Czas pokazał, że droga, na którą wkroczył Nemec, była słuszna i konieczna. Czech dokonał negatywnej selekcji, odsiał ziarno od plew. Żniwa mają nadejść już wiosną.

Więcej o: