Czy Arce Gdynia opłaca się wygrać z Pogonią Szczecin? Kalkulacje na bok, czy... wręcz odwrotnie?

W kontekście walki o awans do ekstraklasy w kolejnym sezonie, dla Arki Gdynia byłoby lepiej, gdyby Pogoń Szczecin awansowała do niej już w obecnym. Aby tak się stało, "Portowcy" muszą wygrać ostatni mecz sezonu. Szkopuł w tym, że zmierzą się w nim właśnie z Arką... - pisze Maciej Dzwonnik z "Gazety" i Trojmiasto.Sport.pl.
Niedzielna seria gier 34. kolejki I ligi zwieńczy obecny sezon i nagrodzi dwie najlepsze ekipy awansem do elity. W tej chwili największe szanse na promocję ma Piast Gliwice (1. miejsce - 61 pkt.) oraz Zawisza Bydgoszcz (2. - 59 pkt.). Tuż za nimi czai się jednak właśnie Pogoń (58 pkt.), a niewiele dalej Kolejarz Stróże (56 pkt.), którego jednak z ekstraklasą wiąże już tylko matematyka. Arka jest daleko, okupuje dopiero 7. lokatę. Szanse na awans pogrzebała już dawno. Ale w nowym sezonie ma być lepiej, dużo lepiej. Gdynianie mają wywalczyć awans. Inny scenariusz nie jest nawet brany pod uwagę. Aby cel osiągnąć, oprócz wartości czysto piłkarskich, przydałby się bez wątpienia także łut szczęścia oraz... słabość przeciwników.

Dla Arki lepiej oczywiście byłoby, żeby już w obecnym, straconym sezonie, do elity awansowały najsilniejsze drużyny. Takie jak Piast Gliwice. Ma wszystko na ekstraklasę - mocny skład, nowy stadion, wielu kibiców. I najwięcej punktów. Niech więc awansuje i nie "nęka" gdynian w kolejnym sezonie. Gliwiczanie w niedzielę zmierzą się właśnie z Zawiszą, czyli wiceliderem. Do promocji wystarczy im remis. Ten wynik urządzałby także Zawiszę, ale tylko pod warunkiem, że Arka pokona, bądź podzieli się punktami z Pogonią. Na trójmiejskich forach internetowych coraz częściej pada jednak pytanie - czy to się gdynianom "opłaca"?

Pogoń, przynajmniej na papierze, dysponuje najsilniejszym składem w lidze. Posiada też największy budżet (mówiło się nawet o 10 mln złotych). Apetyt na awans jest tam ogromny, jeśli nie uda się teraz, to w kolejnym sezonie "Portowcy" z jeszcze większą zaciętością walczyć będą o każdy metr boiska. Zrobią wszystko, by odbić sobie niepowodzenie. Z kolei w Zawiszy, jak powiedział mi jeden ze zorientowanych w bydgoskich realiach dziennikarzy, ciśnienie na awans jest - ale tylko w tym sezonie. Jeśli się nie uda, to trudno. Presji na promocję za rok nie będzie. Kto z tej dwójki byłby zatem lepszym (czyt. łatwiejszym) rywalem dla Arki, łatwo sobie dopowiedzieć. Z ekstraklasy spadła w tym sezonie Cracovia i ŁKS. I krakowianie przystąpią do rozgrywek I ligi z takim samym nastawieniem jak Arka. Mają zaplecze, w miarę silnego sponsora, piękny stadion, tradycję, kibiców. Łodzianie z kolei sypią się coraz mocniej z każdym kolejnym dniem i mogą nawet podzielić los Polonii Bytom, drugiego obok Arki spadkowicza z ubiegłego roku, która w obecnych rozgrywkach stoczyła się jeszcze niżej, bo do II ligi.

Kto jeszcze będzie bić się z Arką o awans? Trudno oczekiwać, by Termalika Bruk-Bet Nieciecza i wspomniany na wstępie Kolejarz zdołały zanotować drugi z rzędu tak udany sezon jak ten. Podobnie sprawa się ma z Bogdanką Łęczna.

ARKA W PRZYSZŁYM SEZONIE - WAŻNY STYL CZY AWANS? Sportowe Trójmiasto na Facebooku! Plus jeden? »


Cracovia i Arka to byliby więc zapewne zdecydowani faworyci kolejnych rozgrywek. Jeśli z wyścigu miałby "odpaść" zawiedziony brakiem awansu w tym roku Zawisza, a ŁKS, Termalika, Bogdanka i Kolejarz pogrążyć się w pierwszoligowej szarzyźnie, to droga do ekstraklasy przypominałaby prosty odcinek autostrady i to w słoneczny dzień. Na tego typu dywagacje natrafić można śledząc internetowe dyskusje gdyńskich kibiców.

Tyle tylko, że piłkarze Arki muszą odpowiedzieć sobie na jedno niezwykle ważne pytanie. Jak smakować miałby ten przyszłoroczny hipotetyczny awans, jeśli odbyłby się w pewnym stopniu poprzez wcześniejsze przepychanie na siłę potencjalnie silniejszego przeciwnika (Pogoń) kosztem innego, obecnie równie silnego (Zawisza), który swoją postawą na boisku zasłużył na promocję jak mało kto? Może zamiast sunąć w kolejnych rozgrywkach po autostradzie, warto przemęczyć się w korkach na drodze krajowej, ale po dojechaniu do celu, nawet na drugim miejscu, mieć po prostu stuprocentową sportową satysfakcję?