Sport.pl

Wojciech Pertkiewicz: Nie uciekam od odpowiedzialności za brak awansu Arki [ROZMOWA]

- Dwa sezony temu siódme miejsce, w ubiegłym piąte, teraz czwarte lub trzecie, ale zgadzam się - taki rozwój jest mało satysfakcjonujący. Oczywiście nie uciekam od odpowiedzialności, ponieważ być może pewne decyzje trzeba było podjąć w innym momencie, a czasami być może trzeba się było zdecydować na inne rozwiązania, ale to jest rozmowa na zasadzie ?co by było, gdyby...? - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl prezes Arki Gdynia Wojciech Pertkiewicz.
Obserwuj autora na Twitterze - @PiWisniewski

Piotr Wiśniewski: Za naszymi plecami wisi tablica sprzed trzech lat z meczu Arka - Lechia. Niestety, kolejnych derbów Trójmiasta kibice nie obejrzą w przyszłym sezonie.

Wojciech Pertkiewicz: Też jestem rozczarowany i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Wszyscy liczyliśmy na to, że derby i inne ekstraklasowe mecze zagoszczą na gdyńskim stadionie już w przyszłym sezonie. Najszybciej taki mecz możliwy jest dopiero za 12 miesięcy...

To znaczy, że w przyszłym sezonie Arka będzie walczyła o awans?

- Sportowiec zawsze musi stawiać sobie wysokie cele, a nie tylko i wyłącznie odbębnić swoje. Mam nadzieję - jestem nawet przekonany - że w przyszłym sezonie nie odpuścimy ani jednego meczu. Czas pokaże, co nas czeka na koniec. Potrzeba jeszcze trochę czasu na deklaracje.

Rozczarowanie, złość, frustracja - jakie nastroje panują w klubie po nieudanej próbie awansu do ekstraklasy?

- Rozczarowanie, złość i frustracja. Deklarowaliśmy, że naszym celem jest ekstraklasa. Chyba nikt nam nie zarzuci, że nie chcieliśmy, że nie walczyliśmy. Niestety, na koniec sezonu zajmiemy trzecie albo czwarte miejsce. Niewielka to pociecha, że będzie to miejsce lepsze niż rok czy dwa lata temu...

Czy działacze Arki na czele z zarządem biorą odpowiedzialność za brak awansu?

- Zadaniem zarządu jest przygotowanie narzędzi do pracy - od zabezpieczenia finansowego, przez sprawy organizacyjne, po kadrowe, czyli sztab szkoleniowy i zawodników. Wydaje się, że mimo wielu trudności udało się zorganizować odpowiednie warunki funkcjonowania dla pierwszej drużyny. Oczywiście nie uciekam od odpowiedzialności, ponieważ być może pewne decyzje trzeba było podjąć w innym momencie, a czasami być może trzeba się było zdecydować na inne rozwiązania, ale to jest rozmowa na zasadzie "co by było gdyby...". Jesteśmy na etapie wyciągania wniosków. Pierwsze decyzje podejmiemy po meczu z Termalicą Nieciecza [sobota, godz. 16.45]. Czasu na przemyślenia znowu tak dużo nie mamy.

To jakie są pierwsze wnioski?

- Długo walczyliśmy o ekstraklasę. Było to możliwe dzięki bezcennemu wsparciu rady nadzorczej i miasta. Bez ich pomocy podejście do realizacji tego celu byłoby nierealne. Większość środków przeznaczyliśmy na pierwszą drużyną i na niej była skupiona nasza koncentracja. Udało się zbudować potencjalnie bardzo dobrą drużynę pierwszoligową, ale do mety nie dobiegamy z uśmiechem na twarzy.

To skoro było tak dobrze, to czemu wyszło tak źle?

- Cel nie został zrealizowany - to jest rozczarowujące, fakt, ale aż tak źle nie było. Nie kończymy ligi w ogonie, co byłoby dramatem, ale zabrakło kropki nad "i" na boisku. I brak tej kropki naprawdę boli.

Czyli aspekt sportowy zawiódł?

- Na pewno, w końcu finalna praca jest wykonywana na boisku. Plus doliczyłbym do tego jeszcze element losowy - kontuzje nas nie omijały. W sumie na całość składają się tysiące elementów.

Był w takim razie jakiś plan B?

- Często na konferencjach padały pytania: "a co, jeśli się nie uda?". Może zabrzmi to trywialnie, ale Arka będzie grała w I lidze.

Tylko czy stać Arkę na kolejny sezon w I lidze?

- To znaczy?

Ekstraklasa generuje dochody, a do I ligi się dokłada. Wystarczy wspomnieć o wpływach z Canal+.

- Przede wszystkim muszę zdementować informacje, że na wstępie za sam awans klub dostaje 4-5 mln od Canal+. Wpływy z transmisji telewizyjnych dzielą się na różne składowe. Mowa tu m.in. o miejscu na koniec sezonu. Wiadomo - im wyższe, tym większe pieniądze. Niemniej nie ulega wątpliwości, że gra w ekstraklasie to prestiż, zysk marketingowy i oddech dla napiętego budżetu.

Kto się nie rozwija, ten stoi w miejscu. A kolejny sezon w I lidze to krok w tył dla Arki.

- Dwa sezony temu siódme miejsce, w ubiegłym piąte, teraz czwarte lub trzecie, ale zgadzam się - taki rozwój jest mało satysfakcjonujący. W tym sezonie już niczego nie odwrócimy. Przed nami praca do wykonania.

Praca u podstaw czy praca od podstaw?

- Praca jak co sezon - próba pozostawienia filarów i ich obudowania. Mamy w głowie pewne założenia. Priorytetem jest spięcie budżetu. Jeśli chodzi o aspekt finansowy, to Arka od kilku lat idzie w dobrą stronę, co, niestety, niekoniecznie znaczy, że budżet będzie większy.

Zatem sprawy wydają się uporządkowane...

- Nie do końca. Zakładaliśmy trzyletni program porządkowania finansów w Arce. Sytuacja idzie ku lepszemu, ale to jest proces.

To dlaczego Arka nie dostała licencji na ekstraklasę i I ligę?

- W tej sprawie pojawiło się wiele plotek. Od razu zdementowałem, że nie mamy żadnych zaległości wobec ZUS-u i urzędu skarbowego. Komisja pierwszej instancji podejmuje decyzję bez przesłuchania strony i następnie ją uzasadnia. W trybie odwoławczym odnieśliśmy się do spornych punktów.

Zatem chodzi o braki w dokumentach?

- Proszono nas o uzupełnienie dokumentacji i rozwiązanie spornych kwestii.

Zmierza to w dobrym kierunku?

- Tak.

Za to wizerunkowo bardzo straciliście.

- To prawda, że w świat poszedł nieciekawy sygnał. Sam byłem zaskoczony decyzją komisji. To dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że przedstawiona sytuacja finansowa w raporcie jest lepsza niż w poprzednich latach. Nie miałem więc podstaw do niepokoju. W ponad 300-stronicowej dokumentacji wykazaliśmy, że klub mocno stoi na nogach. W przyszłym tygodniu nasze odwołanie powinno zostać rozpatrzone.

Zakładamy, że Arka ma licencję na I ligę. W poniedziałek należy spodziewać się pierwszych decyzji kadrowych? Przez szatnię przejdzie huragan?

- Z każdym piłkarzem usiądziemy do rozmów. Na pewno jednak będzie sporo rozstań.

Zostanie ktoś ze starej gwardii?

- Większości 30 czerwca kończą się kontrakty. Zakładam, że ktoś zostanie, ale proszę nie ciągnąć mnie za język. W poniedziałek będzie wszystko jasne.

Któryś ze starszych piłkarzy zawiódł pana najbardziej?

- Od kilku oczekiwaliśmy więcej. Jednak każdy przypadek trzeba rozpatrywać jednostkowo. Generalnie rozczarowanie z powodu braku awansu przysłania wiele pozytywów. A były dobre chwile, choćby te związane z Pucharem Polski. Czwarty raz Arka grała w półfinale. Rozgrywaliśmy emocjonujące i zwycięskie mecze z Koroną Kielce, Ruchem Chorzów oraz Miedzią Legnica. Nawet początek wiosny był świetny. Trzy mecze i trzy zwycięstwa. Warto też wspomnieć o pięknych bramkach Mateusza Szwocha z Koroną czy Wisłą Płock, Michała Rzuchowskiego z Olimpią w Grudziądzu, 12 bramek w rundzie Arkadiusza Aleksandra. Było dużo radości, ale brakuje jej na koniec sezonu.

Między słowami da się wyczuć, że skład Arki w następnym sezonie oparty będzie na młodzieży.

- Samą młodzieżą niczego się nie ugra, nawet tą najzdolniejszą. Mamy fajnych, młodych, zdolnych chłopaków, ale w kluczowych momentach muszą mieć wsparcie doświadczonych zawodników - dyrygentów. Ambicja, determinacja, agresja to pożądane cechy, ale niewystarczające na cały sezon.

To jaki jest zarys składu na nowy sezon?

- Wiem, do czego pan zmierza, nie chcemy przespać czasu między sezonami, ale chcemy działać z głową. Niedługo na rynku transferowym będzie spory ruch. Zarys szkieletu drużyny na nowy sezon już jest.

Prowadzicie już rozmowy z piłkarzami, którzy mogą przyjść do Arki?

- Tak. Rozmawiamy z zawodnikami i z ekstraklasy, i z I ligi. Do sezonu prawie dwa miesiące i zapewne wiele się jeszcze wydarzy.

Tylko żeby ci piłkarze zdążyli się zgrać, bo istnieje ryzyko, że transfery "last minute" znów nie wypalą, tak jak zimą.

- Takiej gwarancji nigdy nie ma. Zresztą chyba nie powiemy, że przyjście Ślusarskiego było niewypałem. Ocena pozostałych zawodników tez nie jest jednoznaczna.

Czy nie było błędem trzymanie trenera Pawła Sikory tak długo? Może zmiany na stanowisku szkoleniowca należało dokonać już po rundzie jesiennej, kiedy były ku temu argumenty?

- Być może, ale wracamy do rozmów "co by było gdyby...". Z trenerem Sikorą umawialiśmy się na konkretny cel. Jesień zakończył ze stratą czterech punktów do drugiego miejsca, a takie były minimalne założenia przed sezonem, żeby być blisko czołówki po pierwszej rundzie. Dla nas to był sygnał, że powinniśmy dokonać ruchów, które wzmocnią naszą kadrę. Trener spełnił nasze założenia, nie było więc podstaw, by go zwalniać. Kiedy mieliśmy to zrobić wiosną? Po remisie z Sandecją Nowy Sącz, gdy wcześniej Arka wygrała trzy mecze z rzędu? A może należało dać dokończyć sezon trenerowi Sikorze? Być może. Dokonując zmiany, szukaliśmy dodatkowego impulsu dla drużyny na finiszu rozgrywek. Czasem to, jak widać, za mało...

A nie było to dziwne, że Arka tak łatwo traciła punkty ze słabeuszami?

- Na pewno nie zabrakło im motywacji ze strony klubu. Za awans mieli obiecaną sporą premię. Mieli ją na wyciągnięcie ręki. Po jednej z kolejek wiosną byliśmy już na miejscu premiowanych awansem. To są profesjonaliści, grają dla pieniędzy. Prawdą jest, że w głupi sposób traciliśmy punkty w meczach, których nie mieliśmy prawa nie wygrać. Jaka tego przyczyna? Gdybym znał 100-procenową odpowiedź na to pytanie, to nie powtórzyłyby się wiosną wyniki z Okocimskim, ROW-em czy Kolejarzem.

KUPCEWICZ ZŁOŚCI SIĘ NA ARKĘ: BRAK AWANSU PORAŻKĄ CAŁEGO KLUBU!


Więcej o: