Tomasz Hajto: Przegraliśmy pierwszą bitwę, ale czas na podsumowanie przyjdzie za 14 kolejek

- Przegraliśmy pierwszą bitwę, ale czas na podsumowanie przyjdzie za 14 kolejek. Wiele w naszej grze musimy poprawić. Zaliczyłem ciężki początek w Tychach. Wierzę jednak, że osiągniemy końcowy sukces. Nie będzie łatwo, ale nikt nie mówił, że łatwo będzie. Arka wygrała zasłużenie - powiedział po przegranym meczu 0:4 z Arką Gdynia Tomasz Hajto, trener GKS-u Tychy.
Hajto zimą przejął tyszan i jego celem jest uratowanie zespołu przed degradacją. Już w pierwszym meczu nowej rundy GKS zaliczył jednak wysoką porażkę.

- Po takim spotkaniu nie jest łatwo coś wymyślić na szybko. Obie drużyny zaczęły nerwowo. Czerwona kartka pokrzyżowała nam plany. O ile do przerwy mieliśmy dobrą organizację gry, o tyle w drugiej połowie popełniliśmy za dużo błędów - mówił Hajto. - Konsekwencją naszych błędów były kolejne bramki strzelane przez Arkę. Przegraliśmy pierwszą bitwę, ale czas na podsumowanie przyjdzie za 14 kolejek. Wiele w naszej grze musimy poprawić. Bo w lidze, gdy dochodzi do tego stadion, gra przy kibicach, presja pierwszego spotkania, wygląda się inaczej niż podczas okresu przygotowawczego. Zaliczyłem ciężki początek w Tychach. Wierzę jednak, że osiągniemy końcowy sukces. Nie będzie łatwo, ale nikt nie mówił, że będzie. Arka wygrała zasłużenie, jednak moim zdaniem za wysoko. Nie możemy popełniać w defensywie takich błędów - podkreślił szkoleniowiec GKS-u.

Wpływ na przebieg spotkania miała sytuację z 31. minuty, kiedy po faulu na Marcusie da Silvie z boiska został wyrzucony Muhamed Omić.

- Od razu po meczu są emocje i człowiek impulsywnie reaguje. Nie widziałem powtórki tej sytuacji. Patrząc z perspektywy boiska, wydawało się, że Tomasz Porębski był na tej samej wysokości co da Silva - przyznał Hajto.

- Mimo wszystko, nawet gdy sędzia miał słabszy dzień, to pretensję mam do swoich zawodników o to, jak tracili bramki. Po przerwie zupełnie się pogubiliśmy. Nie możemy przegrywać tak wysoko. Nie ma co ukrywać, że takie decyzje sędziów weryfikują pracę piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Arbiter nawet się nie wahał. Wyglądało, jakby był pewien swojej decyzji w 100 proc. Po 30 minutach wszystko runęło. A zespołowi, który gra z przewagą jednego zawodnika, w dodatku jest gospodarzem, gra się o wiele łatwiej. Rzut karny to nasz kolejny prezent, który dajemy Arce. Nie ukrywam, że z wieloma decyzjami sędziego nie mogę się pogodzić - dodał trener tyszan.