Marcus da Silva: W końcu wygraliśmy u siebie. Na pewno jest jeszcze dużo do poprawienia

Od ostatniego zwycięstwa Arki w Gdyni minęło prawie pięć miesięcy. W sobotę gdynianie przerwali fatalną serią na własnym stadionie, pokonując 1:0 beniaminka I ligi Pogoń Siedlce. Jedyną bramkę dla żółto-niebieskich zdobył Bartosz Ława.
Ostatnia wygrana żółto-niebieskich przed własną publicznością miała miejsce 21 maja (3:2 z Puszczą Niepołomice). Z Pogonią podopiecznym Grzegorza Nicińskiego udało się przełamać fatum Stadionu Miejskiego w Gdyni (relacja tutaj).

- Cieszymy się, że w końcu wygraliśmy u siebie. Zaangażowanie i walka w dzisiejszym meczu została wynagrodzona trzema punktami. Na pewno jest jeszcze dużo do poprawienia, ale jak wychodzimy na boisko, to zawsze walczymy o trzy punkty. Czasami dobrze graliśmy i przegrywaliśmy, czasami graliśmy gorzej i zdobywaliśmy punkty. Jeżeli gram w ataku, to kibice oczekują ode mnie bramek i na pewno to trzeba poprawić. Jednak cieszę się bardzo, że dziś udało się wygrać - mówił po meczu Marcus da Silva.

W 74. minucie Brazylijczyk po podaniu Ławy wychodził sam na sam z bramkarzem Pogoni. Ten jednak powalił go przed polem karnym, a arbiter Wojciech Krztoń pokazał za to przewinienie żółtą kartkę, choć zdaniem wielu powinien wyjąć z kieszonki czerwoną kartkę.

- Z mojej perspektywy byłem faulowany, a bramkarz był ostatnim zawodnikiem i powinna być czerwona kartka... ale to nieważne, liczą się trzy punkty - dodał da Silva.

SYTUACJI W ARCE WINNA JEST JEDNA OSOBA - DYREKTOR SPORTOWY