Sport.pl

Michał Szromnik: Teraz to my mamy ten przywilej, że do nas będą przyjeżdżać

Michał Szromnik jako jeden z nielicznych arkowców od początku sezonu prezentuje równą formę. Jak podkreśla, to efekt zaufania, jakie dostał od trenera Pawła Sikory. Szkoleniowiec Arki postawił na golkipera młodzieżowej reprezentacji Polski, a ten wybronił drużynie kilka ważnych punktów.
Ostatnio jednak Szromnik częściej musi wyjmować futbolówkę z sieci, choć tak naprawdę nie ma dużo pracy.

- W ostatnich meczach byłem praktycznie bezrobotny. Mam nadzieję, że te pięć bramek strzelonych Puszczy sprawi, że pójdziemy za ciosem. Byle z tyłu w końcu było na zero. Na początku sezonu mało bramek traciliśmy, teraz niestety częściej wyciągam piłkę z siatki, ale jeżeli mamy je tracić i wygrywać, to ja się na to godzę - podkreśla młody bramkarz.

- Takie mecze, gdy bramkarz nie ma nic do roboty, są właśnie najgorsze. Trzeba wówczas samemu się koncentrować. A wiem, że to niełatwe. Piłkarze z pola w ciągu 10 sekund mają piłkę przy nodze co najmniej dwa razy, a ja piłki mogę nie dotknąć nawet przez 90 minut. Na tym polega trudność tej pozycji. Mam nadzieję, że chłopaki zadbają o akcenty ofensywne, co sprawi, że będziemy mogli uspokoić grę w tyłach. Większość drużyn, z którymi gramy, zwłaszcza w Gdyni, próbuje grać z Arką piłkę ekstraklasową. Presują nas, dużo operują piłką. W dodatku podbudowują się superstadionem i kibicami. Dla nich jest to coś wyjątkowego i chcą dać z siebie wszystko. Przez co, grając z drużynami z dołu tabeli, mamy ciężkie zadanie - dodaje Szromnik.

Na koniec rundy jesiennej to Arka może rozdawać karty, zwłaszcza że sprzyja jej kalendarz.

- Najważniejsze, że nie będziemy musieli dużo podróżować. A Arka pod tym względem też nie ma komfortu. Często pokonujemy Polskę z północy na południe, siedząc w autokarze po 12 godzin. Teraz my mamy ten przywilej, że do nas będą przyjeżdżać. Jedyne, co musimy zrobić, to wykorzystać ten atut. Z tego miejsca mam apel do kibiców, żeby przychodzili na mecze i nas wspierali. Abyśmy te cztery mecze do końca wygrali i znaleźli się w górze tabeli. Zapewni nam to komfort psychiczny przed zimą i lepszy start na wiosnę. Myślę, że nasi kibice jesienią nie mogli narzekać na brak emocji. Trochę się działo w lidze, poza tym mecze Pucharu Polski, dużo bramek. Fani Arki mieli co oglądać - wyjaśnia bramkarz Arki.

W sobotę o godz. 17.30 żółto-niebiescy zmierzą się z beniaminkiem I ligi Chojniczanką Chojnice. A we wtorek czeka ich spotkanie w ramach 1/8 finału Pucharu Polski.

- Koroną Kielce jeszcze się nie zajmujemy. O tym spotkaniu pomyślimy dopiero po Chojniczance. Nie ma co teraz niepotrzebnie zaprzątać sobie głowy pucharem. Według mnie kluczem do dobrej postawy w lidze jest koncentracja na jednym, konkretnym meczu, a nie wybieganie myślami w przód, liczenie punktów i analizowanie tabeli - tłumaczy Szromnik.

- Wiem, że nie tylko dla mnie mecz z Koroną będzie niezwykle atrakcyjny. Chłopaki też będą nim żyli. Każdy z nas ma aspiracje, żeby grać jak najwyżej. Też dążę do realizacji swoich celów, a mogę je osiągnąć dobrą grą w Arce. Jestem ambitnym piłkarzem, zawsze daję z siebie 100 proc. Mecz to mecz. Nieważne, czy jest to Korona, Olimpia Grudziądz, czy inny rywal. Nigdy nie wiesz, w jakim momencie przyjechał ktoś oglądać twoją grę, dlatego trzeba być czujnym i grać dobrze cały czas - mówi bramkarz Arki. I zaznacza, że nawet w trudnych dla Arki momentach, kiedy gdynianie grali słabo, gubili punkty, nie było podziałów w drużynie.

- Atmosfera w szatni cały czas była dobra. Nawet w tym kryzysowym momencie. Głośno rozmawialiśmy, że tak powiem, działo się. Ale tak to już bywa w piłkarskiej szatni, w której jest 20 dorosłych facetów. Zazwyczaj padają tam mocne słowa. Tak było w naszym przypadku. To była wymiana zdań, nie żaden konflikt. Zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, aby naprawić naszą grę - wyjaśnia Szromnik.

Arka na dobre przełamała kryzys? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Kto wygra małe derby Pomorza?
Więcej o: