Trudna sytuacja finansowa Arki Gdynia. Co dalej z gdyńskim klubem?

Ostatnie tygodnie to coraz to nowsze i bardziej niepokojące informacje z obozu żółto-niebieskich. Arka zmaga się z problemami finansowymi, o których głośno mówią już piłkarze i trener Paweł Sikora. Atmosfera niepewności towarzyszy Arce, mimo że sportowo zespół spisuje się bardzo dobrze.
Kilka lat temu gra w gdyńskim klubie wiązała się z finansowym eldorado. Wysokie kontrakty, pewne miejsce pracy. Te czasy odbiły się piętnem na kondycji finansowej Arki. Niegospodarność ówczesnych działaczy doprowadziła klub niemal do zapaści. Powstały zaległości wobec dawnych pracowników i to piętno ciągnie się do dziś. Ponadto główny właściciel łożył na Arkę coraz mniej pieniędzy, budżet trzeba było łatać innymi środkami, często przez to powstawały opóźnienia w wypłatach. Tak było w poprzednim sezonie, ale dopiero teraz sytuacja wydaje się być kryzysowa. Ryszard Krauze wycofał się ze wspierania piłkarzy, którzy pensji nie otrzymują od dobrych trzech miesięcy. Sami zawodnicy nie raz już dawali jasny sygnał, że coś jest nie tak.

- Jest nam niezręcznie i nie możemy wypowiadać się o finansach klubu. Jako zespół wywiązaliśmy się z powierzonego zadania, zrealizowaliśmy cel. Uważam, że swoją pracę wykonaliśmy może nie bardzo dobrze, ale dobrze. Całą sytuacją, w jakiej się znaleźliśmy, jesteśmy zniesmaczeni, zespół jest załamany - podkreśla Krzysztof Sobieraj.

- Od siebie mogę tylko powiedzieć, że gdy rozmawia się o finansach, wprowadza się niepotrzebny chaos. Sytuacja wygląda, jak wygląda. Chcemy grać jak najlepiej, a sprawy sportowe wyjaśniać inaczej. Nie chcemy, żeby miało to wpływ na naszą grę - dodaje z kolei Janusz Surdykowski, któremu 30 czerwca kończy się kontrakt z Arką. I wciąż nie wie, czy działacze podejmą z nim rozmowy.

- Na tę chwilę jestem piłkarzem Arki i koncentruję się na grze w Gdyni. Na temat mojej przyszłości nikt ze mną nie rozmawiał. Spokojnie czekam i zamierzam strzelić kolejne bramki. Chcę, żeby zespół wygrywał, a potem zobaczymy, co się wydarzy - dodaje napastnik żółto-niebieskich.

Pracując w takich warunkach, niełatwo o koncentrację i dobre wyniki. Jednak Pawłowi Sikorze udało się skonsolidować drużynę na tyle, że ta wiosną spisuje się bardzo dobrze. Arka nie przegrała siedmiu kolejnych meczów i w tabeli wiosny zmierza po miano najlepszej drużyny. Trener i piłkarze wykazali się prawdziwym hartem ducha, pokazują, co w zawodowym futbolu znaczy słowo profesjonalizm. Teraz tego samego oczekują od działaczy.

- Wszyscy widzicie, że powstał tutaj zgrany kolektyw. Fajnie się dogadujemy, mamy dobrą drużynę, w której widać charakter. Nieważne, kto gra, nawet 13. czy 14. zawodnik wnosi określoną jakość. Nie ma tutaj rezerwowych, wszyscy jesteśmy ważną częścią tej drużyny. Szkoda by było, gdyby to wszystko zostało zburzone. Znów budowalibyśmy wszystko od podstaw. Zanim byśmy się zgrali, znów uciekło by nam kilka kolejek. Naprawdę mamy twardy orzech do zgryzienia. Nikt nie jest nam w stanie odpowiedzieć na te pytania - mówi Sobieraj.

W Arce nieznana jest przyszłość nie tylko piłkarzy, którym z końcem czerwca kończą się kontrakty. Na konkretne decyzje czeka też trener Sikora. Na razie od działaczy szkoleniowiec żółto-niebieskich dostał sygnał, że wciąż chcą go w klubie (o czym szczegółowo pisaliśmy tutaj).

- Oprócz pracownika klubu jestem także trenerem. Moja rola polega na byciu katalizatorem w szatni. Ta sytuacja inaczej wpływa na młodych zawodników, którzy są na utrzymaniu rodziców, a inaczej na piłkarzy starszych, mających na utrzymaniu rodzinę i kredyty do spłacenia. Ze strony prezesa i wiceprezesa klubu jesteśmy na bieżąco informowani o rozwoju sytuacji, ale sam prezes czeka na wieści dotyczące przyszłości klubu i nowego inwestora - mówił Sikora.

Tymczasem w środę o godz. 19 Arka rozegra swój ostatni w tym sezonie mecz przed własną publicznością ze Stomilem Olsztyn. Czy będzie to ostatnie spotkanie gdynian w tym składzie?