Sport.pl

Aleksander Jagiełło: Jesteśmy winni tego, że nie ma już nami trenera Dźwigały [ROZMOWA]

- Nasz największy problem to głowa. Każdemu z nas zależy na Arce. Jest to fajny klub. Każdy z nas chce się odbudować, przede wszystkim po to, aby na trening móc przychodzić z pozytywną myślą, a nie ze spuszczoną głową. Cały czas uważam, że potrzebujemy meczu na przełamanie. Wówczas odblokujemy głowy i uwolnimy gdzieś tam ukryty potencjał - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl piłkarz Arki Gdynia Aleksander Jagiełło, który zagrał we wszystkich dziewięciu dotychczasowych ligowych meczach żółto-niebieskich (w czterech od 1 do 90 minut) i zdobył jedną bramkę.
Piotr Wiśniewski: Jak decyzję o zmianie trenera i aktualną sytuację Arki komentuje szatnia?

Aleksander Jagiełło: Nie tak to miało wyglądać. Przed sezonem nie zapowiadało się, że po kilku meczach będziemy w takim miejscu. Cóż... w końcu trzeba się odbić. Myślę, że jeden mecz, jedno zwycięstwo przełamie naszą złą passę, dzięki czemu będziemy szli po kolejne wygrane. W głowach nam to wszystko siedzi. Strata trenera, niskie miejsce... Wierzę jednak, że się podniesiemy i karuzela ruszy z miejsca.

Kibice Arki zastanawiają się, gdzie ten Jagiełło z Podbeskidzia. W Lechii panu nie wyszło, w Arce mimo regularnej gry nie jest dobrze. A jak pan ocenia swoją dyspozycję?

- Lechia to już jest temat zamknięty. Nie chcę do tego wracać. Odkąd jestem w Arce, trener Dźwigała cały czas na mnie stawiał, mimo że grałem mecze lepsze i gorsze, za co mu dziękuję. Tak to już w piłce jest. Czasem bardzo się chce, a nie idzie tak jak powinno. Nie ma co zawracać sobie tym głowy, bo będzie przez to tylko gorzej. Trzeba się odbudować jednym dobrym meczem. Najważniejsza jest drużyna. Wierzę, że w końcu ruszymy.

Warszawscy dziennikarze piszą o niewykorzystanym potencjale Jagiełły. Coś w tym jest?

- Wierzę w siebie. Znam swoje umiejętności. Jednak na tę chwilę nie mogę się odblokować. Myślę, że to kwestia czasu. Wiem, że potrafię więcej i mogę więcej dać drużynie. Trzeba to jednak pokazać na boisku.

Potencjał drużyny też jest wyższy niż miejsce w tabeli. Dlaczego się zacięliście?

- Nasz największy problem to głowa. Każdemu z nas zależy na Arce. Jest to fajny klub. Każdy z nas chce się odbudować, przede wszystkim po to, aby na trening móc przychodzić z pozytywną myślą, a nie ze spuszczoną głową. Cały czas uważam, że potrzebujemy meczu na przełamanie. Wówczas odblokujemy głowy i uwolnimy gdzieś tam ukryty potencjał.

Jak wy, piłkarze, reagujecie na odejście trenera Dźwigały? Czujecie się współodpowiedzialni za słabe wyniki Arki?

- Tak. To my wychodzimy na boisko i my na nim gramy. Jesteśmy winni tego, że niestety nie ma już z nami trenera Dźwigały.

Bardzo żałowaliście, że trener nie dokończył swojego projektu?

- Za trenerem Dźwigałą staliśmy murem. Chcieliśmy, aby dokończył to, co zaczął w Arce. Wierzyliśmy w to, co robił. Tylko nie potrafiliśmy tego przełożyć na wynik. Cóż... Kierownictwo klubu podjęło taką decyzję. Musimy się z tym pogodzić i wziąć się w garść. A trenerowi Dźwigale możemy tylko podziękować i życzyć powodzenia.

Piłkarze w takiej sytuacji zwykli mawiać: "można dużo mówić, ale wypada słowa przekuć w czyn na boisku". Nadszedł ten moment?

- Tego gadania było już sporo. Sami o tym wiemy. Już z Termaliką i Chojniczanką byliśmy blisko zwycięstwa. Potrzebowaliśmy tych wygranych, nieważne w jakim stylu. Pozostał niedosyt. Doszło do zmiany trenera. Przed nami mecz w Płocku. Teraz praktycznie każde spotkanie jest dla nas bardzo ważne.

Więcej o: