Tadeusz Socha: Jeśli awansujemy, to zostanę w Arce

O przeszłości w Śląsku Wrocław, niemiłym rozstaniu i chęci powrotu na najwyższą półkę w polskiej piłce rozmawiamy z prawym obrońcą Arki Gdynia Tadeuszem Sochą.
Jest wychowankiem Śląska, z którym sięgał po mistrzostwo kraju. Dzisiaj jednak pozostał w nim żal do rodzimego klubu. Swoje sukcesy chce za to powtórzyć w Gdyni. - W prasie była nagonka, że jestem łapczywy na pieniądze. To było niepotrzebne - mówi nowy nabytek Arki. - Chciałbym osiągnięciami w Gdyni zbliżyć się do tego, co zrobiliśmy we Wrocławiu - dodaje.

Dawid Kowalski: Jak ci się podoba w Gdyni?

Tadeusz Socha: Bardzo mi się podoba. Sama Gdynia, jak i klub, który widać, że jest na wysokim poziomie.

Zwiedziłeś już trochę miasta? Koledzy z drużyny zaznajomili cię z okolicą czy, póki co, pobyt w Gdyni to etap treningów?

- Na razie nie miałem czasu na dokładne zwiedzanie, bo mieszkam w hotelu. Muszę najpierw pozałatwiać formalności z moim nowym mieszkaniem. Obecnie też trenujemy dwa razy dziennie, więc czasu jest mało dla siebie, żeby się poruszać po Gdyni. Ale i na to przyjdzie czas i będę mógł trochę pochodzić po mieście i zobaczyć, jak to wszystko nad morzem wygląda.

Długo grałeś dla Śląska Wrocław. Byłeś tam bardzo ważnym ogniwem zespołu. Dlaczego po takim czasie wychowanek odchodzi z klubu?

- Kończy się pewien rozdział. I przyszła pora, żeby zmienić coś w swoim życiu. Do Śląska przyszedł nowy prezes [Paweł Żelem - red.], który chciał pewne rzeczy pozmieniać i praktycznie 90 procent osób, które były związane ze Śląskiem, włącznie z osobami, które pracowały w biurach - rozstało się z klubem. Taką strategię przyjął nowy zarząd i nowy prezes. A czy to była dobra droga? Dla mnie jest to już mniej istotne. Kontrakt mi się skończył i mam nadzieję, że nowo otwarty etap kariery pt. "Arka Gdynia" będzie dla mnie udany. Chciałbym osiągnięciami w Gdyni zbliżyć się do tego, co zrobiliśmy we Wrocławiu, zaczynając od upragnionego awansu do ekstraklasy.

Masz żal do kogoś ze Śląska, że tak zostałeś potraktowany, że nie dano ci szansy? Bo w końcu przyczyniłeś się do wielu sukcesów tej drużyny.

- Ze Śląska odchodziłem jako zawodnik, który tak naprawdę ostatnie miesiące spędzone we Wrocławiu nie grał w ekstraklasie. Czy zostaje żal? Myślę, że na pewno zostaje. Przede wszystkim dlatego, że nie udało mi się odejść pół roku wcześniej, bo miałem taką możliwość. Później była w prasie nagonka, że jestem łapczywy na pieniądze. Wcale tak nie było i uważam, że to było niepotrzebne. Nie chcę do tego wracać, bo mówię, w klubie rządzą teraz osoby, z którymi nie było mi po drodze. Mimo to twierdzę, że to nie był najlepszy sposób, żeby kogoś w ten sposób traktować - oczerniać. Śląsk zdobył czwarte miejsce - gratuluję im takiej pozycji. I tyle. Moja przygoda z piłką jest już teraz gdzie indziej i na tym się koncentruję. A jak wiedzie się Śląskowi, to na daną chwilę jest problem pana prezesa.

Podpisałeś z Arką roczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Można z tego wywnioskować, że ta umowa to swojego rodzaju zabezpieczenie. Jeśli z Arką awansujesz, wtedy opcja przedłużenia będzie zapewne wykorzystana, jednak gdy to się nie powiedzie, ciebie za rok może już w Gdyni nie być. Na tym to ma polegać?

- Tak naprawdę myślę, że to jest dobra opcja i dla mnie, i dla klubu. Bo jeśli klub będzie się rozwijał i ja będę znaczącą częścią tego zespołu i będziemy dążyć w kierunku ekstraklasy, to myślę, że ten kontrakt - jak powiedziałeś - automatycznie się przedłuży. Ale jeśli będą problemy z graniem i realizacją awansu, to będziemy musieli usiąść do rozmów i się zastanowić, co dalej: czy jestem potrzebny w Gdyni czy też nie. To jest kontrakt, który daje nam po tym sezonie możliwość analizy i zastanowienia się wspólnie nad przyszłością.

