Co się dzieje z Aleksandrem Jagiełłą? "Rok temu o tej porze strzelał bramki Lechii i Legii"

O Aleksandrze Jagielle mówiło się, że to kolejny złoty chłopak z młodego pokolenia Legii wychowanej przez akademię piłkarską stołecznej drużyny. Po udanych występach w ekstraklasie w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała 19-latek od ponad roku przeżywa załamanie formy. W Arce miał być piłkarzem robiącym różnicę, jednak gra poniżej swoich możliwości. Dlaczego?
Obserwuj autora na Twitterze - @PiWisniewski

Jagiełło. Rocznik 1995. Urodzony w Warszawie, w Legii został ukształtowany jako piłkarz. Według niektórych talentem przewyższał Jakuba Koseckiego z najlepszego okresu. W sezonie 2012/13 ocierał się o pierwszy skład mistrzów Polski, zagrał nawet w trzech meczach Pucharu Polski i miał wyjechać na obóz z Legią. Trafił jednak do Podbeskidzia prowadzonego przez Czesława Michniewicza. Pod Klimczokiem spędził rundę jesienną. Zagrał w 18 spotkaniach (w dziewięciu w pierwszej "11"), strzelił dwie bramki. Na rundę wiosenną został wypożyczony do Lechii Gdańsk, gdzie zaliczył spory zjazd. Tam praktycznie nie powąchał murawy (22 minut), a przed tym sezonem trafił do Arki. Na początku lipca podpisał jeszcze nowy, roczny kontrakt z Legią.

W Arce rozczarował na całego. Na początku sezonu był podstawowym piłkarzem, ale po zmianie na ławce trenerskiej gdynian został odsunięty na boczny tor. W efekcie grywał w rezerwach. Jesienią wystąpił w 15 meczach I ligi, strzelając jednego gola.

Bolesny efekt Lechii

- Martwi mnie to, co dzieje się z Olkiem - mówi Michniewicz. - Rok temu o tej porze grał bardzo dobrze i strzelał bramki Lechii i Legii [9 listopada i 1 grudnia - przyp. aut.]. Był młody, brałem go z Legii z myślą o tym, że ma być zawodnikiem wchodzącym. Tymczasem po okresie przygotowawczym stał się podstawowym piłkarzem. Świadomie szafowałem jego siłami, bo w niektórych meczach widać było u niego oznaki zmęczenia. Zaszkodził mu epizod z Lechią. Nie dostał tam szansy. Jest wrażliwym chłopakiem, on musi czuć wsparcie trenera. Oczywiście nie oczekuje, że dostanie miejsce za darmo.

Michniewicz uważa, że Jagiełło potrzebuje trenera psychologa. Kogoś takiego, kto dotrze do jego głowy. W przeciwnym razie Olek zamyka się w sobie, a problemy tylko się nawarstwiają, odbijając się na dyspozycji 19-letniego skrzydłowego.

Tylko u nas: MNIEJSZY BUDŻET NIE USPRAWIEDLIWA GRY ARKI

- Myślę, że żaden trener - ani Darek Dźwigała, Grzesiek Niciński czy wcześniej Michał Probierz nie powie o Olku, że się nie stara. Jest bardzo pracowity. To solidny chłopak. Tylko, że ma w głowie blokadę. Myślałem, że Olek będzie wkrótce gwiazdą. Nie tylko w Arce, ale też w Legii - podkreśla były trener Jagiełły w Podbeskidziu.

Dlaczego chłopak z takim talentem nie potrafi rozwinąć skrzydeł w I lidze?

- Coś go hamowało w Lechii. W Arce to też nie ten sam zawodnik, którego pamiętam z Podbeskidzia. Widać, że na boisku się męczy. Brakuje mu błysku i szybkości reakcji, czyli cech, które wcześniej go charakteryzowały. To nie znika z dnia na dzień, po prostu trzeba na nowo wyzwolić w nim potencjał. Olek jest typem szybkościowa, musi być bardzo dobrze przygotowany - podkreśla Michniewicz, który stanowczo zaprzecza głosom, jakoby Olek Jagiełło był jeźdźcem bez głowy.

Napakowany jak kabanos

- Takie opinie są krzywdzące. To zwykłe bzdury. Olek ma zmysł do gry kombinacyjnej. W Podbeskidziu ustawiałem go z boku Maćka Iwańskiego czy Sebastiana Bartlewskiego i czuł się w tej roli świetnie. Nie jest dobrym rozwiązaniem ustawianie go na prawym skrzydle z myślą o tym, żeby zbiegał do środka. Tu jest problem. Olek nie ma nawyków Robbena. To typowy lewy pomocnik. Lubi grać, gdy z przodu ma wysokiego napastnika. Nie wiem, czy Arka planuje zimą ściągnąć takiego piłkarza, taki miał być Paweł Abbott. Olek umie zagrać piłkę w punkt. Pamiętam, że gdy graliśmy na Lechii [remis 2:2], w ten sposób obsłużył podaniem Marcina Wodeckiego [bramka na 1:0 - przyp. aut.]. Ma naturalny nawyk zbiegania na lewą nogę - zauważa były szkoleniowiec m.in. Lecha Poznań i Zagłębia Lubin. I dodaje: - Absolutnie nie można go skreślać. Prowadzenie go wymaga cierpliwości i wyrozumiałości trenerów. Przede wszystkim Olkowi potrzeba indywidualizacji. Nie można wrzucić go do jednego worka ze wszystkim piłkarzami. Pamiętam jak po meczu Flota - Arka w Świnoujściu, który komentowałem, spotkałem Olka na promie, spojrzałem na jego nogi, chwyciłem za udo, a tam bardzo mało mięśni. Wcześniej był napakowany jak kabanos. A teraz mięciutkie nogi, które nie pozwalają na wykorzystanie potencjału. Olek jest szybki, nie będzie się przepychał z obrońcami, dlatego powinien być dobrze przygotowany siłowo. W tej rundzie nogi go nie niosły. Nie wiem, czy nie było to pokłosie wcześniej gry w Lechii - zaznacza Michniewicz.

Po dobrze przepracowanej zimie z trenerami Grzegorzem Nicińskim i Grzegorz Wittem talent Jagiełły może rozkwitnąć na nowo.

- Z Olkiem miałem kontrakt na zasadzie ojciec - syn. Dbałem o niego. Wiedział, że może zawsze na mnie liczyć. Kilka razy się spotkaliśmy i powtarzałem: "Spokojnie, ciężko pracuj, a będą efekty" - zauważa Michniewicz.

PREZES ARKI: WYGRZEBALIŚMY SIĘ Z BŁOTA