Efekt "nowej miotły" nie podziałał. Porażka Arki w debiucie Rzepki

Efekt "nowej miotły" nie podziałał. W pierwszym meczu pod wodzą Piotra Rzepki piłkarze Arki Gdynia przegrali w Stróżach z Kolejarzem 2:3 i choć matematyczne szanse na awans zachowali, to praktycznie ich awans do ekstraklasy będzie cudem.
Rzepka nie wahał się posadzić na ławce Tomasza Jarzębowskiego, który ostatnio był wyraźnie pod formą. Nie oszczędził także antybohatera meczu z Dolcanem Ząbki Mateusza Cichockiego, po którego błędzie gdynianie stracili pierwszą bramkę. Miejsca na boisku "Jarzy" i Cichockiego zajęli Kamil Juraszek oraz Adrian Budka. Ponadto nowy szkoleniowiec Arki nie mógł skorzystać z pauzującego za kartki Michała Rzuchowskiego. Dlatego ustawił Arkę z tylko jednym defensywnym pomocnikiem przez co wzmocnił atak. Gdynianie powrócili do ustawienia z początku tej rundy, czyli do gry dwójką napastników.

Pierwsza połowa stała pod znakiem sytuacji z obu stron. Ataki rozpoczęli arkowcy. Najpierw pierwszy celny strzał w meczu oddał Mateusz Szwoch, a po chwili celnie uderzał także Radosław Pruchnik. W odpowiedzi przytomnością umysłu popisał się Bartłomiej Smuczyński, który uderzył z ok. 25 metrów tuż nad bramką. To był sygnał ostrzegawczy dla arkowców, że gospodarze łatwo skóry nie sprzedadzą. W 20. minucie Arka mogła prowadzić po indywidualnej akcji Mateusza Szwocha. Młody pomocnik gdynian zwiódł dwóch obrońców na 7. metrze, uderzył na bramkę i trafił w poprzeczkę.

Szczęście uśmiechnęło się do żółto-niebieskich trzy minuty później. Po dośrodkowaniu Pruchnika celnie głową przymierzył Kamil Juraszek. W podobny sposób gola mógł strzelić Ślusarski, ale po jego strzale refleksem wykazał się Łukasz Radliński. Kolejarz odpowiedział uderzeniem Wojciecha Trochima tuż przy słupku, kiedy palcami piłkę na róg wybił Michał Szromnik. A pod koniec pierwszej połowy bramkarza Arki uratowała poprzeczka po strzale Marcina Stefanika. Gdy wydawało się, że gdynianie dowiozą prowadzenie do przerwy, "gola do szatni" zdobył Janusz Wolański, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego.

Tak stracony gol wyraźnie podciął skrzydła gdynianom, a natchnął piłkarzy Kolejarza, którzy na początku drugiej połowy zadali drugi cios Arce. Konkretnie zrobił to zawodnik wypożyczony z Lechii Gdańsk Smuczyński. Pomocnik gospodarzy dopadł do piłki odbitej od poprzeczki i z bliska tylko dopełnił formalności.

Gdynianie podjęli jednak rękawicę i w 66. minucie wrócili do gry. Po kolejnym dobrze wykonanym stałym fragmencie gry do remisu doprowadził Paweł Oleksy. Sytuacja nagle zmieniła się jak w kalejdoskopie na korzyść Arki. Dwie dobre okazje miał Tomasik. Pierwszy jego strzał minął bramkę, a w drugim przypadku został zablokowany w polu karnym.

I nagle w 79. minucie bramka stadiony świata zdobył Tomasza Chałasa. Napastnik Kolejarz popisał się fantastycznym strzałem z 22 metrów, po którym Szromnik nie miał szans.

Chyba już nikt nie ma złudzeń, że ekstraklasy w przyszłym sezonie w Gdyni nie będzie. Wprawdzie matematyczne szanse są, to awans w takich okolicznościach będzie cudem. Arka cztery kolejki przed końcem sezonu jest piąta. Traci siedem punktów do drugiego Górnika Łęczna i tyle samo do lidera z Bełchatowa.