Sport.pl

Adam Duda pogrążył Arkę. Gdynianie przegrali z Widzewem

Chaos, niedokładność, nieskuteczność i kompletny brak piłkarskiej jakości. Tyle w meczu z Widzewem Łódź zaprezentowali piłkarze Arki Gdynia, którzy przegrali ze spadkowiczem z ekstraklasy 1:2. Zwycięską bramkę łodzianie zdobyli w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry za sprawą wychowanka Lechii Gdańsk Adama Dudy.
Recepta gdynian na Widzew była prosta. Żółto-niebiescy w porównaniu do przegranego spotkania ze Stomilem w Olsztynie mieli poprawić rozegranie piłki w ofensywie. Podopieczni Dariusza Dźwigały mieli zdominować rywala w środku pola, zepchnąć go do defensywy i cierpliwie czekać na pojawienie się luki w linii obronnej łodzian. Do tego dojść miała również lepsza gra na skrzydłach, a także poprawa skuteczności strzałów.

Tyle w teorii, bo boiskowa praktyka pokazała coś zupełnie innego. Gdynianie w chęci lepszej gry w ataku kompletnie zapomnieli o zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki i już w czwartej minucie mogli odczuć tego bardzo bolesne skutki. Michał Marcjanik podał piłkę wprost pod nogi Adama Dudy, który miał przed sobą kilkadziesiąt metrów wolnej przestrzeni i tylko Łukasza Skowrona w bramce Arki. O ile z pokonaniem dystansu do bramki napastnik Widzewa problemów nie miał, o tyle z umieszczeniem w niej piłki już tak i tylko dzięki fatalnemu pudłu Dudy arkowcy mogą zawdzięczać to, że meczu nie rozpoczynali z bagażem straconej bramki.

W pierwszej połowie nie funkcjonowała nie tylko obrona Arki. Kompletnie bezproduktywni byli także pomocnicy. Antoni Łukasiewicz nie był w stanie ogarnąć chaosu, jaki panował w szeregach żółto-niebieskich od pierwszego gwizdka, Bartosz Ława grał na stojąco i nie potrafił przytrzymać piłki na połowie Widzewa, a także posłać dokładnego prostopadłego podania do Pawła Abbotta, a Aleksander Jagiełło kiwał się chętnie i często, ale kompletnie bez sensu.

W pierwszej połowie Arka dobrze zagrała tylko przez pięć minut. Ale co to było za pięć minut! W 30. minucie żółto-niebiescy zdobyli bramkę. Był to tzw. gol z niczego, ale bardzo rzadkiej urody. Michał Nalepa umiejętnie odebrał piłkę w polu karnym Widzewa Bartłomiejowi Kasprzakowi, obrócił się w stronę bramki i bez większego zastanowienia świetnie strzelił obok bramkarza Widzewa. Chwilę później mogło być 2:0, kiedy Ława wreszcie dobrze dograł do Abbotta, ale ten w dogodnej sytuacji nie trafił czysto w piłkę. Potem próbował jeszcze z dystansu Łukasiewicz, ale posłał piłkę w trybuny.

Na tym zakończyły się podrygi Arki w ofensywie w pierwszej połowie. Od 35. minuty na boisku dominował Widzew, który mógł wyrównać za sprawą Cristiana Del Toro. Hiszpan po rzucie rożnym najpierw główkował, ale jego strzał odbił Skowron, a potem dobijał z trzech metrów na pustą bramkę, jednak nie trafił w jej światło. W 41. minucie stało się jednak to, na co arkowcy "pracowali" od początku spotkania. Bohater z 30. minuty Nalepa podał wprost pod nogi Mariusza Rybickiego, ten zaś doskonale wrzucił piłkę w pole karne do kompletnie niepilnowanego Piotra Mrozińskiego (gdzie był w tym czasie Krzysztof Sobieraj, chyba tylko on sam wie). Pomocnik Widzewa miał więc mnóstwo czasu, żeby dobrze się złożyć, ustawić właściwie piłkę na stopie i strzelić nie do obrony dla Skowrona.

Drugą połowę gdynianie zaczęli dynamicznie i z energią, ale werwy wystarczyło im tylko na kwadrans, w którym Arka kilka razy starała się stworzyć dogodną okazję po dośrodkowaniach z bocznych sektorów boiska. Centrom żółto-niebieskich brakowało jednak dokładności lub siły, a wraz z kolejnymi minutami tempo gry Arki spadało, a rósł poziom frustracji jej poszczególnych piłkarzy, trenerów, a także kibiców. Jedynym radosnym momentem dla żółto-niebieskich było wejście na boisko w 68. minucie Marcusa da Silvy, który wrócił do gry po pięciomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kostki. Jednak nawet on nie był w stanie natchnąć zespołu do skuteczniejszej postawy w ofensywie.

Niewiele pozytywnego w drugiej części meczu pokazali również gracze Widzewa, którzy mieli dwie dobre okazje do zdobycia zwycięskiej bramki, jednak w 73. minucie składny kontratak zmarnował Rybicki, a w 86. w polu karnym niecelnie strzelał David Kwiek. Jednak już w doliczonym czasie gry udało im się wyprowadzić zabójczą dla Arki kontrę, którą po podaniu Kasprzaka płaskim strzałem po ziemi wykończył Duda i przerwał tym samym serię 33 meczów bez wygranej Widzewa na wyjeździe. Przed wygraną z Arką łodzianie na boisku rywala triumfowali po raz ostatni w październiku 2012 roku, kiedy pokonali 2:1 Piasta Gliwice.

Więcej o:
Komentarze (4)
Adam Duda pogrążył Arkę. Gdynianie przegrali z Widzewem
Zaloguj się
  • el.pistolero

    Oceniono 17 razy 7

    Pozdrowienia dla mega frajerów z Gdyni, którzy przegrali z klubikiem, nie potrafiącym wygrać na wyjeździe od 32 meczów. Tak, 32 mecze bez zwycięstwa i przełamanie na Arce. Frajerzy!

  • chelmonkatylkowidzew

    Oceniono 9 razy 5

    RTS RTS RTS RTS RTS

  • piotrus8268

    Oceniono 7 razy 3

    Brawo Duda!! niestety trochę brakuje ci techniki ale mało który piłkarz tak inteligentnie się ustawia (chociaż meczu nie widziałem), oglądam Maribor ;]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX