Andrzej Bledzewski: Wciąż mam żal do śp. Andrzeja Czyżniewskiego

- Wiem, że o zmarłych nie mówi się źle. Ale była taka osoba, śp. Andrzej Czyżniewski. Wciąż mam do niego żal za sposób mojego rozstania z Arką i przeciągające się kwestie wynikające z zapisu w kontrakcie. Czasami zadaję sobie pytanie - "a może tak musiało być?" - mówi Andrzej Bledzewski, były bramkarz żółto-niebieskich, który rozpoczął trzeci sezon gry w Miedzi Legnica.
Dla "Bledzy" sobotni mecz (godz. 17.30) to powrót sentymentalny.

- Arka to mój klub. Choć byłem wychowankiem Bałtyku, to razem z kolegami kibicowałem Arce. Gdy gram z Arką, czuję się inaczej. Dla mnie to nie jest zwykły ligowy mecz. To jasne, że emocje we mnie aż kipią. Przyjazd do Gdyni zawsze traktuję szczególnie. Po prostu miło i fajnie jest wrócić do miasta, w którym człowiek się wychował i urodził - mówi Bledzewski w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

Były bramkarz żółto-niebieskich z Miedzią gościł w Gdyni w poprzednim sezonie. Arka wygrała wówczas 1:0. Gola Bledzewskiemu wbił Tomasz Jarzębowski.

- Nie wiem, czy w ogóle w sobotę zagram [ostatni bronił Aleksander Ptak - przyp. red.] - przyznaje "Bledza". - Pamiętam ostatnie spotkanie, gdy "Górka" skandowała moje nazwisko. Ja w podziękowaniu ukłoniłem się kibicom. Bez przerwy wspominam czasy, gdy rozstałem się z Arką. Nie było to ani miłe przeżycie, ani miłe okoliczności. Mimo że zadra w sercu pozostała, to Arce cały czas kibicowałem i kibicuję. Rysa w sercu nie do końca powstała z mojej winy. Zaistniały takie okoliczności, że musiałem rozwiązać kontrakt. W żaden sposób nie zmieniłem jednak swojego podejścia do tego klubu. Dlatego było mi bardzo miło i cieszyłem się, słysząc, że "Górka" o mnie nie zapomniała. W sumie to pozdrawiali mnie moi koledzy - uśmiecha się Bledzewski. I dodaje:

- Nie chcę, żeby zabrzmiało to tak, że walczę z Arką. Po prostu pewnych rzeczy się nie zapomina. Po awansie do ekstraklasy ówcześni działacze Arki nie wykazali nawet minimum dobrych chęci. Wiem, że o zmarłych nie mówi się źle. Ale była taka osoba, śp. Andrzej Czyżniewski. Wciąż mam do niego żal za sposób mojego rozstania z Arką i przeciągające się kwestie wynikające z zapisu w kontrakcie. Czasami zadaję sobie pytanie - "a może tak musiało być?" - zastanawia się były golkiper żółto-niebieskich.

- Prawda jest jednak taka, że był między nami spór o pieniądze. Z boku może to wyglądać, że jestem nie fair wobec Arki, bo wdałem się w spór prawny. Nikt jednak nie powiedział mi tego w twarz. Nie byłoby tego, gdyby działacze podeszli do sprawy bardziej po ludzku. A najzwyczajniej w świecie olali nas. Nie podobał mi się sam fakt podejścia. Z tego co się orientuję, część chłopaków dostała zaległe pieniądze, a moja sprawa wciąż się przeciąga. Dam sobie radę bez tych pieniędzy. Generalnie jednak jest mi żal i przykro, że musiałem odejść w tak niefajnej atmosferze - kontynuuje piłkarz Miedzi, która na początku sezonu zaliczyła falstart. Miedź w siedmiu meczach zdobyła zaledwie trzy punkty.

- Uważam, że wina leży pośrodku. Tak samo zawiniliśmy my, jak i trener Ulatowski. Nie tak to miało wyglądać... Jednak w kolejnych meczach możemy zmazać plamę. Jest wystarczająco dużo kolejek, aby odrobić straty. To, że ktoś uważał nas za murowanego faworyta do awansu, nie pomogło nam. Uważam, że kandydatów jest więcej. Może tak mówiono o Miedzi, bo w składzie mamy chłopaków, którzy w ekstraklasie grali wiele razy? Wiem jedno - nie zasługujemy na tak niskie miejsce. Nasza gra jest lepsza niż wskazuje na to tabela. Ale za wrażenia artystyczne nikt punktów nie przyznaje - kończy Bledzewski.

Czy Bledzewski przydałby się w tej chwili Arce? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »