Czas Pawła Sikory w Arce dobiegł końca [OPINIA]

Zespół tkwiący w marazmie, w dodatku nieczujący gry pod wodzą trenera, potrzebuje zmian. Porażka z Dolcanem Ząbki to czytelny sygnał, że Paweł Sikora nie jest w stanie wykrzesać energii niezbędnej do walki o awans. Dlatego czas młodego szkoleniowca w Arce dobiegł właśnie końca.
Podyskutuj z autorem na Twitterze - @PiWisniewski

Sikorę ratowały wyniki. A te mimo niezbyt dobrej gry Arki były na wiosnę zadowalające. Gdynianie początek rundy mieli bardzo udany. Wygrywali, zbliżyli się do miejsc premiowanych awansem, ale z czasem zaczęli gubić punkty. A to bezbramkowo zremisowali z Sandecją Nowy Sącz, a to nie potrafili wygrać w Brzesku z Okocimskim. Wydawało się, że po pewnym zwycięstwie z GKS Katowice 3:0 - i na dokładkę wygranej 2:1 z Górnikiem Łęczna i remisie 1:1 GKS Bełchatów - żółto-niebiescy obrali kurs na ekstraklasę. Nagle jednak kibice i piłkarze zostali sprowadzeni na ziemię. Arka zremisowała w Rybniku i do spotkania z Dolcanem przystępowała "z nożem na gardle". Pętla wokół szyi była zaciśnięta o tyle mocno, że - w przypadku braku zwycięstwa - groziło to poważnymi konsekwencjami. Przecież tak zaciśnięty sznur mógł odbić się uszczerbkiem na zdrowiu. Psychicznym. Przegrana w sobotę kompletnie rozbiła morale w Arce. Zespół stracił poczucie własnej wartości. Co gorsza, Arka oddaliła się od ekstraklasy.

Sytuacja jest kryzysowa. Oficjalnie w Arce trwa rzeczowa analiza i omawianie przyczyn takiego stanu rzeczy. Nieoficjalnie działacze gdyńskiego klubu rozglądają się za nowym szkoleniowcem. Czas Sikory w Arce dobiegł właśnie końca. Dla ratowania sezonu i wstrząsu, który podziała na piłkarzy mobilizująco, potrzebna jest natychmiastowa zmiana na ławce trenerskiej. Sikora nie daje już gwarancji sukcesu. Młody szkoleniowiec pogubił się w swojej filozofii. Arka stała się czytelna jak książka. A całą sytuację najlepiej obrazuje wypowiedź trenera Dolcanu Roberta Podolińskiego, który w jednym z wywiadów przed meczem mówił, że sposób na Arkę jest taki: przeczekać do 70. minuty, aż gdynianie spuchną, i wtedy zaatakować. Już chyba każdy trener w I lidze wie, że gdyńska drużyna została źle przygotowana do rundy wiosennej. W końcówce drugiej połowy, kiedy często ważą się losy meczów, arkowcy "puchną". Wyglądają, jakby ktoś odciął im prąd.

W grze Arki nie ma elementu zaskoczenia, a Sikora nie stara się szukać innych rozwiązań. Atakuje dziennikarzy na konferencji. Jednak największym argumentem przeciwko trenerowi jest szatnia. Nie ma chemii między piłkarzami a Sikorą. Co gorsza, piłkarze nie czują wsparcia trenera, który gubi się w swoich założeniach.

Głos szatni na pewno będzie jednym z decydujących czynników przy zmianie na stanowisku trenera w Arce. Przyszłość Sikory wydaje się już przesądzona. Na jego niekorzyść przemawia także to, że w sytuacji kryzysowej wyjechał z Gdyni, aby kontynuować kurs trenerski. Nauka to ważna rzecz, ale jak można zostawić zespół w takim momencie? Działacze oficjalnie mówią o "kuriozalnej sytuacji" i dodają też, że nie mogą zabronić trenerowi się dokształcać.

Sikora długo mógł liczyć na zaufanie klubowych władz. Miał komfort pracy, ale chyba przegapiono moment, kiedy zaczął tracić nad wszystkim kontrolę. Decyzja o "nowej miotle" niesie z sobą ryzyko, z drugiej strony każda decyzja jest lepsza niż brak decyzji.

W tym miejscu w pierś powinni uderzyć się także włodarze Arki. Czy trzymanie Sikory na siłę nie okaże się zgubne dla losów żółto-niebieskich? Sezon można jeszcze uratować. Zrobi to nowy trener. Pytanie jednak, czy znajdzie się taki "z nazwiskiem", który podpisze się pod tą akcją ratunkową swoim nazwiskiem. Przykłady z innych klubów pokazują, że warto zagrać "va banque". W poprzednim sezonie kierownictwo Zawiszy zmieniło trenera w końcowej fazie sezonu i zespół zdołał awansować do ekstraklasy. Podobnego wariantu trzeba spróbować w Gdyni.

Czy Arka powinna zwolnić Pawła Sikorę?