To koniec marzeń Arki Gdynia o ekstraklasie. Niestety...

Hiobowe wieści o wysokości, a raczej o niskości budżetu na przyszły sezon nie pozostawiają żadnych złudzeń - Arka o powrocie do elity może w najbliższym czasie zapomnieć.
Cztery zamiast ośmiu milionów złotych. Tak mają wyglądać finansowe realia Arki w przyszłym sezonie. Biorąc pod uwagę, że jeszcze rok temu w ekstraklasie, żółto-niebiescy dysponowali 18 milionami, w ubiegłym sezonie już po spadku do I ligi - ośmioma, a teraz tylko czterema - aż trudno uwierzyć, że władze klubu są w stanie zatrzymać tę zatrważającą tendencję i skutecznie walczyć o powrót do elity.

Nie ma złudzeń - Arka z takim budżetem o awansie do ekstraklasy nie ma co marzyć. Jeśli nie udało się jej w niej utrzymać z budżetem niemal pięciokrotnie wyższym, i fiaskiem zakończyła się "kampania powrotu" z ośmioma milionami w klubowej kasie, szanse by powiodło się za rok - są bliskie zeru.

Gdy zimą Arka sprowadzała kolejnych piłkarzy i podpisywała z nimi umowy dłuższe niż do końca bieżących rozgrywek, wydawało się, że wreszcie zaczyna się wdrożenie długofalowego, przemyślanego, opartego na mocnym finansowym fundamencie planu budowy nowej Arki. Dziś okazało się, że ambitny i słuszny projekt trzeba odłożyć w czasie. Na dwa lata? Trzy, a może więcej? Kilku sezonowa perspektywa wkręconej w imadło pierwszej ligi Arki brzmi fatalnie. I dla kibiców, i dla trenera Nemeca, który z pewnością nie tego po przyjściu do Gdyni się spodziewał, i dla nas, dziennikarzy, którzy też przecież wolą pisać o Arce grającej w ekstraklasie, a nie opędzającej się przed spadkiem do II ligi.

Bezwzględnie pierwszym krokiem, by przywrócić stabilność finansową jest powrót kibiców na trybuny. Obok zapewnienia trenerowi składu, który będzie mu gwarantował względy komfort pracy, klub powinien za wszelką cenę zapełnić stadion. Na puste krzesełka w tak dramatycznej sytuacji nie można sobie dłużej pozwolić. Już zwykłe szacunki otwierają oczy: 4 tys. kibiców na jednym meczu przemnożone przez 17 meczów w Gdyni i 20 zł za średnią cenę jednego biletu (lub części karnetu) daje niemal 1,4 mln wpływu z biletów! Każdy tysiąc kibiców więcej, to kolejne setki tysięcy złotych wpływu do klubowej kasy. Klub w imię jałowego sporu z kibicami (nikt już nie jest w stanie powiedzieć kto z kim i o co walczy) nie może rezygnować z tak olbrzymiego zastrzyku gotówki. Od stabilnych finansów wszystko się zaczyna i wszystko się kończy. Atmosferę w szatni w dużej mierze budują i wyniki i spływająca regularnie na konto należna pensja. Gdy przed rokiem Arka bezskutecznie broniła się przed spadkiem z ekstraklasy zabrakło atmosfery. Teraz wyniki popsuły się - być może przez zbieg okoliczności - gdy klub przestał piłkarzom płacić. W nowych, jeszcze trudniejszych warunkach i o atmosferę i o wyniki i o terminowe wypłaty - będzie jeszcze trudniej.

Oby trudne czasy wreszcie scaliły podzielone środowisko w Gdyni. W innym razie za rok o tej porze, sukcesem będzie rychły powrót do... I ligi.