Arka bez transferów też może awansować. Trzy warunki [OPINIA]

Choć polityka działaczy Arki oparta na braku transferów z prawdziwego zdarzenia w kontekście walki o ekstraklasę niesie ze sobą duże ryzyko niepowodzenia, to są podstawy ku temu, by sądzić, że nawet bez wzmocnień gdynianie powrócą w szeregi najlepszych drużyn w Polsce - pisze Piotr Wiśniewski, dziennikarz trojmiasto.sport.pl
Obserwuj autora na twitterze - @PiWisniewski

Arka rundę jesienną zakończyła na 4. miejscu ze stratą siedmiu punktów do Górnika Łęczna oraz czterech do GKS Bełchatów. Strata niby niewielka, ale dająca podstawy do optymizmu. Kibic zapewne spyta - na czym budowany jest ów optymizm? A to na tym, że żółto-niebiescy potrafią grać inaczej niż większość zespołów w I lidze. Potrafią jak nikt inny atakować - co pokazali na początku sezonu i w końcówce rundy. Jest też druga strona medalu - gdynianie potrafią jak mało kto tracić bramki w głupi sposób. Zespół Pawła Sikory jest bardzo nieprzewidywalny, ale jednocześnie biorąc pod uwagę siłę wyjściowej "11", jeden z najlepszych na zapleczu ekstraklasy. Problemem Arki jest krótka ławka i brak wartościowych zmienników. Zimą nie zapowiada się na zmianę tego stanu rzeczy, zwłaszcza po zapowiedziach prezesa Wojciecha Pertkiewicza, który przyznał, że żadnych transferów do Arki nie będzie, gdyż klubu najzwyczajniej w świecie nie stać na takie "fanaberie". Ale i bez transferów da się awansować. Naszym zdaniem Arka musi spełnić trzy warunki, aby ziścił się sen o ekstraklasie.

Warunek pierwszy - renesans formy Marcusa da Silvy

Marcus da Silva w rundzie jesiennej znacznie obniżył loty. Jeszcze na początku sezonu strzelał bramki, ale potem dopadła go często spotykana przypadłość u piłkarzy ofensywnych - zanik skuteczności. Brazylijczyk na boisku częściej niż techniczną grą, irytował bezproduktywnością. Do tego sprawiał wrażenie, że gra w piłkę przestała go cieszyć. Aż dziw bierze, że da Silva przez te kilka miesięcy zmienił się nie do poznania. Przecież w poprzednim sezonie był wicekrólem strzelców i znalazł się nawet na liście życzeń klubów ekstraklasy. Powrót da Silvy do formy będzie wzmocnieniem Arki. Drugim tej zimy po przyjściu Sławomira Cienciały. Na renesans formy Brazylijczyka w równym stopniu liczą kibice, jak i trener Paweł Sikora.

Warunek drugi - Radzewicz jak za dawnych lat

Obniżkę formy miał jesienią także Marcin Radzewicz. Pech chciał, że słabsza dyspozycja "Radzy" zbiegła się w czasie z niedyspozycją da Silvy. Najbardziej brakowało akcji oskrzydlających Radzewicza, który w sezonie 2012/13 sam ciągnął grę Arki do przodu. Tymczasem w rundzie jesiennej te walory gdzieś w nim zniknęły. Owszem, ambicji odmówić mu nie można, ale jego słabsza dyspozycja była bardzo widoczna. Na szczęście dla szkoleniowca żółto-niebieskich lewa strona nie była tak bardzo dziurawa, ze względu na wysoką formę Piotra Tomasika. "Radza" z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. On w formie to wielki atut Arki. On z dobrze grającym Tomasikiem to jedno z lepszych lewych skrzydeł w I lidze.

Warunek trzeci - wykorzystać idealny terminarz

Lepszego terminarza chyba nie można sobie wyobrazić. Arka wiosną ze wszystkimi drużynami z czołówki zagra u siebie. Do Gdyni przyjadą więc 1. Górnik Łęczna, 2. GKS Bełchatów, 3. GKS Katowice, 5. Dolcan Ząbki, 6. Wisła Płock, 7. Olimpia Grudziądz oraz 8. Sandecja Nowy Sącz. Zatem to gdynianie mogą rozdawać karty. Ale... runda jesienna pokazała, że grając w Gdyni, podopieczni trenera Sikory niekoniecznie muszą być faworytem. Przed własną publicznością Arka wygrała tylko cztery z dziewięciu meczów. I głównie przez słabą postawę w meczach domowych żółto-niebiescy zajmują 4., a nie 1., czy 2. miejsce.