Maciej Górski z Arki Gdynia: - Zataiłem kontuzję przed trenerem. To była moja głupota

W sobotnim meczu Arki Gdynia z GKS Katowice gospodarze zagrają bez najskuteczniejszego w tym sezonie Marcusa da Silvy. Brazylijczyk pauzować będzie za czwartą żółtą kartkę, którą został ukarany w ubiegło tygodniowym spotkaniu z Olimpią Grudziądz (0:1). Jego miejsce w ataku żółto-niebieskich może zająć Maciej Górski, który wciąż czeka na pierwszą bramkę w barwach Arki.
Rozmowa z Maciejem Górskim, napastnikiem Arki Gdynia

Maciej Korolczuk: Dlaczego Arka nie strzela goli? 13 bramek w 13 meczach to bilans zawstydzający.

Maciej Górski: - Zdaję sobie z tego sprawę. Jednym z powodów są nasze przedmeczowe założenia. Chcemy przede wszystkim uniknąć straty gola, a to się pośrednio odbija na naszej grze w ofensywie. Zawodzimy też my, piłkarze odpowiadający za strzelanie goli.

Pana licznik bez strzelonej bramki wynosi już niemal 400 min. To ciąży na boisku?

- Gdy gram, staram się o tym nie myśleć. Koncentruję się na tym, by swoje zadania wykonać jak najlepiej potrafię. Ale na co dzień te myśli wracają. Dodatkowo, gdy w meczu siadam na ławce. A to każdego piłkarza boli najbardziej. Gdy siedzi w rezerwie i nie może pomóc kolegom.

Trener Nemec decyzję o tym, że siedzi pan na ławce tłumaczył tajemniczym urazem. O co chodzi?

- Teraz już wszystko jest w porządku. Miałem kilka dokuczliwych kontuzji, przez które zwykłe chodzenie sprawiało mi ból. Jednej z nich doznałem w meczu rezerw. Już w 5 min. odbiłem sobie piętę i przez głupotę i chęć gry zataiłem uraz przed trenerem. Robiliśmy cuda z maserami, żeby szybko postawić mnie na nogi, ale dziś wiem, że to był błąd. Przez kontuzję moja dyspozycja na treningach spadła, przez co moja sytuacja jeszcze się pogorszyła. Na szczęście od dwóch tygodni wszystko jest już w porządku i liczę na to, że w sobotę zagram.

Szanse rosną tym bardziej, że po odejściu Charlesa Nwaogu został pan w kadrze jedynym nominalnym napastnikiem, a w sobotę za cztery kartki pauzować będzie Marcus da Silva. Ostatni raz w pierwszym składzie zagrał pan ponad miesiąc temu w Bytomiu.

- Pierwszy taktyczny trening przed meczem z GKS Katowice mieliśmy dopiero w czwartek po południu, więc na razie trudno powiedzieć, na kogo trener postawi w sobotę.

Czuje pan presję w klubie, by wreszcie - strzelonymi bramkami - udowodnić przydatność w drużynie?

- Nie. Z trenerem mam bardzo dobry kontakt. Nie czuję się gorszy od chłopaków, którzy grają. Ale presję da się wyczuć na zewnątrz. Wobec Arki są duże oczekiwania, które sięgają ekstraklasy. I ja to rozumiem. Są świetni kibice, ładny stadion. Teraz my piłkarze musimy udowodnić, że na tę ekstraklasę zasługujemy. Kolejny krok chcemy zrobić w sobotę, bo inna opcja, niż zwycięstwo nie wchodzi w grę.

Grałoby się panu łatwiej, gdyby miał pan obok siebie drugiego napastnika?

- Na pewno, ale kwestii taktyki i ustawienia nie będę oceniał. Od tego jest trener, bo to on na co dzień widzi nas na treningach, wie na co nas stać.

Z którym piłkarzem najlepiej układa się panu współpraca w ofensywie?

- Zdecydowanie z Mateuszem Szwochem. Ma dużo walorów, które mi odpowiadają, czyli grę z pierwszej piłki, umiejętność prostopadłego podania, a nie tylko gry wszerz i do tyłu. Dla napastnika to istotne.

MAMY DLA WAS 15 BILETÓW NA MONSTER TRUCK SHOW W ERGO ARENIE - kliknij, by poznać szczegóły!