Sport.pl

O co walczy Arka Gdynia w tym sezonie? [OPINIA]

Jeśli Arka Gdynia w najbliższych trzech meczach zdobędzie co najmniej siedem punktów, to przy korzystnych wynikach w pozostałych spotkaniach, gdynianie mają szansę dogonić czołówkę i pomyśleć o czym więcej niż tylko spokojnym dograniu rundy wiosennej i efektownym stylu.
Słaba postawa żółto-niebieskich w rundzie jesiennej i strata aż 12 punktów do czołówki przewartościowały cele w gdyńskiej drużynie. Nikt o zdrowych zmysłach nie mówił głośno o awansie do ekstraklasy. Jak pokazały jesienne wyniki gdynian, ten zespół nie był gotowy, aby walczyć o miejsca gwarantujące promocję szczebel wyżej.

Działacze gdyńskiego klubu wraz z nowym trenerem Pawłem Sikorą ustalili jednak nowe priorytety.

Wiosną Arka miała stopniowo piąć się w ligowej tabeli, ogrywać młodzież i grać ładną piłkę dla oka. Efektowne deklaracje nie okazały się czczą paplaniną, a konkretnymi działaniami. Bo z Cracovią, Bogdanką Łęczna i Kolejarzem Stróże gdynianie grali ofensywnie, atakowali od pierwszych do ostatnich minut. I nawet niekorzystny zbieg wydarzeń i upływające minuty nie wpłynęły na odstąpienie od zakładanej koncepcji.

Trener Sikora, jak obiecywał, tak zrobił. Za swoją grę gdynianie są chwaleni niemal z każdej strony, ale poczucie dobrze spełnionego obowiązku byłoby z pewnością większe, gdyby nie fakt, że Arka na własne życzenie straciła trzy punkty z Bogdanką i dwa Cracovią. I dziś arkowcy deptaliby po piętach "Pasom", Flocie Świnoujście oraz Zawiszy Bydgoszcz. Czołówka byłaby na wyciągnięcie ręki, odżyłyby tym samym nadzieje na walkę o ekstraklasę.

Iskierka nadziei nie zgasła jednak do końca. Wystarczy spojrzeć na układ gier gdyńskiej jedenastki. Najbliższe trzy mecze podopieczni trenera Sikory rozegrają przecież z trzecim Zawiszą, czwartą Termalicą Bruk-Bet Nieciecza i drugą Flota Świnoujście. To mogą być mecze prawdy żółto-niebieskich. Jeśli gdynianie zdobędą w nich co najmniej siedem punktów, oznaczać to będzie ni mniej, ni więcej, że Arka może w I lidze jeszcze sporo namieszać.

Poza tym Arka udowodni, że powoli powstaje w Gdyni drużyna, która jeśli nie w tym sezonie, to w przyszłym, przy mądrych ruchach kadrowych i wzmocnieniach (takich przez duże "W") co najmniej trzema doświadczonymi, klasowymi piłkarzami, może w końcu odzyskać ekstraklasę.

Naprawdę szkoda, że gdynianie w tym sezonie w głupi sposób potracili punkty, bo I liga rządzi się swoimi prawami. Tutaj potknięcia zdarzają się każdemu i nawet murowany faworyt, vide Cracovia, Zawisza czy teraz Flota, dostaje lanie od teoretycznie słabszego rywala. W przypadku wielu drużyn obowiązuje prosta zasada: "raz wygrasz, a raz przegrasz". Wystarczy seria zwycięstw, by w tabeli przesunąć się o dobrych kilka lokat. Gdyby Arka nie przegrała w Bydgoszczy, wygrała z Termalicą i Flotą, to jej piłkarze mają pełne prawo uwierzyć, że wcale nie muszą bić się wyłącznie o miejsca 4-6. A nawet jeśli we wspomnianych spotkaniach żółto-niebiescy ugrają dużo, a potem po drodze coś stracą, to przynajmniej zbudują podwaliny pod zespół na przyszły sezon.

Sikorze trzeba oddać to, że zmienił styl gry drużyny. Zadbał o walory estetyczne. Żółto-niebieskich ukierunkował na "grę na tak". Więcej miejsca na boisku mają teraz zawodnicy ofensywni. Dlatego Arka nie powinna jeszcze grzebać swoich nadziei na awans do ekstraklasy. Bo tak naprawdę na nim w I lidze zależy tylko Cracovii, Zawiszy i ewentualnie Miedzi Legnica. Flota wiosną przygasła, a forma Termaliki na całą rundę wydaje się być zagadką. Warto więc, aby to Arka skorzystała z szansy, że w tej lidze nic jeszcze nie jest przesądzone.

Więcej o: