Piłkarz Sandecji Nowy Sącz Filip Burkhardt przed meczem z Arką Gdynia: Jestem i już zawsze będę arkowcem

W sobotę piłkarze Arki Gdynia w meczu I ligi podejmą Sandecję Nowy Sącz (początek, godz. 19.45). W zespole gości zagra były piłkarz żółto-niebieskich Filip Burkhardt.
Maciej Dzwonnik: Będzie dreszcz emocji przed meczem w Gdyni?

Filip Burkhardt: Na pewno. Pobyt w Gdyni wspominam miło, zostawiłem tam wielu przyjaciół. Jestem też wdzięczny kibicom, którzy zaszczepili we mnie miłość do żółto-niebieskich barw. Bo ja się tego nie wstydzę - jestem i już zawsze będę arkowcem. Wciąż śledzę wyniki zespołu, oglądam mecze i mu kibicuję. Ale w sobotę sentymentów nie będzie.

Okoliczności pana odejścia z Gdyni nie były już jednak tak miłe.

- Nie postąpiono ze mną jak z zawodowym piłkarzem. Kontrakt z Arką wygasał mi 30 czerwca i do tego dnia dawałem z siebie wszystko na każdym treningu. Ani trener Petr Nemec ani nikt z kierownictwa nie raczył jednak ze mną porozmawiać o przyszłości. Trener odsyłał mnie do prezesa, a prezes do trenera. To niepoważne. Od lipca przestałem więc pojawiać się na treningach Arki, bo już nie byłem jej zawodnikiem.

Ale skoro wygasał panu kontrakt, to prezes i trener nie mieli obowiązku rozmawiać z panem o nowym.

- Ale ludzka przyzwoitość nakazuje, by powiedzieć tak albo nie. Gdyby powiedziano mi, że kontrakt nie zostanie przedłużony, to przecież bym się nie obraził. Tymczasem oni zrzucali tylko z siebie odpowiedzialność.

A jak się gra w Sandecji?

- Nie potrafimy wygrać już od trzech meczów, spadliśmy w tabeli, zmienił się trener [Robert Moskal zastąpił Mariusza Kurasa]. Faworytem będzie więc Arka, ale nie jedziemy do Gdyni z opuszczonymi głowami.

Czy Arkadiusz Aleksander, również były gracz Arki, który w pierwszym meczu strzelił jej trzy gole, nastawia się jakoś szczególnie na sobotę?

- Nie rozmawiałem z nim o tym, ale wątpię. Ostatnio wszyscy gramy słabiej, dotyczy to również niego. Nie zdobył bramki już od pięciu meczów, a wcześniej strzelał jak na zawołanie. Mecz w Gdyni to jednak świetna okazja, żeby się odblokować. I dla niego, i dla nas.

Chciałby pan wrócić do Gdyni?

- Życie pokaże.

Nudzi się panu w Nowym Sączu? Trójmiasto oferowało więcej atrakcji.

- Dlatego mieszkam w Krakowie. Zresztą nie tylko ja, jeszcze trzech chłopaków. To niecałe 100 km, na trening da się dojechać w niewiele ponad godzinkę. A Kraków to kina, restauracje, piękne zabytki. Mieszkania w Nowym Sączu bym nie wytrzymał. Tam nic nie ma.