Arka wciąż bez zwycięstwa u siebie. Wigry obnażyły słabości gdynian [RELACJA + ZDJĘCIA]

24 maja - tego dnia piłkarze Arki Gdynia po raz ostatni wygrali przed własną publicznością (3:2 z Puszczą Niepołomice). Od tego czasu albo remisowali, albo przegrywali. I bilansu tego nie poprawią także po meczu z Wigrami Suwałki. Beniaminek I ligi wygrał 1:0, obnażając wszystkie słabości gdynian, a tych w obecnym sezonie jest aż nadto.
To był szczególny mecz dla Grzegorza Nicińskiego, który debiutował w roli pierwszego trenera przed swoją gdyńską publicznością. Przed meczem Niciński pełniący funkcję pierwszego szkoleniowca (nadal nie wiadomo, czy nie jest to opcja chwilowa) mówił, że prowadzenie Arki w Gdyni to jego marzenie.

Arka zaczęła w identycznym zestawieniu co przed tygodniem z Wisłą Płock (1:0). W składzie gości z powodu kontuzji zabrakło Tomasza Jarzębowskiego, byłego piłkarza żółto-niebieskich. W pierwszej połowie gdynianie grali tak, jakby chcieli zepsuć osobiste święto swojemu trenerowi. Już w 18. minucie Wigry objęły prowadzenie po stałym fragmencie gry. Błąd w ustawieniu arkowców, brak krycia i niepilnowany Michał Kopczyński z bliska strzałem głową pokonał Łukasza Skowrona.

Wyjątkowa nieporadność Arki w defensywie mogła się na nich zemścić jeszcze co najmniej dwa razy. Najpierw gdy sam przed Skowronem stanął Kamil Adamek, który posłał piłkę wysoko nad bramkę. Potem w końcówce tej części meczu kontrę gości golem powinien zakończyć Karol Mackiewicz. Jednak na posterunku był bramkarz Arki. Chwilę wcześniej groźnie z 20 metrów uderzał strzelec bramki Kopczyński. Najgroźniejszym piłkarzem gdynian w pierwszej połowie był młody Robert Sulewski. 20-latek dwukrotnie groźnie uderzał w światło bramki. Za każdym razem interwencją musiał się ratować Karol Salik - za pierwszym razem po strzale z ostrego kąta, a za drugim po uderzeniu z pierwszej piłki.

W przerwie żółto-niebiescy musieli dostać ostrą reprymendę od Nicińskiego, bo drugą połowę rozpoczęli z dużym animuszem. Wysoko ustawiony pressing i gra podaniami po ziemi miały być kluczem do sforsowania obrony Wigier. Ponadto ataki gdynian miał napędzać Aleksander Jagiełło, a gdy i ten manewr nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, "Nitek" wprowadził na boisko da Silvę. Sęk w tym, że zamiast grać krótkimi podaniami, arkowcy z uporem maniaka grali wysokie piłki na... wysokich obrońców Wigier. I liczyli na szybkiego Michała Szuberta. Z tym że napastnik żółto-niebieskich pozostawiony był sam sobie, bo na podania od kolegów nie mógł liczyć. Jeśli już nawet otrzymał piłkę, to było to dziełem przypadku. Trybuny podrywały się, gdy ambitny Krzysztof Sobieraj próbował wyprowadzić piłkę z własnej połowy, lub w sytuacji, kiedy gdynianie wymienili kilka podań... o jedno za dużo.

Były też okazje. Jak na przykład w 78. minucie, kiedy dośrodkowanie Michała Nalepy głową przedłużył Alan Fialho. Piłka minęła bramkę tuż obok.

Arka miała ponad 70 minut na odrabianie strat, ale tego dnia po prostu nie miała żadnych argumentów. A seria meczów bez wygranej w Gdyni trwa już od 24 maja. To bilans wstydliwy dla gospodarzy. W tym sezonie na Stadionie Miejskim wygrywały już Widzew Łódź (2:1), Termalica Nieciecza (4:2), teraz dołączyły do tego zestawienia Wigry. Remis z Gdyni z kolei wywoziły Chojniczanka Chojnice (1:1) i Sandecja Nowy Sącz (1:1). Fakty są nieubłagane. Coś takiego jak gdyńska twierdza w przypadku Arki nie istnieje. Bardziej pasuje tu słowo klątwa.

Arka - Wigry 0:1 (0:1)

Bramka: Kopczyński (18.).

Arka: Skowron - Kowalski, Alan Ż, Sobieraj, Warcholak - Sulewski (61. da Silva), Ława, Łukasiewicz, Wojowski (46. Jagiełlo) - Lech (64. Nalepa) - Szubert.

Wigry: Salik - Bogusz, Karankiewicz, Mackiewicz, Biel, Adamek (76. Radzio), Rafalskis, Wichtowski, Tarnowski (72. Michałowski), Bartkowski, Kopczyński.