Sport.pl

Paweł Sikora: Ostatnio moja praca przypomina partię szachów

Najbliższy mecz z Chojniczanką Chojnice (sobota, godz. 17.30) pokaże, czy Arka kryzys ma już za sobą. - Ostatnio moja praca przypomina partię szachów. Muszę bowiem dokonywać pewnych roszad tak jak na szachownicy. Decyzje te niosły ze sobą pewne ryzyko, ale okazały się słusznymi posunięciami - mówi trener Paweł Sikora.
W trzech ostatnich spotkaniach gdynianie zdobyli siedem punktów - wygrali 3:1 z Kolejarzem Stróże, zremisowali 1:1 z Górnikiem Łęczna i 5:2 pokonali Puszczę Niepołomice. I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście dni temu Arka była w strefie spadkowej.

- W tej lidze nie ma faworyta. Jest osiem zespołów, które walczą o dwa pierwsze miejsca. My też uczymy grać się pod presją związaną z celem, jaki został nam postawiony. Oswajamy się z tym i jako drużyna powoli do tego dojrzewamy. To lekcja dla młodych piłkarzy, którzy nigdy nie grali o tak wysokie stawki. Dobrze, że zaczęliśmy wychodzić z tego, co spotkało nas w ostatnim czasie. To, czy przełamaliśmy kryzys, okaże się na koniec rundy jesiennej. Sądziłem, że czołówka wykrystalizuje się wcześniej, a jak widać - wyszło inaczej - podkreśla szkoleniowiec Arki.

Słaba postawa gdynian we wrześniu i w połowie października wymusiła na Sikorze dokonania przetasowań w składzie. Prawym obrońcą został nominalny skrzydłowy Adrian Budka, z kolei Tomasz Jarzębowski (środkowy obrońca) powędrował do środka pola. Roszady przyniosły spodziewany efekt. Budka z Górnikiem strzelił bramkę, z Puszczą miał dwie asysty. Natomiast "Jarza" ułożył grę gdynian w newralgicznym miejscu na boisku.

- Ostatnio moja praca przypomina partię szachów. Muszę bowiem dokonywać pewnych roszad tak jak na szachownicy. Decyzje te niosły ze sobą pewne ryzyko, ale okazały się słusznymi posunięciami. Tak samo jak przesunięcie Jarzębowskiego do pomocy - mówi Sikora. - W tym momencie osłabiła się rywalizacja na prawym skrzydle, został mi tam tylko Marcus da Silva. Generalnie od gry naszej linii pomocy i ataku zależy, czy będziemy strzelać bramki. Kilku moich piłkarzy błysnęła ostatnio formą. Liczę, że w końcu przełamie się Marcus i będzie grał to, co potrafi. Długo dochodzi do formy, ale ja wierzę, że się odbuduje, dlatego na niego stawiam.

Żółto-niebiescy mają dość dobrą pozycję wyjściową. Terminarz im sprzyja. Trzy z czterech meczów (jedna kolejka awansem z wiosny) w tym roku rozegrają w Gdyni.

- Zawsze zadaję sobie to pytanie, czy gra w Gdyni jest naszym handicapem. Ostatnio mecze pokazały, że zarówno dla Arki, jak i przeciwników jest to mobilizacja. Tak samo będzie z Chojniczanką. Zespoły, które awansowały, na takie spotkanie czekały. I dla nich to też jest szansa, aby się pokazać i trafić do lepszych klubów. Nie uważam więc, żeby gra u siebie w I lidze była tak wielkim atutem - zaznacza szkoleniowiec żółto-niebieskich.

W sobotę jego piłkarze muszą uważać na kartki. Chojniczanka to zespół lubiący twardą grę. Beniaminek I ligi często gra na pograniczu faulu. Czy trener Arki uczulał na to swoich podopiecznych?

- Akurat w tym sezonie nie mieliśmy problemów ze skrajnymi zachowaniami. Wiadomo jednak, że każda sytuacja czy decyzja sędziego budzi emocje. To są młodzi zawodnicy, którzy zdobywają doświadczenie, i nie zawsze potrafią do końca trzymać nerwy na wodzy. Ale to świadczy o tym, że im zależy, że chcą wygrywać. Każdy mecz uczy ich odpowiednich zachowań. W tej lidze już nie raz spotkaliśmy się z agresywną grą, my sami zaś z Łęczną pokazaliśmy, że nie odstawiamy nogi. Zagraliśmy tam bardzo agresywnie. Na przykład Puszcza bazowała tylko i wyłącznie na cechach wolicjonalnych i przetrzymaliśmy to. Nie mogę narzekać na walkę i zaangażowanie moich piłkarzy w ostatnich meczach. W tym elemencie jest coraz lepiej - mówi Sikora.

- W sobotę wyjdziemy z nastawieniem, aby wygrać mecz. Czy mam pomysł na Chojniczankę? Zawsze przed meczem mam określony plan. Jeśli go zrealizujemy na boisku, powalczymy o komplet punktów - wyjaśnia trener Arki. I dodaje: - Legia z Zawiszą też była faworytem, a jak to w polskiej piłce bywa, faworyci nie wygrywają. Wydawałoby się, że Legia jest potentatem, a wyniki ma rozczarowujące. W I lidze jeszcze ciężej cokolwiek przewidzieć.

A czy szkoleniowiec żółto-niebieskich założył sobie jakiś cel na koniec rundy jesiennej?

- W czterech meczach gramy o 12 punktów. A jak będzie, dowiemy się na koniec rundy. Jestem trenerem, który myśli w kategoriach krótkofalowych, o najbliższy meczu za tydzień, a nie za trzy tygodnie. Nie wiem, czy ktoś nie dostanie czerwonej kartki, czy sędzia nie wypaczy wyniku. Nie chcę być wróżką. Plan jest taki, aby ugrać jak najwięcej - wyjaśnia Sikora.

Ile punktów wywalczy Arka do końca rundy jesiennej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Kto wygra małe derby Pomorza?
Więcej o: