Łukasz Kowalski: Kibice zapamiętają z tego meczu może z 30, 35 minut naszej dobrej gry

Łukasz Kowalski po meczu z Sandecją Nowy Sącz przyznał, że Arka ma problem z równą grą przez 90 minut. - Musimy szukać przyczyn, dlaczego dopiero w drugiej połowie odpaliliśmy. W Ząbkach było podobnie. Kibice zapamiętają z tego meczu może tylko z 30, 35 ostatnich minut naszej dobrej gry - mówił obrońca żółto-niebieskich.
Trener Dariusz Dźwigała, widząc nieporadność swojej drużyny, przeprowadził w przerwie dwie zmiany. Boisko opuścili bezproduktywni Antonio Calderon i Grzegorz Lech, których zastąpili młodzi Paweł Wojowski i Michał Nalepa. Od tego momentu gra Arki nabrała rozpędu.

- Zmiany w przerwie były sygnałem, że nie możemy tak dalej grać i musimy dążyć do bramki wyrównującej. Rozmowy w szatni poskutkowały tym, że uwierzyliśmy w siebie i na drugą połowę wyszliśmy odmienieni. Owszem, znamy swoją wartość, ale musieliśmy coś zmienić. Trochę nieszczęśliwie straciliśmy bramkę, chwilę wcześniej Krzysiek Sobieraj wybił piłkę z pustej bramki. Już ta sytuacja była dla nas ostrzeżeniem. No a potem przegrywaliśmy - zauważył Kowalski.

- Musimy szukać przyczyn, dlaczego dopiero w drugiej połowie odpaliliśmy. Zostaje nam za mało minut na odrobienie strat, a co dopiero na zmianę wyniku na naszą korzyść. Chociaż w końcówce Bartek Ława miał sytuację, po której piłka spokojnie powinna wpaść do bramki. Ale oni też mieli okazję na 2:0. Liczę, że kibice zapamiętają z tego meczu może tylko z 30, 35 ostatnich minut naszej dobrej gry - dodał obrońca żółto-niebieskich.

Mimo że Arka z Sandecją musiała gonić wynik, remis 1:1 nie zadowala gdynian.

- Sytuacji mieliśmy więcej niż z Dolcanem. Mecz w Ząbkach wyglądał podobnie jak nasza gra w pierwszej połowie z Sandecją. Cieszę się, że Paweł [Abbott] strzelił bramkę, bo wszyscy zaczęli już mu liczyć, kiedy ostatnio zdobył gola. Mam nadzieję, że teraz będzie strzelał jak z automatu - podkreślił Kowalski.

Polska, zagranica, peryferia futbolu - wielki exodus w Arce