Czyli jesteś w stanie zadeklarować, że w przypadku awansu Arki zostaniesz na pewno na rok dłużej?

- Jeśli to się stanie, a ja będę potrzebnym zawodnikiem, to na pewno chciałbym zostać. Już raz awansowałem do ekstraklasy i wiem, jak klub może szybko się zmienić i dostosować do tych warunków. Nie zawsze beniaminek skazany jest na rozpaczliwą walkę o byt. I to nie jest naprawdę wielki przeskok między ligami. Jest to możliwe, żeby klub, który niedawno był w I lidze, stał się drużyną, która walczy o coś znacznie więcej. Ze Śląskiem w kilka lat po awansie zrobiliśmy mistrza Polski, więc naprawdę wiele jest możliwe. Dlaczego z Arki nie można więc zrobić silnego zespołu w polskiej piłce? Perspektywy są tutaj duże i jeśli ze strony Arki byłoby zainteresowanie, żeby współpracować dalej, to na pewno byśmy się dogadali i przedłużyli ten kontrakt.

Po sparingu z APOEL-em zostałeś oceniony jako solidny prawy obrońca, którego w Arce ostatnio brakowało. Czujesz już to zaufanie?

- Nie oszukujmy się - każdy przychodzi do klubu, żeby grać. Ja tak samo. Najważniejsze jest, by grać regularnie i móc te choćby 25 meczów w sezonie rozegrać. To jest mój cel na dany rok i myślę, że prawa obrona, która w poprzednim sezonie nie do końca może była taka, jaką w Arce by sobie życzyli, tym razem będzie dużo stabilniejsza, a moja osoba doda tam większą rywalizację. Bo może tego też brakowało na tej pozycji? Nie chcę się zagłębiać. Zostałem sprowadzony jako prawy obrońca i chcę grać w wyjściowym składzie regularnie i będę robił wszystko, by tak się stało.

Miałeś oferty z innych klubów? Mam na myśli głównie ekstraklasę.

- Pojawiało się zainteresowanie i nawet prowadzone były rozmowy, ale wszystkie te oferty nie były tak ciekawe jak propozycja Arki. W Gdyni na daną chwilę klub jest stabilny i perspektywiczny. Ma piękny stadion i kibiców, którzy zawsze przy tym zespole są, dlatego nad tą ofertą zastanawiałem się bardzo krótko. Bo nawet kluby w ekstraklasie nie są tak stabilnie prowadzone i zarządzane jak Arka.

Dużo Śląska zrobiło się w Arce. Jest Antoni Łukasiewicz, Patrik Lomski, teraz ty. To według ciebie dobry kierunek, żeby zrobić w Gdyni zaciąg piłkarzy z ekstraklasy?

- To trzeba wypośrodkować, tak jak wszędzie. Jest z jednej strony kilku zawodników z przeszłością w ekstraklasie, jak na przykład jeszcze Miro Bożok. Z drugiej strony chętna i żądna grania młodzież. I myślę, że to dobra mieszanka, by stworzyć drużynę z konkretnym i jasnym celem na sezon. Z pewnością jest to recepta na sukces i wygrywanie meczów.

Kibice w Gdyni są bardzo wymagający i oddani, a ty jesteś wychowankiem wrogiego dla nich Śląska. Jednak gdy dostrzegą sto procent zaangażowania, te animozje klubowe wobec ciebie pewnie odejdą w niepamięć. Pytanie, czy ty jesteś gotowy grać dla Arki o każdą piłkę.

- Myślę, że tak, jak powiedziałeś: jeśli będą widzieć, że gram na sto procent tego, co mam, pozwoli mi to zyskać w ich oczach. Dla mnie istotne jest wsparcie kibiców, bo to dodaje kopa. Jeśli takie jest podejście kibiców, to ja się z tego cieszę, bo naprawdę potrafię zostawić dużo zdrowia na boisku. I te słowa wypowiadam z pełną świadomością.

Jaka jest recepta piłkarza Arki, by ten coroczny balonik, który w Gdyni jest pompowany, tym razem nie pękł?

- To jest naprawdę trudne pytanie. W I lidze jestem dopiero od trzech miesięcy, bo w Bytowie kontrakt podpisałem w marcu. Ciężko więc powiedzieć, jak tego dokonać. Na pewno wynikami, bo wszystko ku temu mamy. W szatni jest świetna atmosfera, ludzie potrafią grać w piłkę. Mądrzejsi będziemy jednak pewnie po rundzie jesiennej. Możemy się wtedy umówić, usiądziemy i zastanowimy się, czy ten balonik tym razem ma szansę zostać napełniony do końca sezonu.

POWRÓT DO ARKI TO DLA MNIE NAJWIĘKSZE WYZWANIE W KARIERZE


Więcej o: