Sport.pl

Arka przełamała się na liderze. "Złoty gol" Tomasza Jarzębowskiego

Przed meczem piłkarze i trener Arki podkreślali, że mecz z GKS Bełchatów będzie idealnym momentem na przełamanie czarnej passy. Żółto-niebiescy słowa wcielili w czyn i pokonali lidera tabeli po bramce Tomasza Jarzębowskiego. Kapitan gdyńskiej drużyny kapitalnie wykonał rzut wolny.
Przed meczem można było wyczuć, że trener Paweł Sikora zdecyduje się na zmiany w swoim zespole podyktowane słabszą formą liderów żółto-niebieskich. O ile gry w pierwszym składzie Michała Marcjanika, który zastąpił pauzującego za kartki Krzysztofa Sobieraja, można było się spodziewać, o tyle dla większości posadzenie Marcusa Da Silvy na ławce można uznać za małą niespodziankę. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że najskuteczniejszy strzelec Arki w poprzednim sezonie ostatnio był w wyraźnym dołku i miejsce wśród rezerwowych nie powinno nikogo dziwić. Warto też odnotować, że dla Marcjanika był to oficjalny debiut w I lidze. Od początku meczu zagrał również Michał Szubert, który błysnął formą w ostatnim spotkaniu rezerw.

Debiutów w tym spotkaniu było jednak więcej. Po przerwie na boisku pojawił się Kamil Juraszek, obrońca pozyskany ze Śląska Wrocław. Zastąpił on innego debiutanta Marcjanika. Zmiana ta bynajmniej nie była podyktowana słabą grą młodego defensora w pierwszej połowie. Słabo za to wypadł Adrian Budka, którego trener Sikora zmienił już po 45 minutach. Za niego wszedł podrażniony da Silva.

W pierwszej połowie Arka grała mądrze, nie dała sobie narzucić warunków gry gospodarzy i czekała na wymianę ciosów. Co prawda na początku meczu żółto-niebiescy zostali zepchnięci do defensywy, ale im głębiej w las, tym lepiej. Podopieczni Pawła Sikory z czasem zaczęli się odgryzać. Pojedyncze próby Radzewicza to jednak zbyt mało na dobrze zorganizowanego rywala. W ofensywie mogła podobać się gra Arkadiusza Aleksandra, który w przeciwieństwie do poprzednich swoich występów, nie trzymał się kurczowo pola karnego, ale walczył o piłkę już na 20-30 metrze. Najlepszą okazję w tej części meczu gdynianie mieli po centrze w "16" Radzewicza, gdy żaden z arkowców nie zdołał zamknąć akcji.

Więcej szczęścia goście mieli pod swoją bramką. W 38. minucie groźną kontrę GKS zakończył Michał Mak. Po jego uderzeniu piłka obiła poprzeczkę. To nie był zresztą pierwszy przypadek, kiedy najskuteczniejszy piłkarz gospodarzy urwał się gdyńskiej obronie. Kolejny raz w 64. minucie, gdy włączył piąty bieg, lecz w ostatniej chwili zablokował go Juraszek. Minuty mijały, a Arka wciąż w ataku praktycznie nie istniała. Ba, do 71. minuty gdynianie nie oddali celnego strzału na bramkę. Aż w końcu do piłki podszedł Tomasz Jarzębowski, który niczym profesor uderzył z rzutu wolnego i zaskoczył Arkadiusza Malarza. A po golu szczęśliwy strzelec i zarazem tata mógł wykonać "kołyskę" dla niedawno urodzonego syna Piotra.

Bramka uskrzydliła żółto-niebieskich na tyle, że zdominowali wydarzenia na boisku. GKS był bezradny, a Arka mogła wyprowadzać groźne kontry. Po jednej z nich z dystansu kropnął da Silva, lecz Malarz instynktowną interwencją wybił piłkę na rzut rożny. Wcześniej po rzucie rożnym gdynianie powinni prowadzić 2:0. Stojący trzy-cztery metry od bramki Aleksander fatalnie spudłował. W międzyczasie drugą żółtą kartkę otrzymał Paweł Baranowski i Arka kończyła mecz z przewagą jednego zawodnika. Zespół trenera Sikory mógł postawić kropkę nad "i", lecz Radzewicz w szybkim ataku przeniósł piłkę nad bramką. Nonszalancko zachował się chwilę później da Silva, który zamiast podawać do lepiej ustawionego kolegi, wolał uderzyć od niechcenia i wprost w bramkarza.

Arka to pierwsza drużyna w tym sezonie, która wywiozła komplet punktów z Bełchatowa. Do tej pory punkty zdobywali tutaj Okocimski Brzesko i Górnik Łęczna (po jednym).

Więcej o: