Dwie bramki Piotra Kuklisa załatwiły sprawę. Arka Gdynia ograła Kolejarza Stróże [RELACJA + ZDJĘCIA]

To nie był rewelacyjny występ żółto-niebieskich, ale tym razem mimo kolejnego prezentu dla rywali Arka sięgnęła po pierwszy wiosną komplet punktów w Gdyni. Dwie bramki dla zwycięzców zdobył Piotr Kuklis.
Przed meczem dużo mówiło się o obsadzie bramki żółto-niebieskich. Trener Paweł Sikora nie chciał powiedzieć wprost, czy Maciej Szlaga, który w Łęcznej popełnił fatalny w skutkach błąd, wciąż ma pewne miejsce między słupkami. Szkoleniowiec żółto-niebieskich poważnie brał pod uwagę zmianę Szlagi na Jakuba Miszczuka, i tak też uczynił. Młody bramkarz ściągnięty z Lecha Poznań, gdzie był trzecim golkiperem, zadebiutował przed gdyńską publicznością. Dla wielu taka obsada bramki mogła wydawać się niespodzianką, jednak opiekun Arki dał wyraźny sygnał Szladze, że ten musi poradzić sobie z psychiką, bo błąd z Bogdanką to efekt braku należytej koncentracji.

Z kolei w środku pola obok chwalonego ostatnio Radosława Pruchnika wystąpił Piotr Pietkiewicz. Akurat tej zmiany można było się spodziewać, bowiem pewniacy do składu - Mateusz Szwoch i Michał Rzuchowski - w środę rozgrywali mecz w kadrze do lat 21. Szwoch grał 69, a Rzuchowski 21 minut.

Nie minął jeszcze kwadrans meczu, a gdynianie już prowadzili. Na listę strzelców wpisał się Kuklis po trójkowej akcji z Marcinem Radzewiczem i Piotrem Tomasikiem. "Kuki" zrobił to na raty, pierwszy strzał został zablokowany, ale dobitka znalazła już drogę do bramki. Zgodnie z przewidywaniami Arka atakowała głównie lewym skrzydłem, gdzie szaleli Tomasik z Radzewiczem, a goście swoją grę oparli na długiej piłce na Macieja Kowalczyka.

Gdynianie poczuli się chyba zbyt pewnie, bo trudno inaczej wyjaśnić sytuację z końcówki pierwszej połowy. Damian Krajanowski nie wiedzieć czemu próbował przyjmować piłkę na klatkę piersiową i zagrać ją do własnego bramkarza. Zrobił to jednak w tak tragiczny sposób, że zza pleców wybiegł mu Kamil Nitkiewicz, który przejął futbolówkę i uderzył ją nad Miszczukiem. W tak głupi sposób Arka straciła już trzecią bramkę z rzędu.

Gol do szatni wyraźnie podciął skrzydła gospodarzom. Podopieczni Sikory po przerwie nie grali już tak widowiskowo jak przed zmianą stron. Owszem, zdominowali rywala w posiadaniu piłki, ale ten umiejętnie się bronił. A gdynianie ponownie mogli rozdać prezent. Nieporozumienie Dawida Kubowicza z Miszczukiem w ostatniej chwili wyjaśnił Bartosz Brodziński (piłka zmierzała do pustej bramki).

Szczęście do Arki uśmiechnęło się w 85. minucie. Brodziński padł w polu karnym, a sędzia wskazał na 11. metr od bramki rywali. Do piłki podszedł Marcus da Silva i strzałem od słupka pokonał Marcina Zarychtę. Da Silva sprawił sobie udany prezent, gdyż w piątek obchodzi 29. urodziny. Po chwili Arka strzeliła trzecią bramkę. Akcję zapoczątkował Janusz Surdykowski, idealne podanie zagrał Radzewicz, z którego skorzystał Kuklis.

Arka Gdynia - Kolejarz Stróże 3:1 (1:1).

Bramki: Kuklis (13., 89.), da Silva (86.) - Nitkiewicz (41.)

Arka: Miszczuk - Krajanowski (55. Kubowicz), Brodziński, Jarzębowski, Tomasik - Grzelak (64. Surdykowski), Pietkiewicz (56. Szwoch), Pruchnik, Radzewicz - Kuklis, da Silva.

Kolejarz: Zarychta - Arłukowicz (77. Kurowski), Nitkiewicz (74. Gryźlak Ż), Stefanik, Markowski, Cichy, Adamek, Kowalczyk, Walęciak Ż, Niane, Wolański.