Arce (wciąż) brakuje niezawodnego napastnika

Tegoroczne transfery Arki robią wrażenie. Tadeusz Socha, Miroslav Bożok, Rafał Siemaszko czy Brazylijczyk Alan to piłkarze ponadprzeciętni, jak na I-ligowe realia. Wciąż jednak brakuje klasycznej ?dziewiątki?.
Na papierze wszystko wygląda prawie dobrze. Prawie. Bo choć tegoroczne "zakupy" Arki to coś naprawdę godnego uwagi, to wciąż o czymś jednak zapomniano. O napastniku. Do startu ligi pozostał jeszcze, oczywiście, miesiąc, lecz słowa prezesa Wojciecha Pertkiewicza o wcześniejszym skompletowaniu kadry każą sądzić, że dla Arki okno transferowe powoli powinno się już zamykać (mimo że oficjalnie je dopiero otwarto), zostawiając co najwyżej uchyloną jeszcze szparę na ewentualny dech świeżego powietrza. I na ten dech w Gdyni liczą kibice.

Sparingowe spotkanie z APOEL-em miało cokolwiek pokazać. Pokazało. Że sprowadzenie Rafała Siemaszki to może być świetny ruch. Że Marcus da Silva poradzi sobie - kiedy będzie trzeba - jako typowy napastnik. Ale co dalej? Ten pierwszy we wtorkowym meczu przeciwko mistrzowi Cypru udowodnił, że biegać na boisku potrafi, pojęcie "serce do gry" nie jest mu obce, ale fizyczna walka o piłkę w polu karnym, czy drybling jeden na jeden z obrońcami pozostawią pewnie wiele do życzenia. Ale przede wszystkim zbyt często szuka partnerów, zamiast akcję finalizować samodzielnie. Siemaszko to po prostu cofnięty napastnik. Naturalizowany Brazylijczyk z kolei zeszły sezon grywał częściej w bocznych sektorach lub - jak czyni to teraz Siemaszko - jako cofnięty napastnik. Fundament dla typowej "dziewiątki" zatem jest. Tylko czy ta klasyczna "dziewiątka" w ogóle się pojawi?

Dzwony biją coraz głośniej, a dodatkowym aspektem, który wręcz prosi się o sprowadzenie typowego killera jest opłakana statystyka strzelonych goli przez Arkę w ubiegłym sezonie. Liczba 38 strzelonych goli była najgorszym w I lidze wynikiem zespołu od ponad dekady. Dosyć powiedzieć, że najlepszym strzelcem był wówczas wspomniany Marcus da Silva z wynikiem tylko dziewięciu goli, a drugi w tej klasyfikacji w zespole to... piłkarz defensywny - Antoni Łukasiewicz z zaledwie czteroma trafieniami.

Idąc dalej, wystarczy spojrzeć na czołowych strzelców większości zespołów I ligi, które na koniec sezonu sklasyfikowane były przed Arką. Królem strzelców został bowiem Grzegorz Goncerz z GKS-u Katowice z 21 golami, Emil Drozdowicz z Termaliki, strzelając 16 goli przyczynił się do historycznego awansu, 15 goli Janusza Surdykowskiego sprawiły, że ten odbierał telefony z Gdyni z propozycją angażu lub choćby Tomasz Mikołajczak z Chojniczanki i Krzysztof Janus z Wisły Płock, to też piłkarze, którzy na swoim koncie notowali dwucyfrowy wynik strzelonych bramek. Co ich wszystkich łączy? Fakt, że dzięki ich trafieniom, wspomniane drużyny notowały znacznie więcej strzelonych goli od Arki, co w efekcie przekładało się na punkty. Punkty, których w Gdyni brakowało. Brak więc ruchów w kierunku sprowadzenia wysuniętego napastnika będzie przysłowiowym strzałem w stopę. Bez tego Arka pewnie może zapomnieć o swoich marzeniach. O awansie.

FILIP MODELSKI: DO ARKI MI TERAZ NIE PO DRODZE, A LECHIA NIECH ŻAŁUJE