Marcin Radzewicz z Arki Gdynia jak roztargniony listonosz. Niedoręczone przesyłki, pomylone adresy...

Marcin Radzewicz w tym sezonie grał już na trzech pozycjach: lewej obornie, lewej pomocy i środku drugiej linii. Po meczu z Sandecją (3:0) choć Arka zagrała świetny mecz, piłkarz nie mógł być zadowolony ze swojej dyspozycji.
Radzewicz wrócił w sobotę do składu Arki po czerwonej kartce z Zawiszą Bydgoszcz i przymusowych dwóch spotkaniach przerwy. Trener Petr Nemec po raz drugi w sezonie ustawił go na środku pomocy, ale po jego grze mógł się spodziewać więcej.

Gdyby porównać sobotnią grę Radzewicza do pracy listonosza, naczelnik poczty na jego pracę patrzyłby z przerażeniem. Rozgrywający żółto-niebieskich mylił adresy, gubił przesyłki, a gdy je już doręczał - robił to niechlujnie.

Czy Radzewicz znalazłby zatrudnienie na poczcie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


- Dziś zagrałem ja, bo trener uznał, że Mateusz Szwoch potrzebuje odpoczynku - mówił po meczu Radzewicz. - Nie ma co ukrywać, to jest jego pozycja na boisku, Mateusz dobrze się spisuje i pomaga mu fakt, że Arka chce stawiać na młodych zawodników. Ja gram raz w obronie, raz na skrzydle, raz w środku, bo jestem doświadczonym zawodnikiem. Młodzi piłkarze, by nabrać pewności i pewnych automatyzmów w grze, potrzebują większej stabilizacji i regularności. A dla mnie nie ważne jest, gdzie wystawi mnie trener. Zawsze chcę pomóc drużynie. Bez względu na pozycję, na jakiej widzi mnie trener.

Piłkarz Arki przyznaje, że choć Arka ma za sobą dołek formy (passa czterech meczów bez zwycięstwa, w tym trzech porażek z rzędu), to jej gra nie była najgorsza.

- W ostatnich meczach może nie graliśmy źle, jak wskazywałyby na to wyniki, ale brakowało punktów. Te dwa zwycięstwa z Polonią Bytom i Sandecją dodały nam wiary i pewności. Tym bardziej, że czekają nas dwa trudne wyjazdy na mecze z Termaliką i GKS Tychy. Pojedziemy tam jednak z optymizmem i z postanowieniem zdobycia kompletu punktów. Po szacunek kibiców - podkreśla Radzewicz.

W spotkaniu z Sandecją, gospodarze mogli wygrać wyżej, ale w wielu sytuacjach kunsztem bramkarskim wykazywał się Marcin Cabaj. W innych - ofensywnym graczom Arki zabrakło zimnej krwi. - 3:0 to najniższy wymiar kary - uważa Radzewicz. - Nie ma co gdybać nad niewykorzystanymi okazjami. To jest już historia. Najważniejsze są trzy punkty. Choć ja cieszę się z jeszcze jednej rzeczy. Mimo wysokiego prowadzenia nadal stwarzamy sobie kolejne okazje. To cieszy i pokazuje, że potrafimy grać jeszcze lepiej. Z czego wynika fakt, że lepiej wyglądaliśmy w meczach co trzy dni i dalekiej podróży ze Śląska, niż po dwóch tygodniach przerwy na reprezentację? To proste - wystarczy spojrzeć w tabelę. Potencjał Floty jest zdecydowanie większy od Sandecji i to było widać na boisku. Choć będę upierał się, że w Stróżach i Krakowie nie graliśmy źle, tylko zabrakło nam szczęścia. Przez te pechowe bramki w końcówkach i niepotrzebne czerwone kartki wpadliśmy w dołek, który mam nadzieję, jest już za nami.

Radzewicz nie zgadzał się też z krytyką mediów i kibiców. Dodaje, że pozycja trenera nie była zagrożona, a atmosfera w drużynie mimo słabszych wyników wciąż była dobra. - Nie było tematu gry przeciw trenerowi. Taka jest piłka, że raz się wygrywa, a raz nie. Ale jest jedna zasada: zawsze robimy to jako drużyna. Nie wiem, skąd się w ogóle wziął temat zmiany trenera. Ktoś rzucił jakieś głupie hasło, ale to nie był nikt z drużyny. Rozmawialiśmy o tym z trenerem i władzami klubu. My jako piłkarze mamy grać, drużyna jest w lekkiej przebudowie i to się z czymś wiąże. Jesteśmy jedyną drużyną w lidze z taką ilością młodzieżowców! Nie raz to nie idzie za wynikiem, ale z czasem to zaprocentuje - zapewnia były reprezentant Polski i dodaje: - Przed sezonem cel został określony jasno: jeśli będzie awans to super, jak nie będzie - nic się nie stanie. Mamy grać swoje. Władze liczą się z tym, że czasem może coś nie wychodzić. W I lidze zasada jest prosta: kto ładnie gra jest na dole. Kto stawia na wynik, a nie na styl jest u góry. My chcemy to połączyć. I mecz z Sandecją to pokazał. Byliśmy lepsi, graliśmy ładną piłkę i wygraliśmy - kończy Radzewicz.