Krzysztof Sobieraj z Arki Gdynia: Trener Petr Nemec się wściekł

- Czegoś takiego, jak to, co działo się w szatni po meczu z Zawiszą, w życiu nie widziałem. Wstawiliśmy się u trenera za Charliem, ale nic to nie dało - mówi Krzysztof Sobieraj, piłkarz Arki Gdynia.
Maciej Korolczuk: Sezon w pełni, temperatura po gorącym lecie w Gdyni nieco opadła, a Arka robi transfery, znów się dużo dzieje.

Krzysztof Sobieraj: Taka jest piłka, ale zmiany są poniekąd wymuszone.

Był pan zaskoczony, jak klub potraktował Charlesa Nwaogu?

- Po tym, co się działo w szatni po meczu z Zawiszą wiedziałem, że sprawa jest poważna. Nigdy wcześniej, a gram już w piłkę wiele lat, nie widziałem czegoś podobnego. Trener Nemec był wściekły, ale miał do tego prawo. Zresztą cały sztab był rozgoryczony. Widziałem też, jak mocno przeżywał to Charlie, ale trzeba przyznać, że na boisku wziął przyszłość w swoje ręce i zachował się wbrew woli trenera. Wstawiliśmy się za nim u trenera, ale jak widać na niewiele się to zdało.

Pan też podpadł u trenera, po tym jak z Cracovią wyleciał pan z boiska.

- Gdyby Boljević był wyższy, a ma chyba z 1,5 metra wzrostu, sprawy by nie było. Chciałem go odepchnąć, bo skrobał mi achillesy, a sędzia uznał, że go uderzyłem, albo co najmniej próbowałem uderzyć. Źle wyszło, biorę to na klatę, bo zawiodłem. Tej kartki nie powinno być, ale trudno. Jeden mecz już odcierpiałem, został mi jeszcze jeden.

W kolejnym meczu po równie nieodpowiedzialnym zachowaniu z boiska wyleciał Marcin Radzewicz.

- Nie wiem dlaczego nerwy puszczają najbardziej akurat doświadczonym zawodnikom. Na boisku są wielkie emocje, więc może dlatego nie zawsze człowiek nad sobą panuje? Mogę mówić tylko za siebie. Moje zachowanie było z pewnością nieodpowiedzialne. Nie przystoi się tak zachowywać, dlatego mogę obiecać, że więcej się to nie powtórzy.

Zostaliście ukarani mniej dotkliwie, niż Nwaogu, bo musicie tylko zapłacić karę finansową.

- 1,3 tys. zł. to wbrew pozorom nie są małe pieniądze. Tym bardziej, że za czerwoną kartkę pauzuje się dwa mecze, a wiadomo: nie ma grania, nie ma pieniędzy. W Arce nastały czasy, że piłkarze już nie zarabiają po 10 czy 13 tys. zł. Wchodząc do gabinetu prezesa powiedziałem tylko, że jestem przygotowany na każdą karę i że nie będę się odwoływać. Takie sytuacje trzeba umieć rozwiązać po męsku.

Mecz z Zawiszą oglądał pan z trybun. Z boku widać więcej?

- Oczywiście. Uważam, że gramy dobrą piłkę. Jest walka, mamy styl, tego nie można nam zarzucić. W ostatnich trzech meczach pechowo straciliśmy kilka punktów, ale uważam, że w każdym z nich, byliśmy lepszą drużyną. I tego właśnie nie mogę przeżyć, że te punkty nam tak uciekły. I w Stróżach i w Krakowie i w meczu z Zawiszą. W sumie lekką ręką daje to cztery punkty mniej. Szkoda.

Teraz przed Arką kolejka przerwy i mecz z Flotą, która w pięciu meczach nie straciła jeszcze bramki i jest liderem I ligi.

- Mimo, że nie zagram w tym meczu, jestem pozytywnie nastawiony, choć z drugiej strony bardzo żałuję, bo czuję się w formie. Nic mi nie dolega, aż chce się grać przed naszymi kibicami i na takiej murawie. A wracając do meczu, to podchodzimy do rywala z szacunkiem, bo jeśli się prowadzi w tabeli w takim stylu, to nie może być przypadek.

W czwartek kontrakt z Arką podpisał Piotr Kuklis. Pomoże?

- Z pewnością. Nie wiem jak czuje się fizycznie, ale piłkarsko już w poprzednim sezonie udowodnił, że potrafi grać w piłkę. Kto, jak kto ale trener Nemec postawi go na nogi (śmiech).