Filip Modelski: Do Arki mi teraz nie po drodze, a Lechia niech żałuje

O Arce i Lechii rozmawiamy z prawym obrońcą Jagiellonii Białystok, gdynianinem, wychowankiem żółto-niebieskich drużyn juniorskich, Filipem Modelskim. - Patrząc na wyniki, to w Gdańsku powinni żałować, że zwolnili Michała Probierza - mówi nam Modelski. I dodaje: - Do Arki mam duży sentyment, ale nie jest mi z nią na razie po drodze.
Dawid Kowalski: Wróćmy do początku. Jesteś wychowankiem Arki, ale nigdy nie zagrałeś w pierwszej drużynie.

Filip Modelski: Nie, nie miałem okazji. Żadnego meczu w pierwszym zespole nie zagrałem.

Dlaczego? Pojawił się West Ham i nie było już tematu gry w Arce?

- Byłem wtedy bardzo młody. Pamiętasz pewnie, że wyjechałem jak miałem niecałe 16 lat. W klubie podchodzili do mnie z dużym dystansem, że to tylko perspektywiczny junior. Obecnie w młodych się inwestuje, wyciąga jak najszybciej i daje szanse na granie lub choćby trenowanie w pierwszym zespole. Ja nie byłem nawet na żadnym treningu pierwszej drużyny. Kiedy pojawił się temat West Hamu, to dopiero zaczęło się zainteresowanie mną. Chodziły słuchy w klubie, żeby dać szansę, ale z drugiej strony ktoś mówił, że to jest jeszcze za szybko, jest za młody, dajmy mu czas. Tak naprawdę to chyba nikt na poważnie mnie nie brał pod uwagę w kontekście pierwszej drużyny. Teraz zrobiła się trochę moda na to, że młodych chłopaków się ciągnie za uszy jak najszybciej i uważam, że to jest po części dobre. Jeśli jest gotowy, to dlaczego nie?

A zostało gdzieś w głowie, że w Arce można było zagrać, a ciebie to ominęło? Bo teraz kariera poszła do przodu i raczej piłkarsko do Gdyni nie będzie ci po drodze.

- Jak mówisz, cele się zmieniają cały czas. Trzeba sobie wyznaczać nowe, ambitniejsze i dążyć do ich realizacji. Wtedy pamiętam dokładnie, co mi chodziło po głowie. Każdy z juniorów, chodząc na mecze i podając piłki, marzył grać w Arce, pojawić się na boisku w pierwszym zespole. Może trudno nazwać to celem, bo byliśmy wtedy młodymi chłopakami, ale marzenie takie w głowie się rodziło. Dzisiaj marzenia odkłada się trochę na bok i wyznacza sobie już cele. Dzisiaj są one na pewno wyższe niż granie w I lidze. Obrałem po prostu inną ścieżkę. Co będzie kiedyś? Zobaczymy.

Do Gdyni wracają piłkarze, którzy odczuwają do tego miejsca sentyment, na przykład Miro Bożok. Coś takiego jednak się zdarza.

- Jak widać, zdarza się. Muszę ci nawet powiedzieć, że z Mirkiem miałem okazję przez rok grać w Bełchatowie i wcale się nie dziwie, że do Arki wraca, bo często o niej wspominał. Wypowiadał się w samych superlatywach, często podejmował ten temat, wypytywał mnie, co słychać nad morzem, jak miałem okazję wracać do domu. Widać, że to nie są tylko puste słowa z jego strony. Czuje ten klimat, świetnie się w Gdyni odnalazł, bardzo dobrze mu się tam żyło, dlatego zupełnie się nie dziwię, że chce się zdecydować na powrót.

A ty do Gdyni często wracasz?

- Na chwilę obecną jest to trochę za daleko, żeby często jeździć. Kiedy mam czas na odpoczynek, regenerację, to wykorzystuję go tutaj, w Białymstoku. Są okresy, gdzie jest więcej wolnego, jak np. przerwa na reprezentację. Wtedy się zastanawiam, czy nie wrócić na parę dni do Gdyni, ale też niekiedy wolę zostać tutaj, bo jednak droga jest trochę męcząca. A przy takim natłoku meczów każdy chce być jak najlepiej przygotowany i wypoczęty.

Śledzisz aktualne poczynania Arki?

- Staram się być na bieżąco. Tym bardziej, jak w zespole grają dobrzy znajomi, przyjaciele, to staram się śledzić dokładnie, co się w klubie dzieje. Jestem gdynianinem, sentyment pozostał, dlatego też nigdy Arka nie będzie mi obojętna. Życzę im jak najlepiej.

Właśnie, Arka zatonęła gdzieś w otchłań I ligi już niezmiennie od czterech lat. Co może być przyczyną? Dlaczego nie jest tutaj, jak na przykład w Lubinie, gdzie sezon po spadku drużyna z przytupem wraca do ekstraklasy.

- Nie chciałbym się zagłębiać w sprawy czysto klubowe. Ja na pewno ubolewam nad tym, że to jest - jak powiedziałeś - już czwarty rok, kiedy Arka nie może się z tej I ligi wydostać wyżej. Nie chcę stawiać jakichś tez, bo jestem od tego daleki. Po prostu bardzo bym chciał, żeby tam lepiej się działo, żeby klub wrócił do ekstraklasy. Tyle.

Grzegorz Niciński na dłużej w Arce. To dobry ruch według ciebie? Arka potrzebuje bardziej kogoś z doświadczeniem szkoleniowym czy kogoś sercem związanego z klubem?

- Nie znam się na tyle z trenerem Nicińskim, nie znam jego warsztatu, by podjąć rękawice w temacie: "czy nadaje się na trenera Arki". Trochę banałem byłoby powiedzieć, że powinien być to ktoś z doświadczeniem, bo wiadomo, że to jedna z zalet, by osiągnąć sukces. Ale też nie można wszystkiego temu przypisać. Skoro klub się zdecydował przedłużyć współpracę z Nicińskim, to dajmy mu szansę. Na pewno brak doświadczenia nadrabia tym, że jest związany i z klubem, i regionem. Bardzo mu więc zależy na najlepszym wyniku.

Pofantazjujmy trochę. Przypuśćmy awans Arki w nadchodzącym sezonie. Moglibyśmy wtedy zacząć dyskutować na temat twojego transferu nad morze?

- Gdybać można. Na dzień dzisiejszy jestem w Jagiellonii, mam swoje cele indywidualne i drużynowe. Nie wiem, co będzie za rok. Trudno w piłce przewidzieć, co się stanie na przestrzeni jednej rundy, bo można zagrać dobrze, albo bardzo źle, a co dopiero w perspektywie całego sezonu. Dużo jest przykładów, że nawet w pół roku w życiu piłkarza wszystko może się zmienić. Nie chcę niczego wyrokować i składać deklaracji.

Z trenerem Probierzem przekomarzacie się na temat trójmiejskich drużyn? On kiedyś Lechia, ty Arka.

- Choć wbrew pozorom trener Probierz ma bardzo fajne poczucie humoru, to temat Lechia - Arka nie jest w ogóle poruszany. Można z nim porozmawiać na wiele tematów, dużo też żartujemy, ale nie o Arce i Lechii. Nawet z zawodnikami, którzy grali w Lechii - a jest ich tutaj sporo - nie ma docinków w takim kontekście.

No właśnie, dzisiaj Lechia powinna żałować, że wypuściła Probierza, czy cieszyć się, że mają Brzęczka?

- Michał Probierz to świetny szkoleniowiec w polskich realiach, co już niejednokrotnie udowodnił. My się cieszymy, bo wystarczy spojrzeć na sukces, jaki dzięki niemu osiągnęliśmy. I patrząc właśnie na wyniki, to w Gdańsku powinni żałować. Bo przyszedł trener do Białegostoku i wykonał rewelacyjną pracę, więc na pewno w Lechii niedosyt mógł pozostać. Sam przyznam, że decyzja wtedy o jego zwolnieniu nieco mnie zaskoczyła.

Była zbyt pochopna?

- Dokładnie. Może po prostu czas słabszej dyspozycji Lechii to był okres, w którym trzeba było wytrzymać ciśnienie i zaufać trenerowi? Tak się jednak nie stało.

Najlepsze dla ciebie na koniec. Jakie to uczucie dla arkowca strzelić gola Lechii? I to pierwszego w ekstraklasie.

- Ja na tego gola już długo czekałem. To był jeden z moich celów do zrealizowania na tamten sezon, także cieszę się, że się udało. A to, że jest to gol strzelony Lechii? Dodatkowy smaczek.

LISTA PRZEBOJÓW POMECZOWYCH KONFERENCJI. ALE UBAW! [WIDEO]