Paweł Sikora: Pracuję, jakby był to mój pierwszy dzień w pracy

- Nie zastanawiałem się, czy krytyka była zasłużona. Dobrze na łamach prasy wypowiedział się ostatnio trener Lechii Michał Probierz. Stwierdził, że w Polsce albo się kogoś chwali, albo kopie. Tak to już jest, że najpierw się stawia komuś pomnik, a potem z hukiem się go burzy - mówi trener Arki Gdynia Paweł Sikora o fali krytyki, jaka ostatnio spadła na żółto-niebieskich.
W 13. kolejce I ligi Arka zagra z 6. w tabeli Kolejarzem Stróże (niedziela, godz. 15.30). Czy "trzynastka" to liczba szczęśliwa dla szkoleniowca gdyńskiej drużyny?

- Nie wierzę w numerologię. Chociaż gdy pracowałem w szkole, to miałem trzynastą pensję - mówi Sikora.

Jego zespół mimo wielu prostych błędów w obronie stracił najmniej bramek. Z czego to wynika?

- Dużo łatwiej pracuje się nad obroną niż atakiem. Od zawsze łatwiej było bronić. Naszą piętą achillesową nie jest postawa defensywy, a gra w ataku. Nie strzelamy bramek. Potrafimy dojść do 70.-80. metra, a potem pojawia się problem - tłumaczy szkoleniowiec żółto-niebieskich.

- Napastnik i zawodnik ofensywny potrzebują rywalizacji. Muszą liczyć się z tym, że jeśli nie będą strzelać bramek, to stracą miejsce. Mi nie pozostaje nic innego jak wiara w to, że w końcu się przełamiemy. Napastnik żyje z podań, sam nie stworzy sobie sytuacji, gdy nie otrzyma podania. Dużo rotuje składem, na ile to możliwe, staram się zmieniać coś w ataku. Jednak efekt bramkowy wciąż jest mizerny. Taktyka na Dolcan Ząbki sprawdziła się, ale do 70. metra. Później mieliśmy problem ze stworzeniem zagrożenia pod bramką. Potrafimy dostać się w okolice pola karnego, reszta to już indywidualne umiejętności zawodników i kwestia kreatywności. Musimy nauczyć się wykorzystywać takie sytuacje. Ostatnio tyle się wydarzyło, musimy to wszystko poukładać sobie w głowach i w niedzielę zagrać o zwycięstwo - dodaje Sikora, który zaznacza, że presja jest nieodzownym elementem pracy trenera.

- Nie zastanawiałem się, czy krytyka była zasłużona. Wiadomo, że po przegranych meczach nie będziemy spodziewać się braw. Nie siedzę przed wami dziennikarzami jakoś wyraźnie zdenerwowany. Dla mnie ważna jest praca. Pracuję, jakby był to mój pierwszy dzień w pracy. Nie myślę o tym, czy to przedostatni, czy ostatni mecz. Na wiele spraw staram się patrzeć obiektywnym okiem. Nie ma paniki w naszych szeregach. Dobrze na łamach prasy wypowiedział się ostatnio trener Lechii Michał Probierz. Stwierdził, że w Polsce albo się kogoś chwali, albo kopie. Tak to już jest, że najpierw się stawia komuś pomnik, a potem z hukiem się go burzy - podkreśla trener Arki.

Jednym z głównych zarzutów pod adresem gdynian jest bojaźń pod bramką rywala oraz brak prób uderzenia zza pola karnego.

- Strzał z dystansu to pewna umiejętność. Albo się to umie, albo nie. Piłkarzy, którzy nie czują się na siłach, nie zmuszę przecież na siłę. W Arce dobry strzał ma Radosław Pruchnik. Dużo z nim rozmawiamy o tym i pytamy się, dlaczego tak rzadko podejmuje ryzyko strzału. Na odprawach na pewno nikomu nie zakazujemy strzelać na bramkę - wyjaśnia Sikora.

Arka ma także problem z wykonywaniem stałych fragmentów gry. Arkowcom czasami brakuje elementu zaskoczenia rywala.

- Dwie bramki w ten sposób strzeliliśmy. W I lidze mało który zawodnik ma umiejętność uderzenia z rzutu wolnego. Tego się nauczy od tak. Jak ważna jest taka umiejętność, pokazał w Bełchatowie Tomek Jarzębowski. Ćwiczymy różne warianty, sprawdzamy wiele kombinacji, ale gdy przeciwnik się broni, ciężko go zaskoczyć. Daleki jestem jednak od powtarzania tych samych schematów - analizuje szkoleniowiec żółto-niebieskich.

Czy trener Sikora znajdzie receptę na wyjście Arki z kryzysu? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »