Bartosz Ława: Bramka na 0:1 ewidentnie podcięła nam skrzydła

Nie takiego przebiegu meczu w Lubinie oczekiwali kibice, piłkarze i sztab szkoleniowy Arki. Gdynianie dobrze rozpoczęli spotkanie z faworyzowanym Zagłębiem, ale dwie szybko stracone bramki wybiły ich z rytmu. W efekcie jeszcze do przerwy gospodarze zdobyli trzecią bramkę, a czwarte trafienie dołożyli w drugiej połowie.
Arka rozpoczęła obiecująco. Wysoko podeszła na połowę Zagłębia, zagęściła środek pola. Wystarczył jednak jeden błąd i cała gra żółto-niebieskich posypała się. Lubinianie już po pierwszej połowie prowadzili 3:0. Mimo prób w końcówce meczu podopiecznym Grzegorza Nicińskiego nie udało się strzelić choćby gola honorowego.

- Przyjechaliśmy tutaj z nastawieniem, żeby wyjść wysoko, przejąć piłkę i prowadzić grę. Pierwsza część pierwszej połowy była zdecydowanie pod nasze dyktando, ale bramka, którą straciliśmy na 0:1, ewidentnie podcięła nam skrzydła. Jak się traci takie bramki, to zaczyna się grać coraz ciężej. Zagłębiu powiał wiatr w żagle, szybko zdobyło drugą bramkę i wtedy już kompletnie przejęło inicjatywę w tym spotkaniu - ocenił występ drużyny Bartosz Ława w rozmowie z reporterem Orange Sport.

Gdynianie nadal balansują na granicy strefy spadkowej. Tydzień temu wygrali z Pogonią Siedlce, ale to zwycięstwo przy wysokiej porażce w Lubinie tak naprawdę nic nie dało Arce.

- Nasza sytuacja jest nieciekawa już od dłuższego czasu. Ostatnio wygraliśmy mecz, trochę się dźwignęliśmy i przyjechaliśmy na bardzo ciężki teren. Chcieliśmy tu zdobyć jakieś punkty, ale się nie udało. Czekają nas teraz bardzo ciężkie mecze z bezpośrednimi sąsiadami w tabeli i trzeba się skoncentrować na meczu z Chrobrym Głogów.

- SYTUACJI W ARCE WINNA JEST JEDNA OSOBA - DYREKTOR SPORTOWY