Sport.pl

Polowania na nogi piłkarzy Arki. "Oczekujemy od arbitrów konsekwentnego działania"

Kolejny mecz w lidze Arka okupiła stratami. W Legnicy gdynianie nie tylko po raz pierwszy w tej rundzie stracili trzy punkty, ale też dwóch podstawowych piłkarzy. Ostra gra piłkarzy Miedzi doprowadziła do kontuzji Sławomira Cienciały i Piotra Tomasika. - Oczekujmy od arbitrów konsekwentnego działania, my za takie faule od razu dostajemy czerwoną kartkę, a rywale bezkarnie kopią nas po nogach i nic. To nie pierwszy zresztą raz! - denerwuje się obrońca Arki, Krzysztof Sobieraj.
Obserwuj autora na Twitterze - @PiWisniewski

Słowo pech w przypadku Arki odmieniane było już przez wiele przypadków. Kontuzje to istna zmora drużyny Pawła Sikory. W najbardziej kryzysowym momencie leczyło się dziewięciu piłkarzy. Część z tych dolegliwości to po prostu urazy mechaniczne, ale wiele z nich wynika z brutalnej gry przeciwników żółto-niebieskich. A z tego faktu chyba mało kto zdaje sobie sprawę. Ofiarą takich praktyk padł m.in. Marcus da Silva. Brazylijczyk, który stracił początek rundy rewanżowej przez rehabilitację po kontuzji zimą, był mocnym punktem na ławce Arki. Dla niego jednak sezon już się skończył. W rewanżowym meczu Pucharu Polski z Miedzią da Silvę ostro zaatakował Radosław Bartoszewicz. Brazylijczyk boleśnie odczuł skutki ataku, w wyniku którego złamał nogę. Nie był w stanie podnieść się o własnych siłach i już w 11. minucie Sikora zmuszony był dokonać zmiany.

- Bartoszewicz otrzymał za to zagranie jedynie żółtą kartkę, a tydzień wcześniej w Gdyni Cienciała za atak na Wojciecha Łobodzińskiego od razu został wyrzucony z boiska - mówi Sobieraj w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

Co ciekawe, za podobne przewinienia piłkarze Miedzi otrzymali jedynie żółte kartki, choć nieraz nie przebierali w środkach. Kolekcjonowali za to "żółtka", które sędzia Jarosław Rynkiewicz chętnie wyjmował z kieszonki.

Sytuacja powtórzyła się w Wielką Sobotę. Konsekwencją nieczystych zagrań gospodarzy były dwie zmiany już po dwóch kwadransach! Najpierw zszedł Cienciała, a potem Krzysztof Wołczek powalił na boisko Piotra Tomasika, który musiał zostać zmieniony przez Arkadiusza Aleksandra.

- Oczekujemy od arbitrów konsekwentnego działania na boisku. Rywale bezkarnie kopią nas po nogach i nic. To nie pierwszy raz. Straciliśmy tak da Silvę, teraz Cienciałę i "Tomasa". W lidze rywale polują na nasze nogi, a sędziowie traktują te przewinienia pobłażliwie. Bartoszewicz z Miedzi chyba na nas się uwziął. Wołczek nie lepszy. Tacy doświadczeni piłkarze, a takie zachowanie nie fair - denerwuje się Sobieraj.

Zdaniem obrońcy Arki sędziowie zamiast dbać o zdrowie piłkarzy i chronić ich przed chamskimi faulami, nie traktują wszystkich drużyn równo.

- Mamy technicznych piłkarzy i rozumiem, że tacy są celem ataku przeciwnika, ale bez przesady. My chcemy grać w piłkę, a nie pozwala się nam na to. Może takim apelem zwrócimy uwagę środowiska, że coś jest nie tak. Nie mówię, że sędzia Tomasz Musiał źle prowadził mecz w Legnicy, ale przy stanie 1:1 powinien pokazać drugą żółtą kartkę piłkarzowi Miedzi [Wołczek faulował wychodzącego na czystą pozycję Aleksandra - przyp. red.]. Walczymy o ekstraklasę, chcemy tego celu, tymczasem trup ściele się gęsto - podkreśla Sobieraj.

- Czujemy się krzywdzeni przez sędziów. Co mecz tracimy kluczowych piłkarzy, nie są to urazy mięśniowe, tylko urazy w konsekwencji ostrej gry przeciwnika - dodaje defensor gdyńskiej drużyny.

Więcej o: