Sport.pl

Pierwsza porażka Arki w rundzie wiosennej. Gdynianie zatrzymani na Miedzi

Porażka lidera I ligi z GKS-em Bełchatów sprawiła, że Arka mogła zbliżyć się do Górnika Łęczna na dystans dwóch punktów. Gdynianie jednak nie wykorzystali szansy i przegrali pierwszy mecz w tej rundzie z Miedzią w Legnicy 1:2. Jedyną bramkę dla podopiecznych Pawła Sikory zdobył Michał Rzuchowski.
Do składu Arki po przerwie za kartki powrócił Piotr Tomasik, który w podstawowym składzie zajął miejsce Pawła Wojowskiego. Trener Paweł Sikora posadził na ławce także Tomasza Jarzębowskiego, w związku z czym duet środkowych pomocników tworzyli Michał Rzuchowski i Radosław Pruchnik. Przeciwko Miedzi gdynianie wyszli identycznym ustawieniem co tydzień temu z GKS-em Katowice (3:0).

Mecz mógł znakomicie rozpocząć się dla Arki. Po świetnym zagraniu Mateusza Szwocha, który do końca zachował spokój mimo interwencji dwóch rywali, i mierzonym podaniu Bartosza Ślusarskiego na prawym skrzydle w sytuacji sam na sam z Andrzejem Bledzewskim znalazł się Adrian Budka. Pomocnik gdyńskiej drużyny uderzył jednak w nogi interweniującego Bledzewskiego. W odpowiedzi dobrą okazję zmarnował Patryk Szymański. Sytuacja miała miejsce w narożniku pola karnego. Strzał napastnika gospodarzy obronił Michał Szromnik.

W 21. minucie dobrą akcję przeprowadził Marcin Radzewicz, który dośrodkował piłkę na długi słupek, a tam sprytnie głową próbował uderzać Szwoch. Lecz strzelił minimalnie nad poprzeczką. Siedem minut później w środek bramki główkował wprowadzony kilka chwil wcześniej Paweł Wojowski. "Wojo" zastąpił na placu kontuzjowanego Sławomira Cienciałę. Cały plan taktyczny szkoleniowca Arki praktycznie runął po dwóch kwadransach, kiedy Sikora musiał przeprowadzić dwie wymuszone zmiany. Bo oprócz Cienciały boisko z urazem opuścił Tomasik. Wobec czego na murawie pojawił się Arkadiusz Aleksander, a Szwoch musiał przejść na prawą stronę pomocy. Zdezorganizowana obrona gdynian pozwoliła na oddanie strzału z kilku metrów Wojciechowi Łobodzińskiemu, lecz ten trafił wprost w Szromnika. Golkiper żółto-niebieskich w 34. minucie pokazał wysokie umiejętności, kiedy z bliska obronił uderzenie głową Piotra Kasperkiewicza. Interwencja była doprawdy wyborna!

Suma nieszczęść Arki w tym meczu szczytowy moment osiągnęła w doliczonym czasie pierwszej połowy. Niefortunnie trafiony piłką Mateusz Cichocki tak odbił futbolówkę, że z dwóch metrów wbił ją do bramki Łobodziński.

Bramka do szatni nie podłamała arkowców, którzy w drugiej połowie nie zwiesili głów i od razu po wyjściu z szatni przystąpili do ofensywy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Przytomnie w polu karnym zachował się Aleksander, który świetnie wypatrzył Rzuchowskiego, a ten uderzył obok Bledzewskiego i zdobył tym samym swoją piątą bramkę w lidze w tym sezonie. Po strzelonym golu Arka oddała inicjatywę Miedzi. Ataki gospodarzy napędzał Łobodziński. "Łobo" sprawiał dużo problemów gdyńskiej defensywie. Wypracowywał okazję kolegom, jak na przykład Szymańskiemu, który nie trafił w bramkę. Momentami przewaga gospodarzy nie podlegała dyskusji. Gospodarze swego dopięli w 72. minucie. Madejski zgrał piłkę w pole karne, tam przedłużył ją Midzierski, a nie do obrony uderzył Mateusz Szczepaniak.

Szczepaniak groźnie uderzał także dziesięć minut później, lecz tym razem niecelnie. Szczęścia szukał też Ślusarski. Efekt był podobny. Arka próbowała w końcówce wyrównać, ale na próbach się kończyło. Chciała, lecz nie mogła. Strata trzech punktów w dalszej perspektywie może być bardzo bolesna dla gdynian. A przed nimi topowe mecze z Górnikiem Łęczna (środa 23 kwietnia, godz. 18.30) oraz GKS-em Bełchatów (sobota, 26 kwietnia, godz. 14.45).

Więcej o: