Arka wreszcie zwycięska w Gdyni, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni

Dwa miesiące minęły od ostatniego zwycięstwa Arki w Gdyni. 21 sierpnia żółto-niebiescy wygrali z Flotą Świnoujście. A blisko 60 dni od tej wygranej pokonali Kolejarza Stróże. Gdynianie na chwilę uciekli spod stryczka, bo byli już w strefie spadkowej, a po tej wygranej awansowali na 8. miejsce w tabeli.
Sytuacja Arki przed meczem była dramatyczna. Po serii słabych wyników gdynianie znaleźli się w strefie spadkowej, a posada Pawła Sikory wisiała na włosku. Tylko wygrana mogła odżegnać czarne chmury, jakie zebrały się nad głową piłkarzy i szkoleniowca żółto-niebieskich. Sam Sikora zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale zapewniał, że o zdenerwowaniu nie może być mowy. Podkreślał, że nic tak nie mąci mu myśli jak najbliższy mecz i trzy punkty z Kolejarzem. Mówił też o kluczu do zwycięstwa. Jego zespół miał szybko strzelić bramkę i ustawić spotkanie. Z kolei arkowcy dużo i często mówili o zmazaniu plamy, odbudowaniu zaufania kibiców i po prostu honorze.

Arka rozpoczęła z dużym animuszem i z czterema zmianami w składzie. Z powodu kontuzji do kadry meczowej nie załapał się Michał Marcjanik, stąd obecność na środku obrony Kamila Juraszka. Kosztowny błąd z Dolcanem Dawid Kubowicz przypłacił ławką. W jego miejsce na prawej obronie zagrał Brazylijczyk Glauber. Sikora dużo zamieszał też z przodu. Na ławce posadził Łukasza Jamroza i Michała Szuberta. Na ich nieobecności skorzystali Mateusz Szwoch i Arkadiusz Aleksander.

Ale zaczęło się jak zawsze. Niepotrzebna strata w środku pola Szwocha, przechwyt Cheikha Niane, który odegrał do Wojciecha Trochima. Trochim zagrał między obrońców, a zza pleców wybiegał Michał Bajdur i pokonał Michała Szromnika. Tyle było mowy o koncentracji, a znów psychika zgubiła arkowców. Konsternacja w szeregach Arki i gwizdy na trybunach. Bramka, zamiast pobudzić gdynian do lepszej gry, dała efekt wręcz odwrotny. Żółto-niebiescy stracili pomysł, nie wiedzieli, co mają robić na boisku. Grali ze zwieszonymi głowami. Taki był obraz gry do mniej więcej 30. minuty z lekkim okładem. Ostatnie dziesięć minut Arka przycisnęła i doprowadziła do wyrównania. Składną akcję gospodarzy zapoczątkował Krzysztof Sobieraj. Obrońca Arki zagrał na wolne pole do Aleksandra, a dzieła dokończył Piotr Tomasik, który wykorzystał sytuację sam na sam.

Bramka do szatni i szybki gol po przerwie. Lepszego początku drugiej połowy arkowcy nie mogli sobie wyobrazić. Na prowadzenie wyprowadził Arkę Tomasz Jarzębowski. Kapitan żółto-niebieskich huknął z 17. metra nie do obrony, a piłka wpadła wprost w okienko bramki Kolejarza.

Znamienne było to, że przez cały mecz niebo w Gdyni pokryte było ciemnymi chmurami. Towarzyszyła im mgła, a w drugich 45 minutach również intensywne opady deszczu. Choć pogoda tego dnia nikogo nie rozpieszczała, to o lepsze nastroje swoich kibiców zadbali żółto-niebiescy. Po kilku meczach bez gola (dokładnie od 31 sierpnia i spotkania z Okocimskim Brzesko) przełamał się Aleksander. W 75. minucie napastnik Arki przypomniał sobie, jak smakuje radość z bramki. Piłkę strącił mu głową Szwoch, który dostał długie podanie od Szromnika. Aleksander wygrał pojedynek z dwoma obrońcami i strzałem technicznym pokonał Łukasza Radlińskiego. Arka po raz pierwszy od 21 sierpnia wygrała na własnym stadionie. Co więcej, przełamała też ponad 450-minutowy impas bez bramki z gry. A po końcowym gwizdku czuć było głośny oddech ulgi. Ale tylko na chwilę, bo jedna jaskółka wiosny jeszcze nie czyni.

Arka Gdynia - Kolejarz Stróże 3:1 (1:1)

Bramki: Tomasik (42.), Jarzębowski (49.), Aleksander (75.) - Bajdur (6.)

Arka: Szromnik - Glauber, Juraszek, Sobieraj, Tomasik (90. Wojowski) - Da Silva (66. Budka), Jarzębowski, Pruchnik, Radzewicz - Szwoch - Aleksander (87. Jamróz).

Kolejarz: Radliński - Gryźlak, Szufryn, Markowski, Cichy - Stefanik (53. Kaliciak), Niane, Bocian, Trochim (86. Leśniak), Bajdur - Wolański (64. Rocki).