Arka w półfinale Pucharu Polski! Awans gdynian po dogrywce

Wielkie emocje, pięć bramek i dogrywka. Taki scenariusz zafundowali piłkarze Miedzi i Arki w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Pucharu Polski. Żółto-niebiescy wygrali 3:2 i zagrają w półfinale. Gola na wagę awansu zdobyli w dogrywce Piotr Tomasik oraz Arkadiusz Aleksander.
Zdziesiątkowana kontuzjami Arka na rewanżowe spotkanie jechała z zamiarem awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski. Chociaż wynik 1:1 w Gdyni stawiał w korzystniejszej sytuacji gospodarzy wtorkowego meczu, którzy rywalizację w dwumeczu z traktowali nie mniej poważnie. Trener Paweł Sikora nie mógł skorzystać z kilku podstawowych piłkarzy (urazy Michałów Rzuchowskiego i Szromnika, Tomasza Jarzębowskiego oraz czerwona kartka Sławomira Cienciały), wobec czego w kadrze na ten mecz znaleźli się m.in. 16-letni Jakub Bach i 20-latek z rezerw Arki Robert Sulewski.

Szkoleniowiec żółto-niebieskich dał odpocząć innym filarom zespołu, w pierwszym składzie wybiegło kilku zmienników. Eksperymentalnie zestawiona była zwłaszcza linia obrony. Zagrali w niej Brazylijczyk Glauber (wrócił po kontuzji), Kamil Juraszek, Mateusz Cichocki i Piotr Tomasik. Ponadto Sikora odmłodził skrzydła. Z prawej strony operował Tomasz Kowalski, z lewej Paweł Wojowski. Na ławce oprócz strzelca zwycięskiej bramki z Flotą (Bartosz Ślusarski) zasiedli Krzysztof Sobieraj, Adrian Budka czy też Marcin Radzewicz.

Piłkarze na dobre jeszcze się nie rozgrzali, a już na początku meczu pech dopadł Marcusa da Silvę. Brazylijczyk po starciu z rywalem padł na murawę i... już się z niej nie podniósł. Na noszach opuścił boisko i w 11. minucie potrzebna była zmiana. Nie dość, że trener Arki miał już i tak poważny ból głowy z zebraniem składu, to teraz doszedł mu kolejny problem. To już nie pech, a istna plaga w Arce. Mina zdenerwowanego Pawła Sikory mówiła wszystko. Pierwsze rokowania są fatalne. Da Silvie odnowiła się kontuzja, przez którą stracił kilka tygodni z zimowego okresu przygotowawczego. A może wypaść ze składu gdynian nawet do końca rundy.

Więcej szczęścia gdynianie mieli kilka minut później, kiedy po uderzeniu Wojciecha Łobodzińskiego piłka uderzyła w słupek. Groźniej w polu karnym gości było także w samej końcówce pierwszej połowy (strzał Marcina Burkhardta spokojnie złapał Jakub Miszczuk) oraz w doliczonym czasie gry przed przerwą (Cierpka uderzał po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minimalnie niecelnie). Arka najlepszą okazję w tej części meczu miała w 30. minucie. Arkowcy wymienili ze sobą kilka podań, z linii końcowej do Ślusarskiego zagrywał Wojowski, lecz podanie pomocnika wyłapał Andrzej Bledzewski.

W drugiej połowie mecz otworzył się po bramce Burkhardta, który w 49. minucie wykorzystał błąd obrony Arki i przerzucił piłkę nad Miszczukiem. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. W polu karnym gospodarzy padł faulowany Ślusarski, a strzał z rzutu karnego na bramkę zamienił Mateusz Szwoch. Dosłownie chwilę później Arka mogła i powinna prowadzić. Sęk jednak w tym, że będący sam na sam z Bledzewskim Piotr Tomasik uderzył najgorzej jak tylko mógł. W sam środek i "na pałę", zamiast technicznie lub starać się minąć bramkarza. To było zabójcze kilkanaście minut. Emocje sięgnęły zenitu, akcje przenosiły się z jednego pola karnego pod drugie. A piłkarze razili nieskutecznością. Dwa razy w dobrej sytuacji znalazł się Arkadiusz Aleksander, dwukrotnie zakotłowało się w "16" gdynian.

W 71. minucie losy rywalizacji na korzyść Miedzi mógł przechylić Patryk Szymański, który przegrał pojedynek z Miszczukiem. Bramkarz Arki był także górą, broniąc groźny strzał Wołczka. Tempo meczu już do końca nie spadło, ale w regulaminowym czasie gry więcej bramek nie padło. Remis 1:1 oznaczał dogrywkę (w dwumeczu było 2:2).

A w niej szczęście uśmiechnęło się do Arki. Świetne dośrodkowanie Adriana Budki wykorzystał Tomasik, którym tym samym zrehabilitował się za niewykorzystaną sytuację z drugiej połowy. Po tej główce "Tomas" utonął w objęciach kolegów. Powtórzył wyczyn z wcześniejszej rundy - dzięki jego bramce gdynianie 3:2 pokonali Ruch Chorzów. Awans Arki przypieczętował Aleksander. Przy tym strzale stojący w bramce zawodnik z pola (Radosław Bartoszewicz wszedł między słupki, po tym jak czerwoną kartkę dostał Bledzewski) nawet nie drgnął. Na otarcie łez gospodarzom pozostało trafienie Wołczka.

Żółto-niebiescy zagrają w półfinale ze zwycięzcą pary Zagłębie Lubin - Sandecja Nowy Sącz (w pierwszym meczu Zagłębie wygrało 2:0).

Czy napięty terminarz meczów może wpłynąć na dyspozycję Arki? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »