Krzysztof Sobieraj: Brakuje nam klasowego napastnika i boleśnie to odczuwamy

Kapitan żółto-niebieskich Krzysztof Sobieraj nieco studzi zapędy o ekstraklasie dla Arki. Wie, że klubowi brakuje pieniędzy i klasowych piłkarzy, by być murowanym kandydatem do awansu. - Jakby zabrali tych ojców i ci ojcowie pojechaliby w delegację, to ten zespół byłby biedny - ocenia Sobieraj.
Dawid Kowalski: Kolejny sparing za wami. Pierwszy, który nie kończy się zwycięstwem. Czego brakowało?

Krzysztof Sobieraj: Świeżości przede wszystkim. Na tym etapie bardzo dobrze, że tak wyglądamy. Czyli, że ciężko się biega, nogi są zmęczone. Mamy po dwa treningi dziennie, to się nakłada i z przygotowaniami na ten moment jest wszystko tak jak należy. Nie wiem, powiem szczerze, na jakim etapie przygotowań jest ta drużyna, ale widać, że byli świeżsi. Widać, że Gryf był zdeterminowany. Trochę dziwne, bo u nas jest kilku nowych zawodników, którzy powinni gryźć trawę. Błędy się jednak zdarzają - to normalne, ale to my jesteśmy klasę wyżej od Gryfa, więc powinniśmy wygrać, aczkolwiek - tak jak mówię - świeżość nie była po naszej stronie.

Dalej trwają poszukiwania napastnika. Testowany jest Szerszeń, także Yussuff. Jak się z nimi współpracuje?

- Yussuff, zwany przez nas Ryśkiem, to bardzo inteligentny zawodnik. Jeśli tylko podpisze z Arką kontrakt, to zespół będzie miał z niego mnóstwo pożytku. Widać, że grał w piłkę, nieprzypadkowo otarł się też o reprezentacje młodzieżowe w Anglii. A co do napastnika, to rzuca się w oczy jego brak. Jeśli nie pozyskamy konkretnego zawodnika na tę pozycję, to gra będzie wyglądała, tak jak będzie wyglądała. Jest Szerszeń, ale to młody piłkarz.

Melodia przyszłości...

- Dokładnie. Nie na nim drużyna powinna opierać całą siłę ofensywną. Bardzo nam się przyda, ale potrzebuje ogrania i doświadczenia. Trzeba powiedzieć jasno: nie mamy klasowego napastnika, który będzie gwarantował po kilkanaście goli na sezon. Odkąd odeszli z klubu Arkadiusz Aleksander, jak był w formie, czy Bartek Ślusarski, to jest ciężko. Kibic się irytuje, nam z tego tytułu też się obrywa, trudniej się potem gra. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości. Z klasowym napastnikiem nam wszystkim grałoby się łatwiej. Obrońcy przeciwnika musieliby bardziej się na nim skupiać i odciążyłoby to resztę zespołu.

Dwa słowa o obronie, gdzie pan występuje. W sparingu z Gwardią dwójkę stoperów stworzył duet Sobieraj - Alan. Z Gryfem obok Alana był już Michał Marcjanik. Jak pan się do tego odnosi?

- Ja się do tego kompletnie nie odnoszę. Uważam, że najlepszym stoperem w tej drużynie jest Michał Marcjanik, który piłkarsko jest na tyle dobry, że w ciągu dwóch lat zagra w ekstraklasie. Z Gryfem zagrałem z Tomkiem Wojcinowiczem, bo to młody zawodnik, a ja byłem tym bardziej doświadczonym chłopakiem. Dać dwóch młodych to nie byłoby na pewno najlepsze wyjście. Musi być na tej pozycji swojego rodzaju mieszanka. Mamy jeszcze dwa sparingi, które z pewnością będą jeszcze inaczej wyglądały.

Obronę macie skompletowaną, to na pewno.

- Zdecydowanie. Przyszedł też solidny bramkarz, który będzie bardzo dużym wzmocnieniem, dzięki czemu my też będziemy pewnie się czuć. Na razie to jednak wróżenie z fusów, bo powiem utarty banał, ale prawda jest taka, że boisko nas zweryfikuje. Ale tak jak powiedziałem: choć o obronę w teorii nie ma się co martwić, to brakuje nam klasowego napastnika i boleśnie to odczuwamy.

Z doświadczonych piłkarzy odeszli Bartosz Ława i Łukasz Kowalski. Zostali natomiast Krzysztof Sobieraj i Antoni Łukasiewicz. Czujecie się ojcami tej drużyny?

- Jakby zabrali tych ojców i ci ojcowie pojechaliby w delegację, to ten zespół byłby biedny. Nie da się grać samą młodzieżą. I to widać. Tak, jak pan mówi: wyjmujesz trzech istotnych ludzi z tej drużyny, a jeszcze do tego jakby odeszli Sobieraj i Łukasiewicz, to równie dobrze Arka mogłaby się bić o utrzymanie - taka jest prawda. Musi minąć czas, żeby ci chłopcy dojrzeli na boisku. Szczęściem jest to, że są teraz w klubie, kiedy Arka przeżywa - nie oszukujmy się - lekki kryzys i oni dostają szansę, jakby też z przymusu. Bo nie sądzę, że jeśli byłyby pieniądze, by ktoś tak bardzo inwestował w młodzież.

Skład na miarę możliwości?

- Myślę, że tak. Mają szczęście, a jeszcze większym szczęściem będzie to, jak któryś z nich to wykorzysta. Taki Nalepa czy Marcjanik to jest przykład młodych, którzy - tak jak mówiłem - w ciągu dwóch lat będą już pukali do ekstraklasy. I nie da się ich zatrzymać w zespole. Arka dostanie za nich duże pieniążki i skorzysta na tym. A reszta? Musi się dużo uczyć i cieszyć się z tego, że ma możliwość grania tutaj.

Słyszymy od innych piłkarzy, że celem jest awans do ekstraklasy. Na co tak naprawdę was stać?

- Nas stać na to, żeby z każdym wygrać. Bo w tej lidze nie ma kogoś, kto jest poza naszym zasięgiem.

Czyli stać was na zwycięstwo w lidze?

- Stać nas. Mamy zespół złożony z młodzieży i doświadczonych piłkarzy, co może przynieść zaskakująco pozytywne efekty. Ale przyjdą też momenty słabsze, tak samo jak trafiały się w rundzie wiosennej, kiedy najpierw kilku meczów nie przegraliśmy, by później bodaj dziewięciu w serii nie wygrać. Tak się będzie zdarzać, bo jeśli nie będzie klasowych zawodników - i nie to, że mam do kogoś pretensje, bo to dotyczy każdego klubu, gdzie brakuje piłkarzy na konkretne pozycje - to będzie ciężko. Jeden młody wypali, może dwóch. Ale jak ma się w drużynie ich zdecydowanie więcej, to ciężko liczyć na cuda. Tym większe słowa uznania dla klubu, że wychował już na klasowych piłkarzy Nalepę i Marcjanika. Ten drugi może jest 20 procent niżej, ale fakt faktem, że to wyróżniający się zawodnicy w młodym wieku. A to dużo, by w tak krótkim czasie pchnąć do przodu dwóch piłkarzy. Jest jeszcze chociażby Wojowski, ale ten jest w drużynie dłużej, no i nie przesądza o obliczu spotkań.

Arkę można porównać chociażby do Termaliki, która wypaliła i grać teraz będzie w ekstraklasie?

- Termalica miała zdecydowanie lepszy skład, niż my mamy w tej chwili. Nie porównujmy się do takiego klubu. My po prostu nie mamy takiego - nie chcę nikogo tutaj obrazić - zamożnego sponsora, takiego pasjonata, jakim jest właściciel Bruk-Betu, który pompuje pieniądze w klub. Arka natomiast regularnie spłaca dług, gdzieś tam wiąże koniec z końcem, dlatego te ograniczenia finansowe są widoczne. Jeżeli klub postawił sobie cel, że w przeciągu dwóch lub trzech lat awansuje, to myślę, że mądrzy ludzie siedzą w gabinetach i racjonalnie podeszli do sprawy i wiedzą, o czym mówią. Przede wszystkim pod kątem finansowym. Jeśli do tego wszedłby do klubu jakiś tytularny sponsor, który wszystko odmieni i np. kupimy klasowego napastnika, to będziemy mogli mówić o czymś więcej.

ALAN FIALHO: DO ARKI WRÓCIŁEM PO TO, BY AWANSOWAĆ DO EKSTRAKLASY