Krzysztof Sobieraj: Obyśmy na koniec sezonu nie pluli sobie w brodę

Piłkarze Arki Gdynia zakładali, że w starciach z liderami I ligi - Górnikiem Łęczna i GKS Bełchatów - zdobędą sześć punktów. Planu nie zrealizowali, bo po wygranej z Górnikiem ?tylko? zremisowali z bełchatowianami 1:1. - Obyśmy tylko na koniec sezonu nie pluli sobie w brodę, że czegoś zabrakło - przyznał po spotkaniu z GKS Krzysztof Sobieraj.
Arce tylko połowicznie udała się pogoń za dwiema pierwszymi drużynami w tabeli zaplecza ekstraklasy. W środę gdynianie pokonali co prawda 2:1 Górnik Łęczna, ale w sobotę stracili punkty z liderem, GKS Bełchatów. Tym samym strata żółto-niebieskich do prowadzących bełchatowian wciąż wynosi pięć punktów.

- Zakładaliśmy sześć punktów. Wiadomo, my gonimy, dlatego zakładaliśmy taki scenariusz. Nie udało się, ale nie dlatego, że nie umiemy czy nie chcieliśmy. Tylko dlatego, że tak się ułożyło - przyznał po meczu Sobieraj, który miał też pretensje do sędziego Piotra Lasyka. - Sędzia chyba bał się odgwizdać jednego z rzutów karnych. Uważam, że my byliśmy stroną przeważającą, byliśmy częściej przy piłce. Obyśmy tylko na koniec sezonu nie pluli sobie w brodę, że czegoś zabrakło - dodał stoper Arki.

W meczu przeciwko GKS gola na wagę remisu Arki zdobył Paweł Wojowski. Dla 19-latka to pierwsze trafienie w I lidze.

- Nie było żadnej niespodzianki dla Pawła z okazji jego pierwszego gola. Paweł jest jednym z nas i nie oceniamy przez pryzmat tego, że on strzelił bramkę, to jest bohaterem. Bohaterem jest cała drużyna. Zagraliśmy kapitalne spotkanie, to my byliśmy ciutkę lepsi. Tak to widziałem z boiska. Teraz musimy liczyć, że ci przed nami pogubią punkty. Bo teraz dużo zależy od nas, ale także od rywali - podsumował Sobieraj.