Sport.pl

Paweł Sikora: Nie możemy ciągle liczyć tylko na szczęście [DRUGA CZĘŚĆ ROZMOWY]

- Dlatego teraz stawiam pytanie - czy w rundzie rewanżowej mamy liczyć tylko i wyłącznie na łut szczęścia, czy po prostu musimy wzmocnić się i zaatakować czołówkę? Dla mnie wymierną wartością są atuty piłkarskie. Jeśli chcemy mierzyć wysoko, powinniśmy pozyskać trzech, czterech wartościowych piłkarzy - mówi trener Arki Gdynia Paweł Sikora w II części rozmowy podsumowującej rundę jesienną.
Lekcja futbolu i życia - I część rozmowy z trenerem Sikorą.

Śledź autora artykułu >>

A propos psychologa, to w chwilach kryzysu pan chyba musiał wcielić się w jego rolę. Ciężko było dotrzeć do głów piłkarzy?

- Zawsze gdy drużyna gra słabo, cała odpowiedzialność spada na trenera. W pewnym momencie pojawiły się głosy, że Arka jest źle przygotowana motorycznie i taktycznie. Tymczasem minęło raptem siedem dni i nagle zaczęliśmy biegać. Mówiono o tym, jak dobrze wyglądamy jako zespół. Że jednak szybkościowo i kondycyjnie jesteśmy czołową ekipą I ligi. Do tego zaczęliśmy regularnie strzelać bramki, stając się najskuteczniejszym zespołem zaplecza ekstraklasy. Nie wiem, na jakiej podstawie ktoś sądził, że z tej mąki chleba już nie będzie. Rzeczywiście problem leżał w sferze mentalnej. Słabe wyniki odbiły się na psychice moich piłkarzy. Zamiast mieć czyste głowy, ich myśli zaprzątał problem nagłego kryzysu. Trochę ponarzekaliśmy na brak szczęścia. Ale i fortuna z czasem zaczęła nam dopisywać. Jak już ruszyliśmy, to zaskoczyliśmy na dobre. Inaczej też gra się z nożem na gardle, czując, że za kolejny nieudany mecz możemy być rozliczeni. Takie rzeczy docierają do piłkarzy. Musieliśmy uwolnić głowy i grać z jeszcze większym zębem. Ale ja akurat na brak determinacji i zaangażowania ze strony zawodników nie mogę narzekać.

A co pan mówił wówczas piłkarzom?

Były rozmowy indywidualne i na forum szatni. Każdy mówił, co mu leży na sercu. Wiadomo jednak, że takie czcze gadanie nie zawsze przynosi efekty. Lepiej zacisnąć zęby, wyjść na boisko i zapomnieć o problemach. Mówić ładnie i dużo to można zawsze. W piłce chodzi jednak o wynik, a nie o to, kto lepiej ubierze coś w słowa. Nawet gdy był kryzysowy moment, pracowaliśmy tak jak zawsze. Punktem wyjścia było znalezienie recepty na poprawienie gry i wyników. Do wszystkiego podchodziliśmy na spokojnie. Przeprowadzaliśmy rzeczową analizę. Wiedzieliśmy, że nie jest łatwo i nie chcieliśmy niektórych spraw zamieść pod dywan.

Na początku naszej rozmowy wspomniał pan o małych sukcesach. Czy można do nich też zaliczyć rundę jesienną w wykonaniu Arki?

- Przy odrobinie szczęścia mogliśmy zająć wyższe niż czwarte miejsce. Ale ile można polegać na szczęściu? Wolałbym, żebyśmy wygrywali mecze przez jakość gry, umiejętności. Żebyśmy mieli argumenty piłkarskie. Od Termaliki nie byliśmy gorsi. To nasz rywal w drugiej połowie padał ze zmęczenia. Nie mieli siły biegać. Choć uważam, że potencjał piłkarski Termalika ma bardzo duży. Poza tym przemawia za nimi doświadczenie. Gdyby wyjąć poszczególne filary z tej drużyny i zaliczyć występy w ekstraklasie, wyszłaby pokaźna liczba. Muszę jedna przyznać, że czwarte miejsce przy naszym potencjalne jest optymalne.

Dlatego teraz stawiam pytanie - czy w rundzie rewanżowej mamy liczyć tylko i wyłącznie na łut szczęścia, czy po prostu musimy wzmocnić się i zaatakować czołówkę? Dla mnie wymierną wartością są atuty piłkarskie. Jeśli chcemy mierzyć wysoko, powinniśmy pozyskać trzech, czterech wartościowych piłkarzy. Bo większa jakość Arki to mniejsze ryzyko wpadki, a takich jesienią nie uniknęliśmy. Każda wartość dodana będzie naszym atutem w walce o ekstraklasę. Proces budowy zespołu przebiega tak jak zakładaliśmy, ale żeby zrobić kolejny krok do przodu, musimy zwiększyć rywalizację w zespole. Owszem, możemy liczyć na cuda w postaci fartu i braku kontuzji... Wie pan, mówi się, że czasem szczęściu trzeba dopomóc. Zresztą spotkania z Termaliką i Stomilem uwypukliły nasze problemy.

Prawa pomoc, środek pola, napastnik i ewentualnie zmiennik dla Szromnika? Na tych pozycjach szukacie wzmocnień?

- Przydałby się też ktoś do środka obrony, bo Tomek Jarzębowski i Krzysztof Sobieraj nie są już piłkarzami pierwszej młodości. W przeszłości kontuzje ich nie omijały i naprawdę na każdy wariant muszę być przygotowany. Te pozycje, o których pan wspomniał, są priorytetem, ale chciałbym pozyskać klasowego piłkarza na każdą pozycję. I to takiego, który da wysoką jakość. Nie ukrywam, że solidni zmiennicy też byli przeze mnie mile widziani. Optymalna kadra to taka, która liczy 25 piłkarzy, ale mocny zespół zbudowany z 22 też nie jest złym rozwiązaniem. Niestety, takiego komfortu nie mamy.

Po meczu z Chojniczanką Chojnice był konflikt na linii Sobieraj - Jarzębowski. Omal nie doszło do rękoczynów. O co chodziło?

- Najstarszym i najbardziej doświadczonym piłkarzom po prostu puściły nerwy. Niepotrzebnie, że ta frustracja wypłynęła na boisku. Jestem przeciwnikiem takiego rozwiązywania konfliktu, lepiej, jak pewne sprawy zostaną wyjaśnione w szatni. Rozumiem ich irytację, w kluczowym momencie zdarzył nam się duży błąd, który kosztował Arkę bramkę. W całym tym zajściu znajduję jednak pozytywy. Widać, że tym zawodnikom zależy, i to bardzo, na wygrywaniu spotkań. Nie chcą w tak nierozmyślny sposób tracić gole. Sprawa jest prosta. Spotkało się dwóch zawodników z charakterem, Sobieraj popełnił błąd, a kapitan Jarzębowski ostro go za to zrugał. W ostatnich meczach Krzysiek pokazał, ile dał nam jego spokój w obronie. Grał bezbłędnie. Najlepiej z defensywy. To była jego jedna z lepszych rund w karierze.

Trzy porażki przed własną publicznością, w tym dwie z drużynami z dołu tabeli nie wystawiają najlepszego świadectwa Arce. Trzeba przyznać, że w Gdyni zawiedliście nie raz. Piętą achillesową pana drużyny były także pierwsze połowy.

- To prawda. Zaliczyliśmy kilka wpadek. Przegrane z Okocimskim Brzesko i Energetykiem ROW Rybnik były niepotrzebne. Mam nadzieję, że będzie to dla nas lekcja na przyszłość. Nie chciałbym wiosną przerabiać podobnego scenariusza. Gra w pierwszych połowach to jeden z elementów, który koniecznie musimy poprawić. Być może wynika to z błędnego przeświadczenia piłkarzy, że rywal sam sobie strzeli bramkę.

No właśnie. Im więcej mówiło się i pisało dobrze o Arce, tym więcej niespodziewanych wyników. Może dlatego piłkarze żyli ze świadomością, że spotkanie wygra się samo?

- Wątpię, czy piłkarze czytają o sobie wszystkie artykuły w prasie. Ale każdy ma oczy i widzi w tabeli, z kim gramy. To nie tak, że kogoś zlekceważyliśmy. Po prostu inaczej gra się z teoretycznie słabszymi, gdy jesteś faworytem, a inaczej, gdy nikt na ciebie nie stawia. My doświadczyliśmy obu tych stanów. I liga pokazała, że tutaj wcale nie jest tak lajtowo. Łatwo dopisać komuś punkty, a trudniej zrealizować to potem na boisku. Nas zaskoczyło już kilku słabszych graczy, a wynikało to tylko z tego, że im bardziej się chciało. Zwłaszcza gdy grają w Gdyni, gdzie często zdarzają im się mecze życia. Każdy marzy, aby pokazać się z dobrej strony przed tak liczną publicznością. Nic dziwnego, że grają podwójnie, a nawet potrójnie zmotywowani.

A pan śledzi artykuły na swój temat?

- Przestałem już śledzić, co wypisuje się na mój temat. Nie czytam prasy. Nie zaprzątam sobie głowy jakimiś spekulacjami. Wiem, że ludzie lubią analizować grę Arki, ale ja sam potrafię zanalizować niektóre rzeczy. Po to mam zaufany sztab szkoleniowy, żeby przedyskutować z nim pewne tematy. Tak samo z forami czy internetem. Ktoś coś napisze, a ja nie mam na to wpływu. Wolę więc skupić się na pracy, a cenny czas zamiast na czytanie różnych niestworzonych rzeczy, poświęcić na analizę najbliższego meczu. Cenię też rzetelność i obiektywność dziennikarzy. Ale nie rozumiem artykułów na zasadzie byle komuś dowalić.

Pytam, bo w pewnym momencie jakby odciął się pan od mediów. Sprawiał wrażenie obrażonego. Do kogoś konkretnie miał pan żal?

- Uznałem, że jako trener obronię się wynikami. Jest takie powiedzenie, że trener dobry, ale wyników nie ma (śmiech). Nie obraziłem się na dziennikarzy. Rozumiem specyfikę tego zawodu. Zdaję sobie sprawę, że każdy z was w miarę obiektywnie stara się przekazać to, co dzieje się w klubie. Niestety, spotkałem się z materiałami, które mało miały wspólnego ze sportem. Zamiast analizy meczu, relacji stricte opisowej, pojawiały się osądy, ostre opinie na temat zawodników i mojej pracy. Żeby było jasne, nie uciekam od krytyki. W pełni ją rozumiem po przegranych meczach, gdy opiera się na faktach, rzetelnej ocenie wydarzeń na boisku. Chciałbym, żeby każda krytyka była konstruktywna. Czasem odnosiłem wrażenie, że nie ceni się piłkarzy. Miesza się ich z błotem. W głowie pojawiały mi się pytania - jaki to ma sens? Jak można po dwóch słabych meczach równać kogoś z ziemią? Dlatego tak ważne jest w tym wszystkim zachowanie trzeźwości umysłu. Od ocen jest trener. Ja mogę przekazać w szatni wskazówki, wytknąć, co było nie tak. I nawet z porażki można wyciągnąć jakieś pozytywy. Tymczasem czytam, że ktoś mi zarzuca błędy w ustawieniu. Czytam, że źle zrobiłem, stawiając na danego gracza. I tak dalej. Każdy chce być mądry, a mało kto kieruje się rozsądkiem.

Zimę spędzicie praktycznie w domu. Ale poprzedni sezon pokazał, że równie dobrze można przygotować się do rundy wiosennej, nie wyjeżdżając z Polski. 

- Nie ma reguły, czy drużyna lepiej przygotuje się na obozie zagranicznym, czy w Polsce. Dużo ludzi wierzy, że tylko obóz za granicą daje gwarancję sukcesu. Tymczasem przy mądrym planowaniu wszędzie można się dobrze przygotować. Zagraniczne zgrupowanie ma sens, gdy wraca się na zieloną trawę, na dobrze przygotowane boiska. Często jest tak, że po takim wyjeździe na nowo trzeba przestawiać się na inne warunki pogodowe. Obozy to fajna sprawa. Piłkarz kompletnie się wyłącza i nie myśli o niczym innym jak tylko o treningach. Dochodzi do tego element integracji. Pełna koncentracja plus odpowiednie posiłki, opieka medyczna, pełna kontrola nad piłkarzem. W Gdyni na warunki nie możemy narzekać. Na miejscu mamy bardzo dobre. Ale wyjazdy na obozy niosą ze sobą dodatkowe elementy przygotowania.

Czy Arka mogła w rundzie jesiennej ugrać więcej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: