Ekstraklasa, promocja młodzieży, europejskie puchary - nowy dyrektor sportowy Arki stawia sobie ambitne cele [ROZMOWA]

- Wszystko koncentrować się będzie wokół ekstraklasy, promocji młodzieży, a w dalszej perspektywie na grze Arki w europejskich pucharach. Marzy mi się, aby Arka wychowała kilku reprezentantów Polski. Miło by było, gdyby udało nam się sprzedać za granicę dobrego piłkarza wyszkolonego przez nas - mówi w rozmowie z Trojmiasto.sport.pl nowy dyrektor sportowy Arki Gdynia Edward Klejndinst, który zastąpił na tej funkcji Czesława Boguszewicza.
Obserwuj autora na Twitterze - @PiWisniewski

Klejndinst od wielu lat związany jest z polską piłką. Pracował w reprezentacji Polski, był uczestnikiem mundiali, wyszukiwał po Polsce i Europie piłkarzy, którzy w przyszłości stali się gwiazdami ekstraklasy. Jak sam podkreśla, mimo 62 lat dobrze odnajduje się we współczesnym świecie mediów i nowinek technologicznych.

Piotr Wiśniewski: Gdyby spotkał pan złotą rybkę, jakie trzy życzenia związane z Arką pragnąłby pan, aby się spełniły?

Edward Klejndinst: Zakładam, że moje marzenia i oczekiwania są identyczne, jak wszystkich osób związanych z Arką. A jest to powrót do ekstraklasy po kilku latach nieobecności w niej. W zeszłym sezonie prawie się udało. Z zaznaczeniem "prawie", bo - jak wiemy - "prawie" czasami robi dużą różnicę. Uważam, że po spełnieniu kilku warunków w niedalekim czasie Arka może awansować. Moja wizja i całego kierownictwa klubu na temat funkcjonowania Arki nie opiera się jednak tylko na ekstraklasie i pierwszym zespole. Musimy także dbać o naszą młodzież. Wiadomo natomiast, że to pierwsza drużyna jest lokomotywą pociągową każdego klubu.

Na jakich trzech głównych filarach opierać się będzie pana praca w Arce?

- Wszystko koncentrować się będzie wokół ekstraklasy, promocji młodzieży, a w dalszej perspektywie na grze Arki w europejskich pucharach. Marzy mi się, aby Arka wychowała kilku reprezentantów Polski. Miło by było, gdyby udało nam się sprzedać za granicę dobrego piłkarza wyszkolonego przez nas.

A cele najbliższe?

- Wdrażamy właśnie plan trzyletni. Jego zwieńczeniem ma być awans do ekstraklasy. Choć kto wie, czy już wiosną nie powalczymy o to? Wiem, że mogę zostać odebrany jako niepoprawny hurraoptymista, ale przecież teoretyczne szanse mamy. Według matematyki tracimy 12 punktów do drugiego miejsca. W teorii będzie o to jednak bardzo ciężko. Ale już w kolejny sezonie - przy mądrych uzupełnieniach bądź wzmocnieniach składu zimą i latem - zamierzamy włączyć się w grę o ekstraklasę. Ta drużyna ma ku temu potencjał.

Tylko u nas: MNIEJSZY BUDŻET NIE USPRAWIEDLIWA GRY ARKI

Zimą Arka zamierza łatać głównie dziury w składzie?

- Do końca tygodnia będziemy mieć gotowy raport z dokładną analizą gry zawodników w rundzie jesiennej. Na tej podstawie podejmiemy decyzję o przydatności danego piłkarza do Arki. Wtedy też ustalimy klucz zmian. I wówczas przystąpimy do działania. Dobrze znam środowisko piłkarskie i gdy będzie taka potrzeba, postaram się służyć radą, wspomóc działania klubu. Działałem na terenie całej Polski, gdzie wynajdywałem zawodników pod koncepcje budowy zespołu.

Był pan dyrektorem sportowym w Górniku Łęczna. Kogo wówczas udało się panu wypromować?

- Pewnie zabrzmi to nieskromnie, ale razem z trenerem Krzysztofem Chrobakiem utrzymaliśmy Górnika w ekstraklasie. Niestety, z przyczyn od nas niezależnych zostaliśmy zdegradowani aż o dwie klasy rozgrywkowe. Rozwiązaliśmy kontrakty prawie z wszystkimi piłkarzami, a mimo to już po roku awansowaliśmy do I ligi. Pozyskaliśmy głównie zawodników z niższych klas. Kto wie, jak skończyłby klub, gdybyśmy pozostali na dłużej w II lidze.

A jaki sukces przypisałby pan sobie podczas pracy w roli skauta w Wiśle Kraków?

- Nie lubię mówić o sobie używając "ja, ja, ja". Nie lubię też, gdy przypisuje mi się jakieś sukcesy. W Wiśle, gdzie byłem szefem skautingu, współpracowałem z Josefem Csaplárem i Manuelem Junco. Trenerem byli wówczas Maciej Skorża, potem przez chwilę Henio Kasperczak, a następnie Robert Maaskant. Z naszych rekomendacji do klubu trafił Maor Melikson. Przyszli też Gervasio Nunez, Gordan Bunoza, Cwetan Genkow, Cezary Wilk. To był zespół, który zdobył mistrzostwo Polski. Zabrakło nam paru minut do Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz Wisła wygrała 1:0, w rewanżu było 3:1 dla Apoelu Nikozja. Można też powiedzieć, że byłem "zamieszany" w początki kariery Préjuce'a Nakoulmy, którego ściągnąłem do Górnika z Hetmana Zamość. Potem o Nakoulmę biły się czołowe kluby w Polsce.

Co zapamiętał pan z pracy w reprezentacji Polski?

- Przede wszystkim to, że miałem możliwość bycia we wszystkich kadrach - od U-14, przez U-16, U-18, prowadziłem reprezentację olimpijską, aż po pierwszą reprezentację. Tworzyłem bank informacji. Współpracowałem z trzema selekcjonerami Januszem Wójcikiem, Jerzym Engelem, Pawłem Janasem, choć moje początki sięgają też czasów Antoniego Piechniczka.

I z którego z nich najbardziej pan ceni?

- Każdy był inny. Cieszę się, że do reprezentacji trafiłem akurat wtedy, kiedy był jakiś sukces, z czego jestem bardzo dumny. Mam nadzieję, że taka sytuacja powtórzy się też w Arce. Dwa razy siedziałem na ławce trenerskiej podczas mistrzostw świata. Dobrze wspominam czasy pracy z reprezentacją olimpijską. Największą satysfakcję mam z tego, że przy powołaniach do dorosłej reprezentacji nie pominęliśmy żadnego znaczącego piłkarza z młodszych roczników.

Miał pan także epizod w Zagłębiu Lubin. Dlaczego nie zagrzał pan tam miejsca na dłużej?

- Wtedy po raz pierwszy samodzielnie prowadziłem ligowy zespół. Było to inne, nowe doświadczenie. Tego momentu wcale nie uważam za swoją porażkę. W tym samym sezonie Czesław Michniewicz zdobył z Zagłębiem Puchar Polski. Wychodzi na to, że za bardzo mu nic nie popsułem (śmiech). Gdy odchodziłem, Zagłębie miało niewielką stratę do lidera. Ale taki wynik nikogo nie zadowalał. Prężny konglomerat wspierający zespół miał dużo większe ambicje.

Nie wiem, czy pan słyszał, ale pojawiła się opinia, że pan będzie największym transferem Arki zimą.

- Nawet nie wiem, jak się do tego odnieść (śmiech). Z jednej strony jest mi bardzo miło, z drugiej zaś czuję dużą odpowiedzialność związaną z Arką. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że Arka osiągać będzie dobre wyniki. Nie uda się to bez odpowiedniego doboru ludzi. Jeśli chodzi o Arkę, to akurat o to jestem spokojny.

Jaką zatem Arkę zobaczą kibice na wiosnę?

- Być może dokonamy uzupełnień składu, choć nie można wykluczyć, iż będą to wzmocnienia. Te sprawy na razie są w powijakach. W meczach, w których widziałem Arkę, podobała mi się determinacja, waleczność i zaangażowanie piłkarzy. Było dążenie do zwycięstwa za wszelką cenę. Nawet gdy Arka przegrywała, nie złamała się. Najpierw bramka wyrównująca, potem pójście za ciosem i gol dający prowadzenie. Uważam, że ostatniego meczu z Sandecją Nowy Sącz można było nie przegrać. W pierwszej połowie kontrolowaliśmy grę, jednak to Sandecja jako pierwsza strzeliła. Tak to już w piłce bywa. Chciałbym, aby w każdej rundzie w Arce były wymieniane najsłabsze ogniwka. Liczę, że nasza młodzież dostanie kopa. Na tyle, że nie będziemy musieli na siłę rozglądać się za piłkarzami po Polsce, bo będziemy mieć takich pod ręką.

Czy z racji doświadczenia będzie pan mentorem Grzegorza Nicińskiego?

- W żadnym wypadku. Czuję, że powoli zaczynamy się rozumieć. Łapiemy wspólną wizję. Nie chcę być żadnym nadzorcą, osobą, która narzuca trenerowi skład. Jeśli będę miał cokolwiek do powiedzenia w sprawach selekcyjno-szkoleniowo-obserwacyjnych, to zamierzam kierować się zdobytym wcześniej doświadczeniem. To ma być rzeczowa dyskusja. Przecież Grzesiek nie musi zgadzać się z moim sugestiami. Nie zamierzam na siłę przekonywać kogoś do swoich racji. Mam pomagać trenerowi. Moja praca w Arce nie ma sprowadzać się do bycia nadtrenerem. Bardziej nazwałbym to pomocą starszego kolegi, który podpowie Grześkowi, jak wykorzystać potencjał drużyny.

Za aspekt sportowy w Arce odpowiadać będzie pan, Michał Globisz, Grzegorz Niciński i prawdopodobnie Janusz Kupcewicz, która ma być skautem klubu. Taka mieszanka wybuchowa - doświadczenie kontra młodość trenera.

- Ale pan to ujął (śmiech). Nasza burza mózgów ma polegać na wymianie argumentów. Mimo że sporo już lat spędziłem w piłce, nie czuję się na tyle staro, by być opornym na nowinki techniczne w futbolu. Obserwuję wszystkie najnowsze trendy. Widzę, jak zmienia się piłka. Jakimi urządzeniami teraz dysponujemy. Jestem multimedialny, umiem poruszać się w mediach elektronicznych.

Czyli jest pan kimś na zasadzie - dyrektor starej daty podążający za współczesnymi trendami?

- Nowoczesny dyrektor starej daty (śmiech). Korzystam z laptopa, komputera, znam programy sprawdzające predyspozycje zawodników.

Korzysta pan z Prozone'u lub z InStat Football?

- Prozone i Amisco posiadają jedynie najbogatsze kluby w Polsce. Ale nie tylko one służą do oceny zawodników. Uważam, że tego typu sprzęt multimedialny jest bardzo pomocny, szczególnie w mojej pracy. Wchodzę na profil zawodnika, a tam dokładny wykaz jego cech motorycznych, taktycznych. Kiedyś, gdy takich programów nie było, to w Polskim Związku Piłki Nożnej sam opracowywałem taką komórkę. Używałem kilku magnetowidów, kilku telewizorów. Młodzież jest dobrze obyta w tym świecie, ale i ja sobie radzę. Nie jest źle.

PREZES ARKI: WYGRZEBALIŚMY SIĘ Z BŁOTA