Jarosław Krupski broni bramkarza Arki Michała Szromnika: Jego błędy nie biorą się przez żel i tatuaże!

Po koszmarnym błędzie Michała Szromnika Arka Gdynia przegrała w sobotę z Olimpią Grudziądz 0:1. Występu młodego bramkarza żółto-niebieskich broni trener bramkarzy Jarosław Krupski. - Porównałbym to do wchodzenia po schodach. 4 rozegrane mecze to 4 pokonane piętra. Jeden błąd zepchnął go znów na parter - mówi w rozmowie z Trójmiasto.sport.pl.
Rozmowa z Jarosławem Krupskim, trenerem bramkarzy Arki Gdynia

Maciej Korolczuk: Jest pan zadowolony z postawy swoich podopiecznych?

Jarosław Krupski: - Rozumiem, że nawiązuje pan do ostatniego meczu z Olimpią Grudziądz. Do 89. min. byłem zadowolony. Potem Michał Szromnik popełnił błąd, który kosztował nas stratę punktów. Z tego nie mogę być zadowolonym.

To nie był jego pierwszy taki błąd. Tak było choćby w poprzednim sezonie w ostatnim meczu z Pogonią Szczecin. Niepewnie grał też z GKS Tychy, z Miedzią Legnica był bezrobotny.

- W tym sezonie jednym z głównych celów Arki jest ogrywanie młodzieży. To dotyczy także obsady bramki, bo Szromnik ma przecież 19 lat. Błędy i zbieranie doświadczenia są w to wliczone. To jest jego czas, by udowodnić, że w przyszłości będzie klasowym bramkarzem. O tym można się przekonać tylko w jeden sposób - musi grać. W lidze, o punkty, z presją i kibicami na trybunach, a nie w III-ligowych rezerwach.

Po meczu z Olimpią nadal jest nr 1?

- Zagrał w czterech ostatnich meczach, więc na dziś wydaje się, że tak. Jednak o tym nie chcę mówić, bo przed nami cały tydzień treningów i wszystko się może zmienić. Dlaczego miejsce w bramce stracił Maciek Szlaga? Bo opuściło go szczęście. Z jednej strony daliśmy mu odpocząć, z drugiej - to była świadoma decyzja, by szansę ogrywania się dostał Michał. Nawet za cenę błędów. Porównałbym to do wchodzenia po schodach. 4 rozegrane mecze to 4 pokonane piętra. Jeden błąd zepchnął go znów na parter.

Dlaczego niemal każdy strzał z dystansu kończy się dziwnym piąstkowaniem przed siebie, a nie do boku?

- Tego nie wiem. Na treningach podobne strzały odbija lub łapie w podręcznikowy sposób. W meczach dochodzi stres, presja, gorąca atmosfera na trybunach i nagle Michał zmienia decyzje. Robi nie to co powinien. Musimy o tym porozmawiać.

Jak wygląda wybór bramkarza przed meczem? Decyzja należy do pana, czy pan tylko opiniuje, kto jest w wyższej formie, a ostateczną odpowiedzialność bierze na siebie trener Petr Nemec?

- Dużo ze sobą rozmawiamy, obaj widzimy kto i jak prezentuje się na treningach, ale to trener Nemec ustala skład. Mogę jednak zapewnić, że pod tym względem panuje w Arce pełna jednomyślność. Nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, że ja wskazuję bramkarza do gry, a trener podejmuje inną decyzję. Pod tym względem potrafimy dojść do porozumienia.

Duże zastrzeżenia można mieć do gry nogami Szromnika.

- I tu się z panem całkowicie nie zgadzam. Czytałem w waszej gazecie opinię na ten temat i muszę stanowczo podkreślić, że jest ona niesprawiedliwa. 90 proc. piłek była zagrywana do adresata czyli Radka Pruchnika. Na aut wyszła jedna piłka. Zresztą dziś w Polsce nie ma bramkarzy w wieku 19 lat doskonale grających nogami. Michał nie jest tutaj wyjątkiem.

To jak wreszcie z tą grą Szromnika? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Czy to nie paradoks, że z bramkarzy Arki najlepiej nogami gra trener bramkarzy?

- Ale ja mam 43 lata i ponad setkę meczów w ekstraklasie. Codziennie kopię piłkę i to jest kwestia doświadczenia. I Michał i Maciek Szlaga potrzebują jeszcze czasu i cierpliwości. No i pracy, pracy i jeszcze raz pracy na treningach.

Teoretycznie statystyki pokazują, że problemu między słupkami Arka nie ma. Tylko Flota Świnoujście straciła w lidze mniej goli (6, Arka - 9). Ale gdy przeanalizujemy w jakich okolicznościach je traciliście, optyka się zmienia. 0:1 z Flotą, 0:1 z Zawiszą, 0:1 z Cracovią, 0:1 z Olimpią, 1:1 z Kolejarzem, 1:1 z Okocimskim. W ten sposób uciekło wam minimum 8 pkt. Dokładnie tyle brakuje wam do pozycji wicelidera.

- Zdajemy sobie z tego sprawę. Trzeba jednak pamiętać, że większość z nich padała w końcówkach meczów. A to wynik i pecha, i braku doświadczenia, i czerwonych kartek. Błędy bramkarzy nie były jedynym powodem. Problem jest złożony.

W Arce jako trener bramkarzy pracuje pan już kilka lat. Który z dotychczasowych podopiecznych sprawiał panu najwięcej satysfakcji? Który z nich był najlepszy?

- Pracuję już cztery lata, miałem w tym czasie chyba z ośmiu bramkarzy. Przyjemność pracy miałem z każdym z nich. W czołówce na pewno znalazłby się Andrzej Bledzewski, Norbert Witkowski, ale i Marcelo Moretto, który na treningach i w sparingach wyglądał fenomenalnie, a w meczach tego nie potwierdzał. Gubił pewność siebie, zatracał swoje wszystkie atuty.

Może podobny problem ma dziś Szromnik?

- Może, ale nie zapominajmy, że Michał ma dopiero 19 lat, a Marcelo - 34. Czas pracuje na korzyść Szromnika.

Kibicom przeszkadza jego styl bycia. Zbytnia pewność siebie, nonszalancja w bramce.

- Jeśli mówimy tu o żelu czy tatuażach to się kompletnie z tym nie zgadzam. To nie ma żadnego wpływu na jego grę. Gdyby tak było, ten "przeluz" widać by było też podczas treningów. A tak nie jest. Powtarzam jeszcze raz: to nie ma żadnego wpływu na jego postawę na boisku. Ja też debiutowałem w seniorskiej piłce w wieku 18 lat i też nie byłem usłużnym chłopcem. Bramkarz ma to do siebie, że musi być wyrazisty.

Kiedy limit błędów się wyczerpie?

- Im szybciej tym lepiej.

Więcej o: