Sport.pl

Michał Rzuchowski: Przez pół roku byłem oderwany od rzeczywistości. Powrót do Arki bardzo cieszy [ROZMOWA]

- Pół roku nie grałem, leczyłem kontuzję, przez te sześć miesięcy byłem oderwany od rzeczywistości. Więcej czasu spędzałem w podróżach po lekarzach, na zabiegi, rehabilitacje. Jeździłem a to do Krakowa, a to do Poznania czy Warszawy. Jestem zadowolony, że w końcu mogę wyjść na boisko i normalnie trenować - mówi Michał Rzuchowski, który wrócił do Arki z Ruchu Chorzów. Kontrakt z żółto-niebieskimi 21-letni pomocnik podpisał do końca sezonu.
Piotr Wiśniewski: Historia zatoczyła koło. Michał Rzuchowski znów w Arce.

Michał Rzuchowski: Cieszę się, że tak się stało. Pół roku nie grałem, leczyłem kontuzję, przez te sześć miesięcy byłem oderwany od rzeczywistości. Więcej czasu spędzałem w podróżach po lekarzach, na zabiegi, rehabilitacje. Jeździłem a to do Krakowa, a to do Poznania czy Warszawy. Jestem zadowolony, że w końcu mogę wyjść na boisko i normalnie trenować.

Czyli przygoda w Ruchu okazała się kompletnym niewypałem? Najpierw kontuzja, potem brak miejsca w składzie po zmianie trenera [Jana Kociana zastąpił Waldemar Fornalik - przyp. aut.].

- Traktuję to jako nowe doświadczenie. Nie mogłem przecież zakładać, że już po trzech tygodniach pobytu w Ruchu złapię kontuzję. Potem kolejne dwa miesiące czekałem na diagnozę, której nikt nie potrafił postawić. W końcu nastąpił punkt zwrotny i trafiłem na stół operacyjny [zabieg usunięcia przepukliny - przyp. aut.]. Do drużyny wróciłem de facto dopiero na ostatni tydzień grudnia. Wiadomym było, że w ostatnich meczach rundy jesiennej trener nie zaryzykuje i nie wystawi mnie w składzie. Rozumiem też sytuację, w jakiej się tam znalazłem. Ruch wiosną będzie walczyć o utrzymanie. A trener Fornalik potrzebuje ogranych piłkarzy. Nie potrzebne mu ryzyko. A wobec mojej długiej kontuzji niczego nie mógł być pewien. Nic dziwnego, że szkoleniowiec Ruchu stawia na doświadczonych zawodników, którzy niejedno przeżyli w ekstraklasie.

Przejście do Ruchu nie było zbyt pochopnym Ruchem? Nie warto było zostać w Arce i jeszcze się w niej ograć? Bo propozycję nowego kontraktu dostałeś.

- Miałem kilka ofert z ekstraklasy, wybrałem Ruch, gdyż działacze tego klubu wykazywali największą determinację, żeby mnie pozyskać. Nie chcę mówić, że czegoś żałuję. Możliwe, że ta kontuzja dopadłaby mnie i w Arce. I tutaj straciłbym pół roku. Wiem, że tego typu uraz nie jest łatwo zdiagnozować. Ale jest on powszechny wśród piłkarzy. Swego czasu wielu piłkarzy Wisły na to cierpiało. Dzięki temu wiedziałem, co mi dolega. Lekarze nie wiedzieli do końca, co mi jest... Uznali, że to inny uraz.

Teraz już wszystko dobrze?

- Tak. Mam założone odpowiedni siatki na brzuchu. Najważniejsze, że mogę normalnie trenować. Został jeszcze miesiąc przygotowań do rundy wiosennej. Mam nadzieję, że przez ten czas zdążę wrócić do superformy. Najbliższe sparingi potraktuję jeszcze jako sprawdzające. Wydaję mi się, że na ligę będę w bardzo dobrej dyspozycji.

Ostatnio trenowałeś z Olimpią Grudziądz i wszystko wskazywało na to, że z tym klubem podpiszesz kontrakt. Potem pojawił się temat twojego powrotu do Arki i szybko upadł. Jednak ostatecznie udało się. Jakim sposobem?

- Najpierw usłyszałem o podchodach Arki, potem sam zainteresowałem się tematem. Zacząłem rozmawiać z działaczami Arki. Z czasem temat na chwilę upadł. Cała sprawa zaczęła się jakoś w styczniu, gdy usłyszałem od trenera Fornalika, że nie pojadę z Ruchem na obóz. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli najszybciej znajdę sobie nowy klub, z którym rozpocznę przygotowania. Pojawiła się opcja Olimpii Grudziądz. Chciał mnie też inny I-ligowiec.

To prawda, że odrzuciłeś dużo lepsze finansowo oferty, żeby tylko wrócić do Arki?

- Bo do Arki mam sentyment. Sam mocno zabiegałem o ten transfer. Poza tym w swoim składzie widział mnie trener Niciński. Pamiętam wielu kolegów z Arki. Dużo mi pomogli, bardzo dobrze wspominam kibiców. To był fajny czas, gdy grałem w Arce. Zawsze miło wrócić do Gdyni. Poza tym stąd pochodzi moja dziewczyna, która notabene zaczęła studia w Katowicach i jeszcze przez pół roku musi tam mieszkać. Ale powiedziała, że będzie przyjeżdżać na każdy mój mecz w Gdyni. Jakoś da się to połączyć. Wolne dni poświęcimy dla siebie. Z Gdynią wiążę swoją przyszłość.

Opcja na pół roku czy zostaniesz w Arce dłużej?

- Jestem potrzebny drużynie i to się liczy. Będąc w Ruchu też wybiegałem w przyszłość, myśląc, co będzie za pół roku. Że może się wypromuję i ruszę gdzieś dalej. A wiemy, jak się stało. Życie potrafi wszystko zweryfikować. Lepiej żyć z dnia na dzień. Nie chcę popełniać tego samego błędu. Doceniam to, co mam, tu i teraz. Nie snuję jakiś dalekosiężnych planów podboju świata. Ważne, żeby zdrowie dopisało. Moim celem jest pomoc Arce w osiągnięciu jak najlepszych wyników.

PRZEJRZYSTOŚĆ FINANSOWA, WIZJA ROZWOJU, KORPORACYJNOŚĆ - LEPSZE CZASY W ARCE?


Więcej o:
Skomentuj:
Michał Rzuchowski: Przez pół roku byłem oderwany od rzeczywistości. Powrót do Arki bardzo cieszy [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX