Sport.pl

Dariusz Dźwigała: Biorę pełną odpowiedzialność za sytuację w Arce. To moja wina

- W Gdyni aktualnie jest wszystko, tylko nie wyniki sportowe. Wierzę, a wręcz jestem pewny, iż w końcu to wszystko zaskoczy. Zrozumiem każdą decyzję włodarzy klubu, ale sam się nie poddaję. Wierzę w to, co robimy - mówił po przegranym przez Arkę 2:4 meczu z Termalicą Bruk-Betem Nieciecza trener gdynian Dariusz Dźwigała.
- Biorę pełną odpowiedzialność za sytuację w Arce. To moja wina, bo ja odpowiadam za ten zespół. Widocznie obraliśmy zły kierunek. Jesteśmy chwaleni za grę, ale nic nam to nie daje. Tylko sześć punktów to coś niemożliwego dla takiego klubu jak Arka - przyznał Dźwigała.

Zdaniem szkoleniowca Arki w grze żółto-niebieskich przeciwko Termalice szwankowała organizacja gry przy stałych fragmentach dla rywala.

- Tracimy bramki w dziecinny sposób. Byliśmy przygotowani na stałe fragmenty Niecieczy, wiedzieliśmy, jak ta drużyna je wykonuje, a mimo to straciliśmy po nich bramki. Nie mam nic na nasze usprawiedliwienie, nawet to, że jesteśmy w fazie przebudowy, nie jest wytłumaczeniem - podkreślił trener gdynian. - Chcemy być stroną dominującą i narażamy się na kontry. Jednak po nich nie tracimy za dużo bramek. Tracimy je za łatwo po stałych fragmentach. Jakby to przeanalizować, to mamy średnią wzrostu wyższą niż drużyna z Niecieczy. Tym bardziej boli utrata takich bramek. Uczulam piłkarzy, by niepotrzebnie nie faulować. Dziś znowu na 1:1 straciliśmy bramkę po niepotrzebnym faulu - dodał Dźwigała.

- Nasze porażki nie są spowodowane stylem gry. Też czasem musimy się bronić i wybijać piłki. My tracimy bramki po stałych fragmentach lub szkolnych błędach, np. gdy zawodnik podaje do przeciwnika. Dziś straciliśmy bramkę na 4:2 po kontrze i chyba było to po raz pierwszy w tym sezonie.

Jednym z najważniejszych elementów gry w piłkę jest psychika. Zawodnicy wiedzą, że ja w nich wierzę. Dążę do tego, by zawodnicy byli odpowiedzialni za piłkę w każdym sektorze boiska. Każdy zdaje sobie sprawę, że mamy tylko sześć punktów i każdy coś zawalił. Każdy z nas przeanalizuje na chłodno ten mecz i wyciągniemy wnioski. Brakuje nam też trochę szczęścia, które jest potrzebne w piłce.

Za tydzień nikt nie będzie pamiętał, że ktoś nas chwali. Liczy się miejsce w tabeli i wyniki. A ja jestem postrzegany przez ich pryzmat. Oczekiwania tu są wysokie, bo inne nie mogą być. W Gdyni aktualnie jest wszystko, tylko nie wyniki sportowe. Powtarzam jednak, że wierzę, a wręcz jestem pewny, iż w końcu to wszystko zaskoczy. Zrozumiem każdą decyzję włodarzy klubu, ale sam się nie poddaję. Wierzę w to, co robimy - zakończył trener gdyńskiej drużyny.

MICHAŁ GLOBISZ STRACIŁ WZROK. PRZEDE MNĄ NAJWAŻNIEJSZY MECZ. NIE WIEM, CZY GO WYGRAM


Więcej o: