Oceniamy piłkarzy Arki Gdynia po wygranej z Sandecją Nowy Sącz

Mirko Ivanovski po meczu czekając na taksówkę nie po raz pierwszy przyznał dziennikarzom, że najchętniej odszedłby z Arki. Ciekawe co na to skauci Realu Madryt i... jak w wygranym 2:0 meczu przeciwko Sandecji wypadli koledzy Macedończyka.
Maciej Szlaga. Przed przerwą mógł rozłożyć leżak i z jednego z najlepszych miejsc na stadionie oglądać mecz. W drugiej połowie - szczególnie w końcówce - musiał się trochę napocić. Gola nie puścił, więc nie było najgorzej.

Damian Krajanowski. Za bardzo zapędzał się do ofensywy, przez co goście mieli okazję do wyprowadzania jego stroną groźnych kontr. Jedną z akcji zakończył fatalną w skutkach stratą. Gdyby nie faul jednego z kolegów Szlaga musiałby podnieść się z leżaka.

Sławomir Mazurkiewicz. W pierwszej połowie raził niedokładnością. Zamiast do Kowalskiego dwukrotnie podał piłkę... sędziemu technicznemu. Po przerwie się poprawił, choć trzeba przyznać, że w ofensywie Sandecja wygląda mizernie.

Omar Jarun. Z kordynacji ruchowej w szkole miał co najwyżej dostateczny. Cóż jednak z tego, skoro stał się filarem defensywy, bez którego Nemec nie wyobraża sobie drużyny. Na ekstraklasę to jednak za mało.

Marcin Radzewicz. Najlepszy obrońca wśród pomocników, najlepszy pomocnik w gronie defensorów. Męczy się w defensywie, ale cierpliwie znosi nową rolę w drużynie i wypełnia polecenia Nemeca. Całkowicie się podporządkował idei Czecha, co przynosi pożytek całej drużynie.

Jakub Kowalski. Gdyby co drugie podanie do napastników dochodziło celu, a nie blokującego go obrońcy, tylko po tym jednym meczu skrzydłowy Arki byłby samodzielnym liderem w klasyfikacji asyst. Za dużo chciał zrobić w jednej akcji, za dużo kombinował, choć kiedy wreszcie piłka minęła obrońców Kuklis strzelił gola.

Petr Benat. El profesore. Dawno przy Olimpijskiej nie widziano tak grającego środkowego pomocnika. Ręce same składają się do oklasków.

Tomasz Jarzębowski. W Gdyni przeżywa drugą młodość. Oby potrwała jak najdłużej, bo dziś trudno sobie wyobrazić bez niego drugą linię. Z Benatem na boisku rozumie się bez słów, zupełnie jakby grali ze sobą całą dekadę.

Piotr Kuklis. Aż trudno uwierzyć, że przeszedł w Arce taką metamorfozę. Od czarnego charakteru po bohatera. Na jego przykładzie można też oddać sytuację całej drużyny, która po fatalnym początku sezonu, kończy rundę obiecującym happy endem. Na kolejny odcinek trzeba niestety zaczekać do wiosny.

Bartosz Flis. Obok Kowalskiego, który jednak do Gdyni przychodził z łatką utalentowanego piłkarza, napastnik Ruchu Chorzów to odkrycie rundy jesiennej. Świetny technicznie, na boisku charuje, nie gwiazdorzy, gra z pożytkiem dla drużyny. Jak na warunki I ligi piłkarz absolutnie ponadprzeciętny.

Ensar Arifović. Bośniak to szczególny typ napastnika. Może grać w każdych warunkach, w każdej drużynie, w każdej lidze. Ma tylko jeden feler. Przeszkadza mu piłka.

Mirko Ivanovski. Wszedł na boisko za bezbarwnego Arifovicia, strzelił gola, a po meczu czekając na taksówkę nie po raz pierwszy przyznał dziennikarzom, że najchętniej to on by z Arki odszedł. Ciekawe co na to skauci Realu Madryt.

Bartosz Niedziela i Fabian Słowiński grali zbyt krótko.