I liga. Co z największymi niewypałami transferowymi Arki Gdynia? Japończyk w V lidze Niemiec, Serb od miesięcy szuka klubu

Japończyka Ryotaro Nakano i Serba Milosa Radosavljevicia śmiało można określić największymi niewypałami transferowymi Arki Gdynia za kadencji trenera Petra Nemeca. Obaj zawodnicy trafili do Gdyni zimą tego roku, ale szybciutko ich stamtąd przepędzono. Co robią dzisiaj?
Sens pozyskania obu pomocników przez Arkę do dzisiaj pozostaje nierozwiązaną zagadką. Nakano na testy do Gdyni przybył z klubu FC Pommern Greifswald, czyli V ligi Niemiec. A dokładnie z Oberligi NOVF-Nord, czyli Wyższej Ligi Północno-wschodnia (grupa północna), która swoje mecze rozgrywa w północnej części byłej NRD. Pierwszy w historii Japończyk w Arce o angaż starał się ponad miesiąc. Kontrakt podpisał na rundę wiosenną ubiegłego sezonu, ale na boisku w pierwszym zespole nie zagrał ani minuty. Nie tylko w lidze, ale nawet w rozgrywkach Pucharu Polski. Wynagrodzenie Nakano było tajemnicą, mówiło się jednak nieoficjalnie o kwocie od 5 do 8 tys. złotych miesięcznie. Całkiem sporo jak na pracę polegającą na jednym treningu dziennie i sporadycznych występach w rezerwach. Sporadycznych, bo nawet tam Japończyk nie radził sobie z wywalczeniem miejsca w składzie.

Niewiele lepiej wyglądała sytuacja z Radosavljeviciem. Serb podpisał kontrakt z Arką półtora roku. Początkowo głównie grzał ławę, do czego zresztą zdążył się przyzwyczaić już wcześniej. Przed przyjazdem do Gdyni całą rundę jesienną spędził bowiem w rezerwach czeskiej Victorii Żiżkov, a w sezonie 2010/2011 na boisko wchodził niemal wyłącznie z ławki, grając w tygodniu średnio... pół godziny. W Arce także się mu nie udało. Na początku leczył kontuzję, ale nawet gdy wrócił już do zdrowia, nie zdołał przebić się do pierwszego składu Arki. Defensywny pomocnik przegrywał rywalizację z Petrem Benatem i Radosławem Pruchnikiem. Serb grał więc w rezerwach, ale nawet tam, podobnie jak Nakano, nie zachwycał. Co więcej, na tle czwartoligowych rywali wypadał bardzo blado. W całej swojej karierze 22-letni piłkarz w oficjalnych meczach wystąpił zaledwie 28 razy, tylko czterokrotnie przebywając na boisku od pierwszej do ostatniej minuty. Dwa z tych pełnych meczów zagrał dla Arki, ale już w końcówce sezonu, gdy ta nie miała już jakichkolwiek szans na awans do ekstraklasy.

Nakano odszedł z Gdyni po zakończeniu umowy, natomiast z Serbem kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron na początku sierpnia. Japończyk nie namyślając się długo wrócił z podkulonym ogonem do Greifswaldu, gdzie podpisał kontrakt do 30 czerwca 2013 r. Dotychczas na V-ligowych niemieckich boiskach zagrał w siedmiu meczach, ale tylko w trzech z nich od pierwszej do ostatniej minuty. A Radosavljević? Od trzech miesięcy szuka klubu. Póki co - bezowocnie. Natomiast ciepłą posadkę w Gdyni obaj "piłkarze" wspominają z pewnością bardzo miło.

Co robili w Gdyni Nakano i Radosavljević? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »