Sport.pl

Puchar Polski. Spora niespodzianka w Wejherowie. III-ligowy Gryf lepszy od bezradnej Arki!

Arka potyka się już na pierwszej przeszkodzie w Pucharze Polski. Gdynianie po bardzo słabym meczu w swoim wykonaniu, gdzie długimi momentami byli gorsi od III-ligowego Gryfa Wejherowo, przegrali 0:1 i mogą skupić się już tylko na grze w lidze. Jedyną bramkę zdobył Michał Fierka. Powiedzieć, że to niesmak, to nic nie powiedzieć...
Jak można było się spodziewać, przyjazd Arki do Wejherowa wzbudził bardzo duże zainteresowanie. Na trybunach 50 proc. kibiców stanowili sympatycy żółto-niebieskich z Gdyni oraz okolicznych FC (Wejherowo, Rumia, Reda). Co ciekawe, specjalnie na ten mecz kibice gdyńskiej drużyny wybrali się w podróż... rowerami. Do przejechania mieli ok. 30 km. Trzeba przyznać, że tak prosportowa forma wyjazdu wśród fanów innych zespołów jest rzadko spotykana. W dodatku Arka na Wzgórze Wolności zawitała po raz pierwszy od 11 lat (29 lipca 2003). Wówczas także w ramach Pucharu Polski gdynianie wygrali aż 5:1, a w następnej rundzie wyeliminowali naszpikowaną gwiazdami Wisłę Kraków.

Mecz z końcówki lipca 2003 roku dobrze pamięta Łukasz Kowalski, który wtedy grał na prawej obronie Arki, dziś jest w składzie żółto-niebieskich, ale do Wejherowa nie pojechał. Pojawił się za to - i to w innej roli - Grzegorz Niciński. Twórca sukcesów Gryfa (awans do II ligi oraz gra w ćwierćfinale Pucharu Polski z Legią Warszawa) został godnie przywitany przez miejscowych działaczy pamiętających jego zasługi dla klubu. I w podziękowaniu otrzymał okazały bukiet kwiatów.

Pod nieobecność kilku podstawowych piłkarzy (m.in. Łukasza Skowrona, Krzysztofa Sobieraja, Antoniego Łukasiewicza) rolę kapitana Arki pełnił 19-letni Paweł Wojowski. Po raz pierwszy w oficjalnym meczu Arki wystąpił Brazylijczyk Alan Fiahlo, a na bokach - odpowiednio lewej obrony i prawej pomocy - zagrali byli piłkarze Gryfa Marcin Warcholak oraz Paweł Brzuzy.

Arka dość długo wchodziła w mecz i od mniej więcej kwadransa jej gra się ożywiła, ale to gospodarze jako pierwsi zdobyli bramkę. Błąd Alana wykorzystał Michał Fierka, który popisał się świetnym strzałem z 30 metrów. Uskrzydleni wejherowianie po kilkunastu minutach mogli zdobyć kolejnego gola. Widząc ospałość w grze swojej drużyny, trener Dźwigała przeprowadził przed przerwą aż dwie zmiany, gdyż gra gdynian nie układała się po jego myśli. To i tak łagodne określenie występu żółto-niebieskich w pierwszej części meczu, bo grający dwie klasy niżej rywal miał więcej z gry i stwarzał sytuacje.

Na pierwszą udaną akcję Arki kibice musieli czekać do 55. minuty, kiedy ponad bramką główkował Grzegorz Lech. A po chwili piłka po raz drugi wylądowała w bramce Miszczuka. Na szczęście dla arkowców sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. W końcówce spotkania Arka przycisnęła, lecz jej przewaga ograniczała się jedynie do licznych dośrodkowań, z których nie wynikało żadne zagrożenie pod bramką Ferry. I tak wielka niespodzianka stała się faktem.

Żółto-niebiescy przez 90 minut meczu nie byli w stanie oddać ani jednego celnego strzału!

Gryf Wejherowo - Arka Gdynia 1:0 (1:0)

Bramka: Fierka (23.)

Gryf: Ferra - Kowalski ż, Kostuch, Skwiercz, Osłowski - Wicki (77. Kenner), Wicon, Kołc, Gicewcz ż - Rzepa ż, Fierka (58. Ilanz)

Arka: Miszczuk - Sulewski (79. Koziara), Alan Fialho, Marcjanik, Warcholak - Nalepa, Lech - Brzuzy (42. Jagiełło), Calderon (42. Ława), Wojowski ż - Abbott.

Polska, zagranica, peryferia futbolu - wielki exodus w Arce


Więcej o: