Michał Rzuchowski: Gerrard i Lampard? Świerczewskiego też ceniłem

- Fajnie ogląda się grę Gerrarda i Lamparda, siedząc przed telewizorem. Jak tak człowiek na nich patrzy, to aż chciałby grać podobnie. Ale gdzie mi tam do nich. Do klasy Stevena i Franka brakuje mi wiele - mówi Michał Rzuchowski, pomocnik Arki Gdynia.
Śledź autora na twitterze >>> @PiWisniewski

Rzuchowski jesienią rozegrał 19 meczów, z czego 16 ligowych. W pierwszej "11" wyszedł osiem razy. W lidze strzelił trzy bramki plus dwie w Pucharze Polski z Koroną Kielce. Na boisku spędził w sumie 1031 minut (814 w lidze i 217 w PP). Jak ocenia pierwszą połówkę sezonu w swoim wykonaniu?

- O rundzie jesiennej dawno już zapomniałem. Było, minęło... - mówi pomocnik Arki w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

- Jesteśmy na 4. miejscu w tabeli, ale cel pozostaje bez zmian - mierzymy w awans. Nieważne, czy wywalczymy go z pierwszego, czy z drugiego miejsca. Awans to awans. Nie chcę za dużo mówić o minionej rundzie. Moja gra była jako taka. Nie jestem zadowolony, dużo więcej od siebie oczekuję - dodaje Rzuchowski. I podkreśla, że udany sezon będzie tylko wtedy, gdy na koniec rozgrywek gdynianie znajdą się na jednym z dwóch pierwszych miejsc.

- Zawsze jakiś cel trzeba sobie stawiać, ale najważniejsze, żeby zdrowie dopisywało. Wtedy można grać swoje. Oprócz tego życzyłbym, aby Arka regularnie w lidze punktowała. Poza tym my jako drużyna mamy jasny cel. To się liczy. A co do mnie? Nigdy jakoś nie podpalam się na indywidualne osiągnięcia, choć miło by było, gdybym strzelił kilka bramek i pomógł Arce zdobywać punkty. Oczywiście chciałbym też jak najwięcej grać. I byle obyło się bez kontuzji - zaznacza 20-latek, któremu jednego, czego na pewno nie można odmówić, to ambicji. Czy taki już ma styl, czy może wzoruje się na jakimś znanym piłkarzu grającym na jego pozycji?

- Jestem realistą i twardo stąpam po ziemi. Porównywanie mnie do kogokolwiek byłoby nie na miejscu. Na pewno fajnie ogląda się grę Stevena Gerrarda i Franka Lamparda, siedząc przed telewizorem. Jak tak człowiek na nich patrzy, to aż chciałby grać podobnie. Ale gdzie mi tam do nich. Do klasy Stevena i Franka brakuje mi naprawdę wiele - przekonuje Rzuchowski.

Charakterologicznie Rzuchowski przypomina Piotra Świerczewskiego, byłego reprezentanta Polski. Ich wspólnym mianownikiem jest zawziętość na boisku.

- Do Piotrka mam jakiś sentyment. Zawsze lubiłem jego grę. Porównywać zawsze się można, ale na tę chwilę mogę się mierzyć z równymi mi, bo do jego dokonań na razie mi daleko - uważa pomocnik Arki.

Jedyne, co mu się marzy, to gra z żółto-niebieskimi w ekstraklasie.

- Chciałbym, żeby kibice mieli radość z gry Arki i mojej. No i żeby w końcu spełniło się ich marzenie, czyli awans. Już zbyt długo na niego czekają i my chcemy odzyskać dla klubu ekstraklasę - mówi Rzuchowski.

- Myślę, że już na tyle okrzepłem, że mogę dać dużo więcej Arce. Mam doświadczenie, coraz pewniej się czuję, ale w szatni nadal jest wielu bardziej doświadczonych zawodników ode mnie i to oni mogą dowodzić. Ja na swoją kolej muszę jeszcze poczekać - przekonuje "Rzuchol".

Zawodnik twierdzi, że to, co najlepsze, dopiero przed nim.

- Mam nadzieję, że moja forma wiosną eksploduje. Ale przed rundą każdy jest mądry i wszystko można zakładać. Dla mnie najważniejsze jest dobre przygotowanie zimą. Gdy wszystko ze sobą ładnie współgra, to uważam, że na koniec sezonu możemy wspólnie cieszyć się z sukcesu - kończy Rzuchowski.

Rzuchowski dorósł do roli lidera drugiej linii w Arce? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »