Paweł Sikora: W tym zawodzie nigdy nie można być pewnym jutra

- W Polsce każdy mecz może być ultimatum. Można przegrać pięcioma, sześcioma bramkami i już ciebie nie ma w klubie. Pracując tutaj, nigdy nie można być pewnym jutra. Nie zamierzam jednak się usprawiedliwiać i uciekać od odpowiedzialności - mówi trener Arki Gdynia Paweł Sikora przed meczem z Kolejarzem Stróże (niedziela, godz. 15.30).
Szkoleniowiec żółto-niebieskich przeżywa ostatnio trudne chwile. Arka gra fatalnie, dołuje w tabeli (14. miejsce), a na drużynę i samego Sikorę spadła duża fala krytyki. Jak w takiej sytuacji odnajduje się opiekun gdyńskiej drużyny, czy czuje strach o swoją przyszłość w klubie?

- W niedzielę przede wszystkim gram o trzy punkty. I to jest w tej chwili dla mnie najważniejsze. Taką mam filozofię, że staram się nie myśleć o rzeczach, na które nie mam wpływu. W sporcie zawsze jest jakiś pierwiastek niewiadomej. Praca trenera to czasami splot różnych sytuacji. Potrzebne jest też szczęście, na przykład pod bramką rywala. Moje myśli skupiają się na konkretnym meczu, a to, co nie do końca ode mnie zależy, staram się wyrzucić z głowy. Gdy są trudne sytuacje, to nie mogę zachować się nienormalnie. Normalnie przychodzę do pracy i przeprowadzam trening według sprawdzonych zasad - tłumaczy Sikora.

W Arce gorąco zrobiło się po porażce 0:2 z Energetykiem ROW Rybnik. Obyło się jednak bez nerwowych ruchów. Trener Sikora dostał od działaczy wotum zaufania i mógł w spokoju przygotowywać zespół do meczu z Dolcanem Ząbki. W Ząbkach zamiast wygrane, była dobra gra żółto-niebieskich, ale wynik znów był niekorzystny (porażka 0:1).

- Michał Globisz jest osobą bardzo spokojną. Nasze rozmowy są konstruktywne. Często myślimy podobnie, ale czasem też spieramy się w niektórych sprawach. Lubię takie dyskusje i burzliwe wymiany argumenty. Generalnie jestem osobą, która lubi słuchać ludzi. Jednak pewne decyzje muszę podjąć sam. Nawet, gdy ktoś ma na dany temat inne zdanie. Po meczu każdy jest mądry. Słysząc te wszystkie sugestie, pokrzykiwania, człowiek zaczyna się zadręczać - a może powinien zmienić to, a może tamto. Od tego są pomeczowe analizy. Kawa na ławę rozkładamy każde spotkanie na czynniki pierwsze. Analizujemy, co było dobre, a co złe. Każdy z nas ma jakieś wnioski - podkreśla trener Arki.

- W Polsce każdy mecz może być ultimatum. Można przegrać pięcioma, sześcioma bramkami i już ciebie nie ma w klubie. Pracując tutaj nigdy nie można być pewnym jutra. W naszym kraju działacze nie należą do ludzi cierpliwych, ale chciałem być trenerem i na pewne warunki musiałem przystać. Nie zamierzam jednak się usprawiedliwiać i uciekać od odpowiedzialności. Jestem młodym trenerem i wiem, że popełniał błędy i niejeden jeszcze popełnię. Staram się jednak wyciągać wnioski. Uważam, że ceni się ludzi, którzy umieją przyznać się do błędu, a w przyszłości ich unikać. Tak zamierzam pracować. Mam w ręku określone narzędzia, ale nie mogę narzekać. Co innego, gdybym miał wszystko, co bym chciał. Dlatego wolę mówić o aspektach sportowych, a nie o tym, co się dzieje wokół. W tym fachu inne myśli nie mogą zaprzątać głowy niż ta, że czeka nas kolejny mecz. Wolę więcej czasu poświęcić zawodnikom, drużynie - dodaje Sikora. Mówi, że nie zamierza się poddawać, gdyż Arka ma potencjał dużo wyższy niż wskazuje na to tabela.

- Ja i piłkarze rozumiemy powagę sytuacji. Z tymi zawodnikami pracuję mi się bardzo dobrze. Mimo słabych wyników atmosfera panująca w szatni Arki sprzyja pracy. Chcemy to wszystko naprawić, bo wiemy, że stać nas na więcej. Presja jeszcze bardziej narasta, a piłkarze, wychodząc na boisko, myślą tylko o tym, aby nie przegrać przed własną publicznością. Gdynia jest tak specyficznym miejscem, że po zwycięstwach kibice noszą nas na rękach, a po przegranych czujemy presję na własnej skórze. Są piłkarze, których takie sytuacje paraliżują. Część moich piłkarzy uczy się gry pod presją. Ale prawdziwego zawodnika poznaje się właśnie po tym, gdy w sytuacji kryzysowej potrafi coś dać drużynie - tłumaczy szkoleniowiec.

Czy Arka pod wodzą trenera Sikory odbuduje się? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »