Dwie różne połowy Arki i remis z Sandecją na inaugurację sezonu w Gdyni [RELACJA + ZDJĘCIA]

Na inaugurację I ligi w Gdyni Arka zremisowała z Sandecją Nowy Sącz 1:1. Podopieczni Dariusza Dźwigały zagrali dwie różne połowy. W pierwszej połowie prezentowali się słabiutko, przegrywali 0:1 i nie mieli pomysłu na płynne akcje. Po przerwie ruszyli do odrabiania strat, ale zdołali odpowiedzieć jedynie golem Pawła Abbotta, dla którego był to pierwszy gol w drużynie żółto-niebieskich.
Mecz poprzedziła minuta ciszy ku pamięci legendy Arki Jacka Dziubińskiego, który w środę został pochowany na cmentarzu Komunalnym w Gdyni przy ul. Spokojnej. Specjalnie na jego cześć kibice przygotowali transparent: "Jacek Dziubiński, z Arką od 1970 roku... Na zawsze! Do zobaczenia na Górce!".

Gdynianie rozpoczęli spotkanie w identycznym składzie co z Dolcanem Ząbki. I w zasadzie tyle można by napisać o pierwszej połowie w wykonaniu podopiecznych Dariusza Dźwigały. Grą żółto-niebiescy dostroili się do warunków pogodowych i, jak słusznie zauważył jeden z kibiców, była to istna plaża. Jedyną godną odnotowania akcję Arka przeprowadziła w 27. minucie, ale wysiłek kolegów zniweczył Grzegorz Lech, który nie zdążył do podania Bartosza Ławy. W ogóle Lech prezentował się słabiutko przed przerwą i nic dziwnego, że w drugiej połowie już się nie pojawił. Podobnie jak Antonio Calderon. Tak na dobrą sprawę do zmiany nadawało się jeszcze kilku innych arkowców. Z faktu godnego odnotowania warto także wspomnieć o niecelnym strzale Pawła Abbotta.

Za to w 31. minucie goście wyszli na prowadzenie. Maciej Bębenek w łatwy sposób ograł Łukasza Kowalskiego, linię spalonego złamał Marcin Warcholak, strzał Bębenka zdołał jeszcze odbić Łukasz Skowron, ale wobec dobitki Mouhamadou Traore był już bezradny.

Zmiany pobudziły Arkę, która w drugiej połowie w końcu zaczęła strzelać celnie. Jednak za każdym razem górą był Marek Kozioł, który w odstępstwie kilku minut obronił uderzenia Pawła Abbotta oraz Marcina Warcholaka. Wcześniej z kolei Arkę uratował Skowron. Bramkarz Arki kapitalnie zachował się w sytuacji sam na sam z Łukaszem Grzeszczykiem, choć ten stał niepilnowany i mógł praktycznie pytać golkipera żółto-niebieskich, w który róg uderzyć.

Próby gdynian przyniosły efekt w 62. minucie. W polu karnym po dośrodkowaniu Michała Nalepy powstało zamieszanie. W "16" najlepiej odnalazł się Abbott i strzałem na raty doprowadził do wyrównania. Filigranowy pomocnik żółto-niebieskich dał bardzo dobrą zmianę. W parze z Ławą napędzał ataki gdynian po przerwie. Lepiej zaczęły funkcjonować też skrzydła, co było zasługą Pawła Wojowskiego.

Po bramce gdynianie przejęli inicjatywę, ich napór trwał, lecz brakowało kropki nad i. Wszystkie próby strzałów mijały bramkę gości w bezpiecznej odległości. Pod koniec meczu Arka zamknęła nawet gości na własnej połowie. Jednak zwycięskiej bramki nie zdołała strzelić. A miała ku temu świetną okazję. W doliczonym czasie gry w pole karne wpadł Ława, minął już bramkarza i gdy wydawało się, że umieści piłkę w pustej bramce, jak spod ziemi wyrósł obrońca Sandecji, wybijając futbolówkę z linii!

Dla Arki był to drugi remis w tym sezonie.